POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Inne formy prozatorskie » "Małżeństwo"
"Małżeństwo"
Autor Wiadomość
PoparzonaKawą 

Dołączyła: 09 Gru 2019
Posty: 350
Wysłany: 2020-08-12, 22:26   "Małżeństwo"

*historia jest fikcją literacką*



Nie jesteśmy typowym małżeństwem.
Wyszłam za niego tylko po to, by ktoś kierował firmą, którą szybko znienawidziłam, aczkolwiek nie potrafiłam się jej pozbyć – to chyba z bliżej nieokreślonego sentymentu.
Trzy lata jako pani prezes nauczyły mnie jednego: wygrywa ten kto manipuluje, kłamie oraz rozbudza płonne nadzieje. Żadna z tych czynności nie leży w mojej naturze (no może poza jednym przypadkiem) toteż, choć firma nie odniosła szkód podczas mojego „rządzenia”, miałam jej serdecznie dość. W zasadzie to miałam dość ludzi. Nie lubię ludzi, uważam ich za obrzydliwy gatunek: wywyższający się, snobistyczny, podły, kłamliwy, idący po trupach do celu – nie liczy się prawda ani sprawiedliwość, a już na pewno nie cudze uczucia, tylko pozycja społeczna i władza.
On zawsze kręcił się gdzieś w pobliżu. Zabiegał o uwagę mojego ojca, wyraźnie chciał zasłużyć na jego szacunek, mnie natomiast postanowił przekonać do siebie, ale jakaś taka oporna byłam. Szybko zaczął uważać mnie za rozpieszczoną i pozbawioną ambicji córeczkę tatusia – przy pomocy takiego myślenia łatwiej było mu pogodzić się z porażką.
Gdy stary żył, mój przyszły małżonek był na każde jego skinienie. No ale tatuś umarł i mój biedny adorator został na lodzie, bo teraz to już ja, chcąc nie chcąc, rozdawałam karty.
Szybko dotarło do mnie, że potrzebuję kogoś zaufanego, a jak nie zaufanego, to zafiksowanego na sukcesach i wysokiej pozycji społecznej, więc zaproponowałam mu stanowisko zastępcy.
Tego się nie spodziewał, myślał, że pewnie odprawię go z kwitkiem, ponieważ często demonstrowałam swoją niechęć wobec niego. Chcąc nie chcąc musiałam zbratać się z wrogiem, ale postanowiłam, że zrobię to na własnych warunkach.
Łączyła nas praca, wszelkie inne „połączenia” ucinałam w zarodku. Jednak byłam coraz bardziej zmęczona „prezesowaniem”.
Jestem typem człowieka, który nienawidzi rządzić innymi, a także nienawidzi, gdy ktoś nim usiłuje rządzić. No i wpadłam na genialny pomysł.
Cóż to były za zaręczyny.
Postanowiłam działać, zanim on przejrzy na oczy i zorientuje się, że wyścig szczurów nie jest aż tak wiele warty - wtedy jeszcze nie rozumiałam, że akurat jemu to nie grozi.
Zaprosiłam go na kolację, do restauracji. Zamówiłam nawet jakąś romantyczną muzykę i oświadczyłam się mu. Początkowo mi nie ufał. Jednak, gdy upewnił się, że to nie żadna kpina czy też nawet sen, z radością przyjął zaręczyny, a w prezencie zaręczynowym: kierownictwo w firmie, aczkolwiek pod moim nadzorem.

***
Wstałam wczesnym rankiem: obejrzałam pomidory w szklarni (po ostatnim ataku zarazy, wciąż obawiałam się Suchej Zgnilizny). Zerwałam brzydkie liście oraz usunęłam wilki, przerzedziłam kwiaty, by pomidory wyrosły większe.
Później wybrałam się do króli. Podrzuciłam im sianka do paśników oraz dolałam wody do poidełek. Następnie otworzyłam kurnik i przywitałam moje kurki. Kury to fascynujące stworzenia. Potrafią z zazdrości rozdziobać jajka „sąsiadki”, jeśli ta zniesie ich więcej. Mogą też nasadzić się na cudze jaja – taka kradzież, kwocze zapędy. Gdy kilka z nich wysiaduje, ta, której pisklęta wyklują się pierwsze, może zwrócić uwagę pozostałych, i mogą one opuścić swoje jajka, chcąc przejąć cudze młode.
Gdy w stadzie nie ma koguta, kury potrafią krwawo „spierać się” o przywództwo, a w tym o to, która ma prawo piać z rana.
Naprawdę fascynujące. Czasem myślę sobie, że pochodzimy od kur, a nie od małp.
Wróciłam do domu. Było cicho jak makiem zasiał. Powinien już się szykować – pomyślałam.
Niechętnie ruszyłam do jego sypialni. To miała być nasza sypialnia, ale od razu wytłumaczyłam mu, że małżeństwo ma charakter czysto użyteczny. Tak więc on nocował tam, a ja urządziłam sobie pokój w drugim skrzydle, byle jak najdalej. Nie bez powodu. Zarówno sukcesy i porażki w pracy mój małżonek musiał jakoś odreagować. I tym razem nie było inaczej.
Otworzyłam drzwi z niechęcią. Pachniało wodą kolońską, a poza tym czuć było zaduch. Spojrzałam na obszerne łóżko. Spał w najlepsze, a obok niego dwie panie. Otworzyłam okno na oścież. Poranny chłód wdarł się do pomieszczenia.
- Wstawaj! – krzyknęłam. – Wstawajcie! – poprawiłam się.
Kobitki ziewnęły. Natomiast mój małżonek przeciągnął się jak kot.
- O, cześć kochanie – rzekł słodko. To znaczy to nie było słodko tylko ironicznie i uszczypliwie.
Panienki zdębiały – widać, że gościły u mojego męża po raz pierwszy.
- Przesadziliście z alkoholem, co? – spytałam retorycznie. – Tak być nie może, każda zabawa musi zawierać się w granicach rozsądku – dodałam przemądrzale, jakbym była ich matką. – Ubieraj się i doprowadź do ładu – spojrzałam na mojego małżonka. - Szanowne panie pomogą mi w kuchni - Wyraz konsternacji na ich twarzą rósł z sekundy na sekundę. – Zrobimy jakąś kawę, kanapki, wyprawimy moje kochanie do roboty, posiedzimy przy stole – stwierdziłam, jarając się ich zdziwionymi minami.
Nie zatrudniałam żadnej pomocy domowej ani kucharki, ani nikogo, więc czasem lubiłam mieć towarzystwo.
Mężulek wreszcie przyszedł do kuchni.
- Masz ekstra żonę – stwierdziła jedna z dziewczyn – cycata blondynka. Żeby było zabawnie, okazała się studentką „stosunków międzyludzkich”. Jej koleżanka z uczelni - brunetka uśmiechnęła się przyjaźnie. Zapewne obie uznały mnie za sympatyczną… wariatkę. Jednak ja miałam w tym cel – od zawsze szukałam jakiegoś zainteresowania i ciepła u kobiet – konsternacja, a potem ulga i choćby wymuszona uprzejmość kochanek mojego męża bawiły mnie, a nawet dowartościowywały; pewnie dziewczyny spodziewały się, że będę ich gonić z patelnią.
Nie odezwał się, utkwił nos w dużym kubku koktajlu owocowo-warzywnego.
- Dziewczyny przygotowały ci coś na kaca, podobno po imprezie, gdy trzeba iść na poranne wykłady sprawdza się – stwierdziłam. Czułam, że trafia go szlag. Gdy zaczął spotykać się z kobietami, chyba miał nadzieję, że wzbudzi moją zazdrość, robił to nader desperacko – dosłownie rzucał na krzesła bluzki, których kołnierzyki upaprane były szminką lub „przypadkiem” zostawiał na stole rachunki z restauracji lub drogerii.
Bez słowa wypił napój, podsunęłam mu kanapki. Odstawił je i sucho oznajmił, że zje na mieście.
Zanim wyszedł złapałam go w drzwiach:
- Odwiedzę cię na tygodniu, cóż czasem muszę się pojawić i skontrolować, jak sobie radzisz, mam nadzieję, że alkohol towarzyszy ci tylko przed miłosnymi ekscesami – powiedziałam, po czym pocałowałam go w czoło. Wiedziałam, że tego nienawidzi, że to go upokarza, ale z jakiegoś powodu wybrałam sobie go na swoją ofiarę, pocieszając się, że nie jest aniołkiem bez winy.
- Nie zapomnij najpierw wydłubać sobie słomy z butów, i domyj ręce kochanie, w sumie resztę też, trochę czuć od ciebie kurzym łajnem - stwierdził.
Co prawda miałam na sobie ogrodniczki, dziurawe, oraz wypłowiałą i poplamioną czapkę z daszkiem, no może i byłam nieco spocona, ale z tym zapachem to przesadził.
- Po prostu tak ma człowiek, który posiada swoje hobby – odparłam. - Wolę rośliny i zwierzęta od ludzi.
- Fantastycznie – odparł. Moje kochanki cię wcale nie szanują, gdy odwrócisz się, wymieniają między sobą uśmiechy szyderstwa lub politowania. Tak działasz, kochanie na kobiety, tylko i wyłącznie tak. To się nigdy nie zmieni. Wiesz, że mógłbym… - urwał i uśmiechnął się – mógłbym zlecić twoje morderstwo. Nikt by za tobą nie tęsknił. Taki żarcik, skarbie.
- Chyba nie mógłbyś, bo wszystkie podejrzenia spadłby na ciebie, a po drugie, inni zazdroszczą ci, że masz niesamowicie tolerancyjną żonę.
- Od początku zaplanowałaś tę farsę, posłużywszy się moimi uczuciami. Nienawidzisz ludzi, więc powinnaś się zamienić w jedną z tych twoich kur, albo w królika.
- A mój ojciec co zrobił?! Też posłużył się tobą. Niczego nieświadomym wtedy jeszcze gówniarzem, bardzo pragnącym akceptacji i osiągnięcia czegoś w życiu, bycia ważnym…
- Twojego ojca szanuję, w przeciwieństwie do ciebie.
- Więc jesteś rażąco nieobiektywny. Owszem jeszcze przed naszym małżeństwem wszystko zaplanowałam, ale wiem, że jesteś ambitny i posiadasz cechy przywódcze, charyzmę, lubisz tę pracę, masz z tego satysfakcję i wysoką pozycję.
- Lej wodę swoim ukochanym roślinom – rzekł. – A wiesz, co? – nagle dodał ledwie słyszalnym szeptem. – Gdy zasypiam zawsze wspominam sobie, jak to było, gdy poczęstowałem cię herbatką usypiającą. Potem, w tych pluszowych, różowych kajdankach było ci do twarzy.
Twarz mi stężała, a oczy podeszły łzami. Przełknęłam ślinę.
- Mogę ci wpierdolić jeszcze raz, za to co zrobiłeś.
- Zarówno przed tym jak cię uwolniłem, i zaraz po, byłaś taka… rozwścieczona; wiesz, że mi się podobało, od początku do końca. Spadła na mnie cała gama doznań.
- Słuchaj, skurwysynu… - złapałam go za kołnierz od marynarki.
- Chcesz mi przyłożyć? Nie zapomniałaś, że idę do pracy?
- Spieprzaj – syknęłam i puściłam kołnierz jego marynarki.
Z oczu popłynęły mi łzy. Zaraz wytarłam je ręką. Ciężko westchnęłam i spróbowałam zebrać się do kupy.
Usiadłam z panienkami przy stole, przyjrzałam się ich zmieszanym minom. Podsłuchiwały naszą rozmowę, to pewne, niestety, jeśli chodzi o „kwestie końcowe”, słyszały tylko te głośniejsze, czyli z mojej strony. Poprosiłam, by mnie też przyrządziły koktajl na kaca. Zamiast uprzejmości dostrzegłam na ich twarzach cień zniecierpliwienia. Miały swoje sprawy; to pewne, że chciały ulotnić się jak najszybciej z tego domu. Zabolało.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Inne formy prozatorskie » "Małżeństwo"


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo