POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 
 Ogłoszenie 

Ocalmy od zapomnienia
Zapraszamy do nominowania utworów i wzbogacenia działu: Klasyka POSTscriptum
SZCZEGÓŁY W PIERWSZYM POŚCIE TEMATU


Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Bajki » Bajka o niemożliwości albo współzależność pojęć
Bajka o niemożliwości albo współzależność pojęć
Autor Wiadomość
Krzysiek Pogorzelski 

Dołączył: 03 Paź 2009
Posty: 92
Wysłany: 2010-01-20, 12:50   Bajka o niemożliwości albo współzależność pojęć

Bajka napisana w połowie 2008 roku, opublikowana w gazecie studenckiej Żakpress. Jak się spodoba to zamieszczę następne.



Bajka o niemożliwości, albo współzależność pojęć

Rzecz działa się dawno, dawno temu, jednak nie za żadnymi górami, lasami czy innymi częściami krajobrazu, tylko na odległej planecie, jednej z tych, jakie kryje w sobie niezbadany kosmos. Mieszkał na niej król. A skoro był król to i poddani być musieli, gdyż niepodobna aby taki istniał bez tych, którymi rządzi.
Nazywał się Pepex III Błyskotliwy (przydomek ten nadał sobie sam) i będąc monarchą absolutnym, mógł czynić wszystko podłóg swojej woli, przeważnie ku niezadowoleniu Papituków – tak zwani byli mieszkańcy tej planety (notabene, rad jestem, że bajkę tę piszę a nie opowiadam, gdyż według języka Papituków czytając ostatnią literę imienia władcy, wymawia się cały alfabet).
Król słynął z nad wyraz oślego (nie obrażając tego zwierzęcia) uparcia, które w połączeniu z jeszcze bardziej nad wyraz unikalnym talentem do wymyślania pomysłów głupich, dawało efekty potworne w swoich skutkach.
W młodości postanowił, że zostanie najwspanialszym królem, jakiego zna historia, który zlikwiduje wszystkie niedole związane z życiem, przez co za jego rządów nastanie „raj na ziemi”. Na nieszczęście Papituków, jego nadgorliwość w zmienianiu świata nie szła w parze z rozumem, którego według podejrzeń doradców nie miał wcale. W celu nabycia tak niezbędnej dla króla materii wysłano go na bardzo długie studia, przed którymi usilnie zapierał się, twierdząc, jakoby mądrość miał wrodzoną, jednak został przekonany za pomocą zmyślnej metafory: „diament piękny się rodzi, lecz i jego trzeba oszlifować”.
Doradcy od początku wiedzieli, że Pepex rozumu ani krzty nie posiada, jednak wciąż próbowali nauczyć go tego i owego o rozsądnym władaniu. Niestety starania te poszły na marne, gdyż to, czego go uczyli rozumiał po swojemu i najczęściej kompletnie na opak, co summa summarum, dało więcej kłopotów niż korzyści.
Największym jednak błędem było ukazanie Pepexowi świata filozofii, a konkretnie praw logiki. Podczas jednego z wykładów poznał ciekawe twierdzenie, które brzmiało, że: aby przestało istnieć zjawisko musi przestać istnieć jego przyczyna. A z racji tego, że tworząc państwo idealne, co było jego gorącym zamiarem, chcąc nie chcąc, trzeba usunąć sporą listę negatywnych zjawisk, począł był dumać nad likwidacją przyczyn.
Jak już wspomniałem lista zjawisk, którymi trzeba się zająć, nie należała do najkrótszych, więc postanowił w pierwszeństwie skupić uwagę na tych problemach, których likwidacja najprędzej przybliży państwo do „raju na ziemi”. Uznał, iż to ubóstwo sprawia, że człowiek żyje w smutku i niedoli, przez co los mu cierpki i niepewny. Pepex doszedł do wniosku, iż przyczyną takiego stanu jest niechybnie pustka w sakwie sporej części poddanych.
Uparłszy się zlikwidować przyczynę, o której mowa, z trudem, bo ciężko było mu rozstawać się z majątkiem, kazał rozdać ubogim połowę tego, co w skarbcu swym posiadał. Dało to jednak kiepski efekt, ponieważ gdy zaprosił przed swój majestat kilkoro poddanych i zadał im pytanie: czy czujecie się biedni?, oni rzekli jak jeden, że pieniądze dostali, za co wdzięczni są dozgonnie, zaklinali, że żyje im się troszkę lepiej, ale nadal czuli, iż są biedni. Rozsierdził się król i w szale okrutnym kląć począł, po czym ostygłszy nakazał resztę majątku dla biednych rozdać. Jednak nie minęło kilka dni, jak posłaniec wrócił spośród ludu niosąc wieść, że żyje się jakby lepiej, ale bieda jak była, tak i jest. Pepex znów począł w złości krzyczeć wniebogłosy, całą noc nie spał dumając nad wyjściem, aż wraz z jutrzenką koncept wszedł mu do głowy. Dumał tak. Skoro biednych z biedy tylko pieniądz wyciągnąć może, a skarbiec pustką świeci, nie ma już z czego poddanym dogodzić. Ujrzał tedy przyczynę w nich samych i postanowił się ich pozbyć. Tak, jeśli ubogich nie będzie, to i o biedzie każdy zapomni, że takowa istniała, i tylko w bajkach będzie o niej mowa, a dzieci dziwować się będą, jak to możliwa taka bieda była.
Uradowany Pepex podzielił się swoją myślą z doradcami, którzy nie kryli zażenowania. Usiłując wydrzeć z głowy króla tak niedorzeczną myśl, nie szczędzili ostrych słów pogardy, co u Papituków było istnym kuriozum, gdyż jak wcześniej wspomniałem król miał władzę absolutną i nietaktem było krytykowanie jego słów, nawet najśmielszych, czy też najgłupszych. Po godzinie doradcy, jak jeden, postanowili opuścić króla udając się w kosmos. Został z nim w pałacu tylko jeden, który zwał się Aba.
Nazajutrz Pepex rozkazał by żandarmeria zawiadomiła mieszkańców, aby ci którzy czują się biedni zebrali się na placu przed zamkiem. Nie minęło południe a przed pałacem roiło się od głów. Tłumy które zmierzały w stronę placu wydawały się nie mieć końca. Wreszcie postanowił wyjść i przemówić. Nakazał aby wszyscy złożyli podpisy wraz z adresami swoich domostw. Do wieczora uzbierała się wielka sterta papieru. Pepex nakazał aby żandarmeria dopilnowała żeby wszystkie te osoby załadować w statki i wysłać w kosmos. Akcja ta trwała blisko trzy tygodnie, a gdy Aba doniósł królowi, że właśnie odesłano ostatniego biednego w kosmos, na twarzy Pepexa zagościła nieopisana radość, przez co do wieczora nie mógł się nacieszyć sukcesem i podziwem dla swojej niespotykanej mądrości.
Radość trwała jednak tylko do ranka. Aba nie potrafił znaleźć słów, jakimi miał przekazać wiadomość, że po tak zmyślnej i spektakularnej akcji, jaką przeprowadzili, nie udało się odesłać w kosmos wszystkich biednych. Nie muszę więc opisywać, w jaki sposób Pepex zareagował na poranną nowinę. Po całym dniu dumania doszedł do wniosku, że nie wszyscy biedni stawili się na placu. Pewnie jedni nie mogli, albo im się nie chciało – myślał w duchu. Aba zaproponował by przejrzeć spis ludności, w którym są informacje o majątkach poddanych, dzięki czemu już żaden biedny się nie ostanie. Pepex pochwalił wspaniały koncept doradcy i uczynił wobec niego wielki zaszczyt, dając mu pięć złotych odznaczeń dla zasłużonych i mianując super doradcą.
I poczęli urzędnicy przeglądać ogromne sterty dokumentów i wybierać biednych spośród bogatych, a następnego dnia król, z uśmiechem na twarzy podpisywał rozkaz ponownych, przymusowych deportacji w kosmos. Jednak i tym razem, wieści doniosły, że biedni nadal są na planecie, więc król znowu rozkazał zajrzeć do mniejszej już sterty dokumentów i szukać tych, co mają najmniej pieniędzy.
Tak jak poprzednio, tak i tym razem, pomimo wielkich starań, bieda jak była, tak i pozostała, choć taka jakaś jakby mniejsza i jakby mniej biedna od tej poprzedniej. Ale bieda pozostanie biedą. a więc w myśl planów króla, zlikwidowana być musi. I znowu urzędnicy poczęli przeglądać, znacznie mniejsze już sterty papierów, które właściwie nie były już stertą, tylko niewielkim archiwum, w porównaniu z tym, czym były pół roku temu. Urzędnicy ci zauważyli, że osoby posiadające najmniej pieniędzy – to znaczy biedne – posiadają dość dużo pieniędzy, nawet powiedzieć by można, że pół roku temu to chyba bogaczami by być mogli. Jednak rozkaz, rozkazem i kolejny transport w kosmos uszczuplił populację, i tak już mało licznych Papituków. Sytuacja mogła by trwać w nieskończoność, lecz na jej drodze stała coraz mniejsza liczba mieszkańców planety, którzy wciąż, w porównaniu ze swoimi współbraćmi byli albo bogaci, albo biedni.
Pepex począł łysieć na głowie, nie spał po nocach i przez cały czas widywano go wyłącznie w złym humorze. Nie mógł się nadziwić, że wysłał już większość biednych poddanych hen daleko w kosmos, a mimo tego bieda jak była, tak i pozostała. Obłęd, w jaki wpadł sprawił, że deportacje trwały nadal. Aż pewnego dnia stała się rzecz straszna. Aba nie mógł znaleźć odpowiednich słów, aby przekazać królowi niewiarygodną nowinę. Okazało się, że na planecie zostały tylko dwie osoby. On i Pepex. Król już całkiem wyłysiały spojrzał w oczy Aby i rzekł: Ostaliśmy tylko my. Ja bogaty, ty biedny. Aba wiedział co ma zrobić. Wsiadł do wielkiej rakiety i wystrzelił się w kosmos.
I tak pozostał na planecie tylko król. Ani bogaty, bo z kim mógł porównać swoje bogactwo, ani biedny bo i bogatych nie było obok niego. A tak właściwie, to chyba jednak był biedny, bo co to za król co nie ma poddanych?
Ostatnio zmieniony przez wojna światów 2016-08-17, 22:44, w całości zmieniany 6 razy  
 
 
Ninoczka 
Aga


Wiek: 60
Dołączyła: 20 Paź 2007
Posty: 1743
Wysłany: 2010-04-18, 22:08   

Zapraszam pozostałych do lektury - WARTO!
Autora pozdrawiam
 
 
 
wojna światów 


Wiek: 37
Dołączyła: 02 Lip 2014
Posty: 4179
Skąd: z średniowiecznego miasta
Wysłany: 2016-08-17, 22:59   

Co prawda Autor pisze:
Krzysiek Pogorzelski napisał/a:
Bajka napisana w połowie 2008 roku, opublikowana w gazecie studenckiej Żakpress.
więc w teorii powinna być bez błędów, ale jednak nie była, toteż pozwoliłam sobie poprawić te ortograficzne, zlikwidować niepotrzebne spacje, tu i ówdzie poprawić przecinek. Reszty nie ruszam, bo bez zgody Autora, byłaby to zbytnia ingerencja w tekst.


Bajka ku przestrodze tym wszystkim, którzy marzą o raju na ziemi ;)
 
 
Ustinja 
Ustina Burescu


Wiek: 27
Dołączyła: 17 Sie 2011
Posty: 623
Wysłany: 2016-10-25, 19:57   

Dobra bajka, z morałem :) Uśmiechnęłam się niejednokrotnie podczas czytania, choć powinien wstrząsać mną niepokój, gdyż wiele prawdy jest w tym tekście :)
_________________
wszyscy mamy doklejone oczy
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 71
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 14768
Wysłany: 2016-10-25, 20:03   

:( tak, tak marnie się skończyła
tak bywa
 
 
mgielka


Dołączył: 06 Gru 2013
Posty: 1558
Wysłany: 2018-03-16, 23:06   

Uwielbiam bajki i wielką przyjemnością przeczytam :)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Bajki » Bajka o niemożliwości albo współzależność pojęć


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo