POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 
 Ogłoszenie 

Dzisiaj zapoczątkowaliśmy nowy dział na POSTscriptum: Miejsca, które warto polecić.
Zapraszamy do wspólnego zapełniania działu opisami atrakcyjnych miejsc i ciekawych ludzi.
Poniżej link do tematu, którym zapoczątkowałem nowy dział.
Koliba pod Czarcim Kopytem


Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Inne formy prozatorskie » Porwanie
Porwanie
Autor Wiadomość
PoparzonaKawą 


Dołączyła: 09 Gru 2019
Posty: 169
Wysłany: 2020-01-30, 14:32   Porwanie

Pamiętam tylko, że szedłem wtedy ulicą, było już późno. Nie paliły się nawet latarnie i bezdomne koty nie wychylały nosów poza swoje legowiska. Chyba wracałem z monopolowego, albo z apteki... Nie bylem już pewien. Wtedy nagle nadjechał jakiś samochód i zatrzymał się, parę metrów za mną. Szedłem sobie jakby nigdy nic, bo i niczego się nie spodziewałem. Jednak ktoś musiał zaczaić się za moimi plecami. Poczułem jedynie coś jakby wstrząs. Tak, to musiał być paralizator.
Obudziłem się, byłem związany – na nadgarstkach i na kosatkach. Leżałem na tylnym siedzeniu, uniosłem się i spostrzegłem, że od kierowcy oddziela mnie kratka, zupełnie jak w wozie policyjnym. Nagle odwróciła się i spojrzała mi w oczy. Policjantką na pewno nie była, raczej od razu mógłbym stwierdzić, że to przestępczyni. Miała długie ognisto rude włosy. Nic nie powiedziałem, nie zamierzałem dawać jej satysfakcji i o cokolwiek pytać, ani też okazywać czegokolwiek. Uśmiechnęła się, zęby jak perełki błysnęły spod umalowanych na intensywne bordo ust. Nie musiałem się odzywać - sama zaczęła. Jak to baba.
- Witaj, teraz będziesz tylko mój, kochanie.
- My się znamy?
- Oczywiście, że tak, to przecież ja.
Oho, jakaś stuknięta. Nigdy jej wcześniej nie spotkałem. W sumie mogłem trafić gorzej np. na handlującą organami czy coś w tym stylu. Przynajmniej tak się pocieszałem. W tym momencie spojrzałem za szybę auta – padał siarczysty śnieg. Hm... Przecież jest lato – dotarło do mnie. Strasznie długo musiałem być nieprzytomny, no chyba, że to nie jest jedyny środek transportu z którego skorzystała ta szurnięta porywaczka. Chociaż plecak mi zostawiła – pomyślałem, patrząc na swój jedyny bagaż w tej dziwacznej podróży. Trwała długo, a ja, nie mogąc już zasnąć, wciąż obserwowałem jakiś obcy kraj opanowany przez srogą zimę – pojedyncze domy wystające ze śnieżnej zamieci oraz nieliczne sklepy i tablice z napisami w obcym mi języku. Wjechaliśmy w las, długo mijaliśmy stare drzewa z uginającymi się od śniegu gałęziami i nic poza tym, ale gdy wreszcie las się skończył, na jego skraju dostrzegłem piętrowy drewniany dom. Zaparkowała i uśmiechnęła się do mnie. To nie był miły uśmiech. Zrobiło mi się zimno. Otworzyła drzwi i pyk – znowu ten cholerny paralizator.
Obudziłem się w jakimś pokoiku na poddaszu. Siedziałem na łóżku, ale przywiązano mnie za ręce do kołków z boku tapczanu. Wszędzie było pełno kurzu, gruba warstwa zebrała się na nielicznych meblach i poszarzałych panelach podłogowych. Na żyrandolu wisiał taki typowy muchołapek – kleisty plaster, był oblepiony owadami. Rany Julek... Kiedyś tu było lato, ale miało się wrażenie, że wieki temu. Pokój był mały i surowo urządzony – stał tam jeszcze stolik, jedno krzesło i szafa. To chyba jakiś opuszczony hotelik, czy coś w tym stylu – pomyślałem. Wciąż wodziłem oczyma po tym dziwnym pomieszczeniu. Dojrzałem jeszcze kalendarz ścienny, nie mogłem rozpoznać z którego jest roku, gdyż ktoś wydarł z niego właśnie część oznajmującą tę informację. Spojrzałem w okno. Ten przeklęty śnieg wciąż padał – zasypie mnie tu i tę wariatkę też. Jakoś wszystko mi było jedno. Spróbowałem położyć się na łóżku. Przymknąłem oczy, ale nie dane było mi zapaść w sen. Usłyszałem kroki. Ktoś wchodził na górę, jakoś nie chciałem, żeby to była ona, ale... to była ona. Usiadła na łóżku obok mnie i z jakimś obłąkańczym uśmiechem stwierdziła, że od zawsze chciała mnie tu zabrać. Od zawsze chciała mnie wyrwać niczym kwiat z korzeniami i przesadzić sobie na działkę. Popatrzyłem na nią z politowaniem, Chyba się jej to nie spodobało, bo zaraz zaczęła twierdzić, że teraz już nigdzie nie przynależę, ani do swojej pracy, ani do swojej rodziny, ani do znajomych, ani do kobiet z którymi się zadawałem, tylko do niej. A co ty, o mnie, o moje pracy, rodzinie czy też moich przyjaciołach i kobietach możesz wiedzieć? - pomyślałem.
Pewnie była przekonana, że jej coś odpowiem lub zaprotestuję, ale ja siedziałem i patrzyłem się nawet nie na nią, tylko na przeciwległą ścianę. Wtedy ona schwyciła moją twarz i pocałowała mnie. Wcześniej może nawet coś bym poczuł, ale od jakiegoś czasu było mi wszystko jedno.
- Patrz, jak do ciebie mówię! - nagle krzyknęła.
Nie zareagowałem i zamknąłem oczy. Miałem nadzieje, że obudzę się z tego chorego ni to snu, ni to jawy. Po chwili jednak poczułem uderzenie w policzek – plasnęła mnie i to wcale nie lekko. Otworzyłem oczy. Była wściekła.
- Chłopak cię olewał, czy jak? - spytałem.
- Ty mnie olewałeś – syknęła.
- Nie znam cię – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- Ale ja cię znam. Od dzieciaka cię obserwuję. Wszystko o tobie wiem. I od dnia narodzin byłeś mi przeznaczony.
- Cieszy mnie to... nie bardzo – pozwoliłem sobie na drwinę.
Objęła mnie i zaczęła całować.
- Jesteś mój.
- Powtarzasz się.
- Jesteś mój i będziesz tu sobie gnić wiecznie – odparła, jej pocałunki stawały się coraz bardziej nieprzyjemne i nachalne, przypominały kąsanie, bolały. W końcu przestała. Pogryzła mnie, czułem się tak bardzo dziwacznie i nieswojo.
- Zabijesz mnie? - nagle spytałem, choć wcale nie zmierzałem tego zrobić.
- A chcesz śmierci? Pragniesz jej?
- Tak – odparłem. - W plecaku mam... dwa opakowania tabletek. - Wiesz... mało rozrywkowego mężczyznę sobie wybrałaś – stwierdziłem. No i powinienem mieć flaszkę, którą chciałem je popić, ale ty mi wszystko zepsułaś i wcale nie jestem ci wdzięczny za to.
Nic nie odpowiedziała, tylko zaczęła się rozbierać. - Czy ja nie wyraziłem się jasno? Nie mam ochoty żyć, a c dopiero na amory! Odczep się! - warknąłem, ale znowu mnie zdzieliła po twarzy. Jesteś mój – wysyczała.
- Nudziara z ciebie - powiedziałem, mając nadzieję, że za taką zniewagę ta niezrównoważona kobieta złapie jakiś nóż i pośle mnie na tamten świat.
- Już cię posłałam, cholerny ignorancie! Spełniłam twoje najskrytsze pragnienie, a ty mnie nie kochasz! - wrzasnęła.
- Ale jak to? Ja sobie to tylko pomyślałem.
- Twoje myśli też znam, wszystkie, czułeś się niedoceniony przez kobiety, niezauważony, a ja cię doceniam i zauważam. - Nikt mnie nie kocha, nikt nie kocha Śmierci, a ja tak się staram! – nagle załkała.
- No nie płacz, doceniam twoje starania, ale myślałem, że po śmierci nic nie ma.
- U większości nie ma, ale dla samobójców jest kara, ta najbardziej przez nich znienawidzona: drugie życie i to w dodatku wieczne.
- A co z niebem? Ci którzy są... dobrzy i religijni, tam idą?
- Owszem, tyle, że nie- bo, to nie-byt, to nieistnienie.
- Jak to?
- Tak to. Wieczne idealne szczęście i spokój możliwe są tylko w niebycie.
- Pokrętna logika.
- Dla istot ludzkich faktycznie może być niezrozumiała.
- A za to my, samobójcy, żyjemy wiecznie i to ze swoją śmiercią?
- Tak.
- Jestem skołowany. To masz więcej biedaków takich jak ja? Więzisz swój harem samobójców?
- Ależ nie, każda Śmierć wybiera sobie tylko jedną ofiarę.
- I co teraz?
- Nic, będziesz mój na wieczność, na wieczność nie będziesz do niczego ani do nikogo przynależeć jeszcze bardziej niż za życia, no, z wyjątkiem przynależenia do mnie – stwierdziła z dumą i satysfakcją. - A to, co widzisz za oknem, to Piekło.
- Coś tu nie gra. Od kiedy to w piekle pada śnieg?
- W piekle u samobójców - od zawsze. Mieszkają tu też moje koleżanki i też mają takich jak ty. Nasz dobroczyńca Diabeł obiecał im mężów- niewolników i spełnił swoje prośby, no kilku śmierciom sodmitkom obiecał kobiety, bo do nas też to lewactwo zawitało... Ocieplanie się klimatu to ich wina! I wymieranie ryb w oceanach też!
- Jesteś obłudna, to na pewno nie ich wina, tylko raczej problem wynikły z dewastacji naszej planety, np. wycinania drzew lub zanieczyszczania wody.
- Eh, jesteś zbyt racjonalny. No, nie ważne. Zmieniając temat, przyznam, że czasem skoczę sobie do moich koleżanek na herbatkę lub ciasteczka, ale one nie lubią na długo pozostawiać swoich wybranków, tak jak i ja, więc bardzo się za mną nie stęsknisz.
Już miałem sobie pomyśleć, że cieszy mnie to nie b... Ale urwałem tę myśl. Jakoś nagle zrobiło m się jej żal, i siebie, i tego wiecznego śniegu, i lewaków, i klimatu , no i wszystkich uparcie wierzących w wieczne i szczęśliwe życie... Kretyni.
- No zdejmij mi te sznury, przecież trup już nie ma dokąd uciec – powiedziałem.
- Nie ufam ci – odparła.
- Nikt nigdy mi nie ufał. Nawet śmierć mi nie ufa – westchnąłem, czując, że i mnie zbiera się na narzekanie. - No chodź przytulę cię, a ty mnie – powiedziałem.
- Ni ufam ci!– odskoczyła jak oparzona. Ale będziemy żyć wiecznie i nieszczęśliwe, to już mogę obiecać.
- Hm, cieszy mnie to mnie to nie...
- Przestań! Doprowadzasz mnie do gniewu.
- Chociaż pokłócić się z tobą można - stwierdziłem.
- A chcesz za te głupie żarty dostać kosę pod żebro? - nagle zagroziła.
- Nie bądź taka sztywna, co mi szkodzi kosa, jak i tak już nie żyję? – powiedziałem, obłąkańczo rycząc ze śmiechu. - A pocałujesz ty swojego martwego Przemka? – dodałem.
- Nie, nie ufam ci, coś knujesz – stwierdziła.
- No dobra, to nie całuj mnie nigdy! Ni-gdy!
- Właśnie, że będę cię całować zawsze, kiedy mi się podoba, bo jesteś mój! – stwierdziła władczo i natychmiast mnie pocałowała. Spojrzałem jej w oczy, dostrzegłem w nich iskierki i dziką satysfakcję. Ależ ta niecnota była z siebie dumna!
- To ja już wiem, jak z tobą rozmawiać – uśmiechnąłem się przebiegle.
Czy to możliwe, bym się w niej zakochiwał? Umierając, musiałem upaść na głowę. Pewnie rozbiłem sobie łeb o krawężnik. Zawsze miałem porąbany gust, ale żeby aż do tego stopnia?! Chyba właśnie przeszedłem samego siebie.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Inne formy prozatorskie » Porwanie


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo