POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Proza poetycka » Groteskowy Wojażer
Groteskowy Wojażer
Autor Wiadomość
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-07, 16:16   Groteskowy Wojażer

Groteskowy Wojażer

AKT PIERWSZY / z dwóch



1.

Matka jest najgłębszym meblem pokoju; jej wiotka pierś unosi się w takt tysięcznego odcinka telenoweli. Jej oko jest martwe, jej oczy są rybie:
,,mój syn wcale nie wyjeżdża”
,,czy ona w końcu powie jemu, że kocha?”
,,mojemu dziecku nic się nie stanie; jest w pokoju, jak dawniej, rozkłada zabawki, a w ostateczności kobiety i popielniczki”
,,czy Jose otworzy drzwi i zdąży ujrzeć ją, obściskiwaną i jego, obściskującego?”.

Matka jest niska; jest chyba najniższą z istniejących miłości, a jej nogi są jak brzozowe nitki lśniące pomarszczonym ściegiem o północy. Matka zaśnie przed telewizorem - kto wyprostuje jej ciało, kto okryje kocem, kto przeora pola plazmowe? ,,Moje dziecko, najboleśniejszy mięsień”.
Boli ją niewiedza o mnie. Boli mnie wiedza o niej.


MATKA (oparta łokciem o blat kuchenny, wpatrując się w zaoknie)
Coś się pali na drodze, przebrzmiewa wyraźnie
świeczka rzucona gdzieś w nocne przepaści.
Coś się jarzy za oknem, podróżna pętelka
w nocnej żarówce – nie wraca, nie zwleka.




2.

Dotykam ich i wiem, że nigdzie nie należę. Sam jestem, sam między nimi jestem. Do każdej ciało bywało przyparte: gorączką, ciepłem kobiety, wścibstwem sąsiedztwa. Każda z nich bywała daleką planetą, gwiazdą wiszącą w ogromie czekań. Zetknąć się nocą – to sztuka znikania.
Dobrze jest mieć tresera sufitów, godnego muzyka, trąbkarza, jazzmana, Milesa Davisa lub Chata Bakera - znawcę lekkich konstrukcji, plafonów i absyd. To kościół, to kwadrat, piekielny czworokąt, świątynia zwlekania, przestrzeń umizgów, przestrzeleń, nachyleń i doznań. Tu można się spotkać, okrążyć wszechświat i zasnąć w jego centrum. Nauczyć się skaz i wnęk – to próba powrotu.


ŚCIANY
(do siebie, równoleglym tonem)
Pan wychodzi? Bez cienia nie można, powinno się:
inaczej. Czule matkę, doniośle ojca, Jezusa, czajnik
i delikatnym gestem startą wycieraczkę. Pan wychodzi -
bez cienia, to innym być już wypada – włożyć inne buty,
w inne miasta, po innych orbitach obracać odmienione ciała.




3.

Żebro z żebra, dłoń z dłoni. Która dłoń silniejsza? Bardziej przewrotna? Ach, trzeba się nienawidzić, przewracać i gnoić. Trzeba wciąż od nowa – próbować ustawienia: dłoni, ramion, oczu, by się dopasować, spleść drżące życia i mieć to za sobą. Nie milczeć wobec niego, a przemilczać; nie nosić przeciw niemu, lecz znosić; nie chować przed nim, ale przechowywać. Ojciec jest drzwiami, otwarciem wątpliwości, jątrzeniem chwili odjazdu – trzeba w nim polec, w nim pogasić wpierw światła, telewizory, kuchnie, łazienki. W nim ogolić się, poprawić włosy i , najgorsze, zobaczyć konsekwencje.


OJCIEC (czerpiąc łyżką gorzkie, herbaciane fusy)
Wręcz niepokojące – tak szybkie przemijanie,
że człowiek chciałby związać, usnuć, nawlec,
a czas mu mięśnie spina w makabryczny taniec.
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15295
Wysłany: 2010-03-07, 16:48   

Tak to jest, kiedy się wyjeżdża. Martwiąc Rodzica.Bo przecież "...Żebro z żebra, dłoń z dłoni..." Jest. A jednak osobny. Inny. Nieprzewidywalny.
"...Sam jestem, sam między nimi jestem..." - przecież.
Fajnieś to zapisał!
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-07, 22:26   

Dzięki, Marku, za przeczytanie!
 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2010-03-07, 22:57   

Czytam, czytam i po skórą - dzieci za szybko rosną. Jak pogodzić ich dorastanie z ciągłym niepokojem? Mają skrzydła? Nie spadną? A jak grzmotną o bruk czy zdążę?
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
eva_14 

Wiek: 105
Dołączyła: 28 Lis 2007
Posty: 8981
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-03-08, 07:49   

ciekawie Kamilu
a matki? są w tej grupie w której powinno się oduczać miłości. pomału, stopniowo, pół skutecznie...najczęściej wcale
reszta się uczy
_________________

Zbyt smutku by to powiedzieć.
Drzewa oszukują
Tymczasem w blasku tylko idą wody.
Tylko ziemia jest twarda.


Vicente Aleixandre
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2010-03-08, 11:04   

eva_14 napisał/a:
a matki? są w tej grupie w której powinno się oduczać miłości. pomału, stopniowo, pół skutecznie...najczęściej wcale



Matka jest najgłębszym meblem pokoju


:)
Dziękuję wam za czytanie. Ja, z racji upodobań, muszę upodobania mocno maskować, by nie sprawiały niepotrzebnego nadwyrężenia mojej matce - przynajmniej tak mogę o nią zadbać. Gdyby ona wiedziała...hoho...nie wyrobiłaby chyba

(zresztą ludzie z matkami tworzą czasem takie przedziwne konstrukcje...to dowód na coś z pewnością).
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Proza poetycka » Groteskowy Wojażer


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo