W malutkim domku z jeszcze mniejszym ogródkiem, że bardziej przypominał apaszkę w kwiatki niż ogródek – wiosną i latem – mieszkała sobie dziewczyna, ona nikogo nie przypominała a mieszkała cały rok.
Domek - w środku - był skromniutki, podobnie jak jego właścicielka, schludny i skromniutki. W oknach kuchni wisiały białe zazdrostki, w oknach sypialni granatowe zasłony, w saloniku białe, muślinowe firany w groszki. Skromne, aczkolwiek eleganckie i wygodne meble wypełniały wnętrza i nie było ich dużo, akurat w sam raz.
Właścicielka domku na co dzień w godzinach od-do była urzędniczką w ważnym urzędzie, w jeszcze ważniejszym i naprawdę ogromnym mieście. Jako osoba skromna nie rzucała się tam nikomu w oczy. Wykonywała swoją pracę na czas i dobrze, żeby nikomu nie przyszło nawet do głowy, by się nią zainteresować. Po prostu była osobą skromną, cichą i ceniącą rzetelność a przy okazji, ale to po godzinach służbowych, również wyobraźnię. Lubiła, w czasie przerwy na drugie śniadanie, rozmawiać ze swoimi biurowymi koleżankami i one też. Znana była jako ta co nie zadziera nosa.
Po godzinach zwykle prawie dziewięciu, włączając w to dojazd do domu, nasza skromna bohaterka wracała do małego domku i po wczesnej kolacji włączała swój komputerek. Żyła skromnie, bo jej urzędnicza pensja nie pozwalała na wyskokowe zakupy, ani na wyskoki w ogóle. Wyskakiwała tylko raz w roku na wakacje i to do dalszej rodziny, której wiodło się zupełnie nieźle. Jej największą chlubą i oczkiem w głowie był wspomniany komputerek. Skromny bo skromny, ale zawsze, i kupiła już dawno. Od dawna było to jej oczko i jednocześnie okno na większy świat, na cały można powiedzieć, biorąc pod uwagę ostatnie nowinki technologiczne. Ten cały świat był częstokrotnie nieskromny, ale nasza bohaterka nie zwracała na to zbytniej uwagi. Przyzwyczaiła się.
Uwagę natomiast, prawie że niepodzielną, skupiała na poezji a inne rzeczy i sprawy, wokół których kręcił się tak zwany cały świat, nie interesowały jej, nie specjalnie. Specjalnie za to interesowała ją poezja, ta z rymami i ta bez - nowe i stare poematy, ody, erotyki, epopeje wierszem, limeryki, elegie, fraszki - a także miejsca, które w języku jej komputerka, i komputerków na całym świecie, nosiły miano stron internetowych. Na tych stronach - jak kiedyś w zadymionych kawiarniach, klubach i miejscach ze stolikami - teraz spotykali się poeci, literaci, piszący, składający, rymujący, tworzący ogólnie rzecz biorąc.
Na tych też stronach nasza skromna urzędniczka pokazywała, lub, jak to niektórzy szumnie określali, publikowała swoją poezję. Bo nasza skromna bohaterka była poetką, jeśli nie w oczach innych, to na pewno w swoich, na przykład, gdy rankiem patrzyła na siebie w lustro.
Była poetką i to chyba nie byle jaką, bo inaczej przecież nie przychodziłaby do niej Poezja - ta prawdziwa – ona bowiem odwiedzała ją od święta i wypełniała wtedy zwykle niezwykle skromny świat, domek, ogródek. Dziewczyna w takie chwile zaszywała się w swoim domku i oczarowana Poezją słuchała, marzyła, pisała.
Dziewczyna zaprzyjaźniła się także ze zwykłymi, ale wiele mówiącymi wierszami, które zjawiały się ni stąd ni z owąd o różnych porach. Czasem je zapraszała, to prawda, ale przeważnie przychodziły, kiedy one miały na to ochotę. Sadzała je wtedy w kuchni na wygodnych, choć bardzo skromnych, krzesłach i wiersze się zapisywały w jej pamięci.
Bywały też i wiersze nieproszone. Te pojawiały się o najdziwniejszych porach i w miejscach, które były bardzo zwykłe. Na przykład w kuchni przy zlewie, gdy dziewczyna myła swój ulubiony kubek w grochy. Wiersze ubrane w skromne, proste szaty nie miały rymów. Z tego też powodu rymy nie przychodziły na myśl naszej skromnej bohaterce. Bohaterka świat widziała oczami i duszą białej poezji. I ta odświętna, prawdziwa biała poezja odwzajemniała się naszej bohaterce, przysyłając jej co prawda nieproszone, nieoczekiwane, ale za to coraz piękniejsze wiersze.
Wiersze naszej skromnej bohaterki początkowo czytało niewiele osób. Tak o tym oznajmiały liczniki na stronach, pokazujące się w komputerku. Dziewczyna nie wiedziała - podobnie jak nie wiedziała, jak to się dzieje, że muzyka wypływa z radia – co sprawia, że te strony działają tak, jak na załączonym obrazku, ale była bardzo szczęśliwa, że przyszło jej żyć w takich wydajnych twórczo komputerkowych czasach.
Na początku, jak już wspomnieliśmy, jej wiersze czytało niewiele osób. Jednak z czasem, gdy zaczęła dzielić się zapisanymi w pamięci prawdziwymi wierszami, grono czytelników się powiększyło i wciąż rosło. Na różnych stronach, zakochanych w tworzeniu, nasza bohaterka dyskutowała o wierszach, o poezji z innymi, i trzeba dodać po pewnym czasie, dobrze jej znanymi, chociaż tak naprawdę zupełnie nieznajomymi osobami. Mamy nadzieję, że wyrażamy się jasno?
Wszystkie te, mniej lub bardziej twórcze, osoby czekały na rozmowy z nią, na słowa zachęty, czasami nagany, krytyki, pochwały. Ona też z przyjemnością rozglądała się po stronach, gdzie rozmawiano o jej wierszach. Myślała o sobie jak o kimś skromnym, ciągle się uczącym, stawiającym wciąż niepewne i nieśmiałe kroki. I było jej z tym dobrze, bezpiecznie. Miała tylu nieznajomych przyjaciół.
Praca od-do w urzędzie była dla niej dopustem, który jednakże dawał chleb, ser, wędlinę i dostęp do komputerka. Dlatego skromna dziewczyna nie buntowała się. Wstawała rano, parzyła kawę, nalewała do pełna do ulubionego kubka w grochy, zjadała kanapki z żółtym serem i wędliną. Robiła makijaż i rozgrzewała lokówkę a później wybierała kostium do biura.
Po dniu wypełnionym owocną pracą wracała z radością do domu i znowu parzyła kawę. Sączyła ją powolutku jednocześnie przeglądając strony internetowe, na których widniały jej wiersze. A wiersze, trzeba przyznać, wyglądały coraz ładniej, żyły swoim życiem, rosły im liczniki wyświetleń.
I właśnie któregoś takiego dnia, wczesnym wieczorem, gdy kończyła drugi kubek kawy pomyślała, że może przyszedł czas, żeby podzielić się swoimi wierszami z jurorami. Z rozmów z innymi, piszącymi wiersze z rymami i bez, wiedziała, że są jurorzy, którzy liczą się w kręgach i jak się przejdzie przez, albo dostanie się do takiego kręgu, to już nie trzeba się o nic martwić. Na pewno nie o pisanie. Ma się autorytet, który pozwala na opinie. Nasza skromna bohaterka postanowiła więc wysłać kilka swoich wierszy na Konkurs z - jak fama niosła - bardzo liczącymi się jurorami a nawet nagrodami. Tak dla próby postanowiła, niczego nie oczekując, ponieważ była bardzo skromną osobą.
Jej skromność okazała się ogromnym atutem. Atut ten wygrał serca i umysły jurorów, którzy orzekli jednogłośnie, że jej wiersze są świeże, oryginalne, i takie prawdziwe, że ma dar i talent i w ogóle niech pisze, niech ewoluuje.
Och, jakże się ucieszyła nasza skromna bohaterka, że ktoś ją docenił, przytulił - na odległość, ale zawsze – przyhołubił, bo ona tam z tymi wierszami nie pojechała, do jurorów, tylko je im wysłała anonimowo z hasłem, bo tak się praktykuje. Jak ją ocenili i docenili, to bardzo, bardzo się ucieszyła. Aż jej skrzydła urosły na kilka minut, tak się ucieszyła. Wybiegła do ogródka, co przypominał apaszkę rozmiarem i biegała tam i z powrotem cała w skowronkach. Razem ze skrzydłami i z tą skowronkową radością przyszło jeszcze inne uczucie, uczucie, początkowo nieśmiałej, ale z czasem coraz większej dumy, a także uczucia dumie towarzyszące.
- Ja, taka skromna dziewczyna, urzędniczka, właścicielka skromnego domku jestem chwalona przez bardzo liczących się jurorów.
Od tego czasu zaczęła, najpierw mimowolnie a później świadomie, w odmienny sposób patrzeć na wiersze innych poetów na stronach. Jeśli chociaż trochę różniły się od jej poetyki, krytykowała je i to nie tak, jak kiedyś, pamiętając, że nie jest wyrocznią, teraz robiła to z mocą i zawzięcie, z wiarą. Czasami, mimo że nie bardzo umiała sobie wytłumaczyć dlaczego, kwitowała wiersze innych jednym słowem: grafomania. Jeżeli autorzy nie zgadzali się z jej opinią, dąsała się i nadymała, prychała, że nie rozumieją, że ona, ona to wie, bo jurorzy stwierdzili, a autorzy się nie znają i szła sobie gdzie indziej, bo szkoda jej było czasu.
Przestała komentować wiersze innych piszących, bo szkoda jej było czasu, nie odpowiadała na pytania, bo nie miała ochoty, nie czytała poezji innych, bo to ją nudziło. Za to sama pisała, pisała, coraz więcej i więcej nowych wierszy. Były to jednak stworzenia bez duszy i rodzone według wzoru, jak stempelki.
Te inne, prawdziwe wiersze, które kiedyś często gościły w jej kuchni, teraz zjawiały się rzadko i jak po ogień. Wypijały chłodną kawę i znikały z pamięci. Prawdziwa poezja, która jak zapewne pamiętamy, przychodziła do niej choćby od wielkiego święta, już dawno jej nie odwiedziła. Być może w kalendarzu skończyły się święta? Strony napełniane coraz to nowszymi wierszami naszej bohaterki pustoszały, miłośnicy jej białych wersów chodzili już innymi dróżkami, aż w końcu doszło do tego, że liczniki, napędzane gośćmi, wszędzie zeszły na psy, czyli do zera.
Nasza bohaterka - pominiemy tu z wiadomych, lub domyślnych względów, dotychczas używany przymiotnik - nie mogła zrozumieć, co się stało, jak to się stało. Przecież miała poparcie liczących się w kręgach jurorów, przecież jednomyślnie orzekli, nobilitowali, przecież nie mogli się mylić? Przecież była poetką z osiągnięciem.
- Czemu więc nikt mnie nie czyta? – zapytała samą siebie w cichości ducha nasza bohaterka.
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
hmmmm....z wielka ciekawością przeczytałam.Coś w tym jest, że jeżeli sie wygrywa na konkursach, uważa się za kogoś , kto wie najlepiej.Zanika skromność.To kolokwialnie ujmując nazywa się " sodowa.........."dwie takie osoby trafiłam w necie.No cóż, ich wybór.
osobiście powyżej wyróżnień nie podskoczyłam i tak w sumie zawsze jestem zaskoczona, jeżeli nie powiedzieć zawstydzona, że coś co napisałam zauważono.To miłe i już
Elżbieto, ja bym to opowiadanie potraktowała jako przestrogę dla tych co za bardzo uwierzyli w siebie ....
hmmmm....z wielka ciekawością przeczytałam.Coś w tym jest, że jeżeli sie wygrywa na konkursach, uważa się za kogoś , kto wie najlepiej.Zanika skromność.To kolokwialnie ujmując nazywa się " sodowa.........."dwie takie osoby trafiłam w necie.No cóż, ich wybór.
osobiście powyżej wyróżnień nie podskoczyłam i tak w sumie zawsze jestem zaskoczona, jeżeli nie powiedzieć zawstydzona, że coś co napisałam zauważono.To miłe i już
Elżbieto, ja bym to opowiadanie potraktowała jako przestrogę dla tych co za bardzo uwierzyli w siebie ....
Kamilo dziękuję za zajrzenie.
wie najlepiej - właśnie kto wie lepiej, lub najlepiej?
I co się bardziej liczy: czy to, że ktoś czyta, reaguje na to, co piszemy? czy też wyścigi konkursowe i w przypadku niektórych "woda sodowa"?
Takie pytanie się nasuwa, gdy myśli się o niektórych nagrodzonych.
Bo nagradzanie kwestią bardzo indywidualnego gustu jest - że użyję inwersji.
PSsssssst mi się udało wygrać i było to miłe, to prawda, i tak jak piszesz również byłam zaskoczona, trochę zawstydzona, to wszystko.
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
znaczy nie jest źle, że wolę niegazowaną i umiarkowanie pochwalą tu i ówdzie
ciekawie napisane i gratulacje, za pomysł i lekkość Elżbietko
Evo dziękuję za komentarz.
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Acha! Kogoś mi przypomina Twoja "Skromna"... Zwłaszcza we fragmencie z jurorami.
Marku najpierw powiem dziękuję, że tu zajrzałeś: dziękuję.
Myślę, że każdy zna podobny przykład Skromnych, niekoniecznie odnoszący się do piszących.
Czy powtórzenia celowe? Tak, jak najbardziej, dla efektu ad nauseam. serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
no nie wiem, coś mi to przypomina...ale ja nigdy, nic nie wygralam w życiu,no może to że mam zdrowego syna i czasami zastanawiam się jak to jest...choć z drugiej strony mnie cgyba też by to zdeprymowało chyba. pozdrawiam
wojna światów [Usunięty]
Wysłany: 2014-07-31, 16:08
Pewnie wiele znalazłoby się osób, jak ta opisana w Twojej bajce, Elu. Ale należy też z mocą podkreślić, że jest dużo takich, którzy wielokrotnie wygrywając, pozostają skromni
Dla mnie zawsze miarą wielkości człowieka jest to, w jaki sposób odnosi się do "maluczkich".
Na szczyt dostać się trudno. Ale już spaść z niego - niezwykle łatwo!... Wielu o tym zapomina.