POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Rozkaz
Rozkaz
Autor Wiadomość
Hardy 


Dołączył: 08 Gru 2015
Posty: 1198
Wysłany: 2020-08-28, 15:20   Rozkaz

(fragment nowych wspomnień pt. "Cywil w służbie Narodu", już prawie na ukończeniu)

Dopiero teraz dotarło do mnie, że słychać było już tylko trailowanie Krzysia. Spojrzałem na niego. Znowu siedział na skraju dachu i podśpiewywał. – Tomek, masz jakiś pomysł na… – kiwnąłem głową w górę. – Tylko taki z sensownych, nie z księżyca wziętych.

Przez chwilę milczał; wreszcie pokręcił przecząco głową. Westchnąłem. Musiałem sam podjąć decyzję. W tej właśnie chwili wyszli z budynku Szedłowski i Deduk.

– Nie ma co stać do wieczora, nic to nie da – zwróciłem się do nich. – Spróbujemy jeszcze raz. Będę Krzysia znowu zagadywał, a wy spróbujcie ponownie go chwycić. Tylko ciszej niż poprzednio. Nawet jakby co, skoczyć nie skoczy. Zrobił sobie tylko zabawę, za długo się nudził. – Powiedziałem to zdecydowanym głosem, ale sam już nie byłem taki pewny. Nie mogłem jednak tego okazać. Już chciałem ich wysłać, ale mój wzrok padł na ciężkie, wojskowe buty, które mieli na nogach. – Zmieńcie je w try miga na pepegi i dawajcie jeszcze raz. Lećcie.

Pobiegli do budynku. Odwróciłem się do junaków trzymających koce.

– Gotowi jesteście? Powtórzymy.

Kiwnęli głowami. Odczekałem jeszcze kilka minut, aby dać czas Szedłowskiemu i Dedukowi. Wreszcie krzyknąłem do Kawalerskiego, który dalej zawzięcie trajlował: „tra la, la la, tra la, la, la”.

– Krzysiu, Krzysiu! – Zdecydowałem się na wołanie po imieniu mniej oficjalnie. – I co, masz chęć tak dalej jeszcze długo siedzieć? Jedzenie na mnie w domu czeka, ostygnie. Inni też już są głodni. Ale pal diabli, chodź na dół, porozmawiamy przy obiedzie na stołówce, co?

Spojrzał na mnie. Zaczął bujać głową w lewo i prawo, ale przestał trajlować i przez chwilę milczał. Nie spodobało mi się to, gdyż mógł usłyszeć wysłanych ponownie na dach junaków.

– Krzyś, czemu nic nie mówisz, hę? Ja do ciebie ładnie, a ty? Mógłbyś chociaż mi odpowiedzieć, prawda? Grzeczność tego wymaga.

– A bo nie jestem głodny! – odkrzyknął.

– No dobra, nie chcesz, nie musisz jeść! – Na wszelki wypadek krzyczałem jeszcze głośniej. – Ale pogadamy sobie, co? Chodź na dół, przecież nie będziemy tak do siebie wrzeszczeć.

– A nie, a mnie tu dobrze!

– Krzyś, Krzyś! A wiesz, co to jest rozkaz?!

Za jego plecami pojawiły się sylwetki Deduka i Szedłowskiego. Skradali się pochyleni. Nagle Deduk potknął się, pewnie o drut instalacji odgromowej, i upadł. Krzyś gwałtownie odwrócił głowę i momentalnie się podniósł. Wrzasnął coś i zaczął biec po dachu w stronę budynku stołówki, dalej krzycząc coś niezrozumiale. „Cholera, zauważył ich”! Szedłowski ruszył za nim; Deduk szybko się podniósł i też zaczął gonić. Wszyscy przeskakiwali druty odgromówki. „Jasnyy… zaraz któryś zawadzi o nie w biegu i…” – przemknęło mi przez głowę.

Wypadki potoczyły się tak błyskawicznie, że nie miałem czasu na jakąkolwiek słowną reakcję. Machnąłem tylko ręką w stronę junaków stojących z kocami i pobiegliśmy kurcgalopkiem wzdłuż budynku internatu. Krzyś, drobniejszy i zwinniejszy, wyraźnie zwiększył odległość od goniących go junaków. Skakał jak zając między drutami; nie przestając wrzeszczeć dobiegł na róg dachu i… skoczył!

Odbił się i skoczył prosto na duże drzewo, które rosło kilka metrów od budynku. Zaczął spadać, zahaczając o grube gałęzie, które wytracały jego impet. Na ziemię upadł nogami i tylko je przykurczył przy zderzeniu, nawet się nie przewrócił. W sekundę byłem przy nim. W pierwszej chwili skrzywił się, zagryzł wargi i chwycił dłońmi za wypukłość w dresowych spodniach, ale za chwilkę opuścił ręce. Szybko się wyprostował, przyjął postawę zasadniczą i głośno zaraportował:

– Obywatelu komendancie, melduję się na rozkaz!

– Coo?! – Zaskoczył mnie tym „zameldowaniem na rozkaz”; nie mniej niż tym, że stał przede mną i nie wyglądał na połamanego. Przyjrzałem mu się uważniej. – Kurr… – zmełłem przekleństwo i z wysiłkiem powstrzymując wściekłość oraz trwogę, która mnie przed momentem opanowała na widok spadającego junaka, dokończyłem już spokojniejszym głosem: – Cały jesteś? Nie złamałeś nic?

– Nie, obywatelu komendancie! – odkrzyknął dziarsko. – Zdrowy jestem i gotowy do ukarania karą regulaminową!

Przypatrzyłem mu się uważnie i obszedłem naokoło. Faktycznie, nie wyglądał na kogoś, kto przed chwilą spadł na ziemię z trzykondygnacyjnego budynku, jeżeli nawet gałęzie drzewa mocno spowolniły upadek. Tylko ręce miał podrapane i chyba jego męskość lekko ucierpiała, gdyż wyraźnie ściskał nogi w kolanach. Nie okazywał jednak tego, starając się stać prosto i nawet… uśmieszek mu się błąkał w kącikach ust?

Potrząsnąłem lekko głową, starając się przemawiać zimno, ale spokojnie:

– Wiesz, coś narozrabiał? Narozrabiał… przecież mogłeś się zabić, a ja mogłem pójść za to siedzieć! – Na końcu jednak wykrzyczałem. Dopiero teraz doszło do mnie, co się mogło stać i nerwy puściły. Wytarłem ręką zimny pot, który skroplił mi się na czole. – Co ci strzeliło do tego durnego łba?!

– Obywatelu komendancie, wykonałem tylko rozkaz!

– Ja… jaki rozkaz? – Zamurowało mnie, aż się zająknąłem. – Kompletnie już ci się pomieszało w głowie?!

– Obywatel komendant rozkazał mi zejść na dół!
 
 
Rita 
Małgorzata B.

Dołączyła: 15 Sie 2009
Posty: 1030
Wysłany: 2020-09-10, 07:28   

No, nieźle. panie komendancie...
Tak pisaną Twoją książkę chętnie przeczytam, bo te małe bzdeciki często mnie irytowały.
Dobrze rozegrane dramaturgicznie, sprawnie napisane, trochę "szwejkowe".

Pozdrawiam. :)
_________________
If you don't know where you are going,
any road will take you there.
/Lewis Carroll/
 
 
Hardy 


Dołączył: 08 Gru 2015
Posty: 1198
Wysłany: 2020-09-10, 10:10   

Rita, ludzie mają różne upodobania, tak w czytaniu jak i pisaniu Lubie więc popisać tak i tak...
Co do wspomnień - z tej nowo pisanej książki (tworzą one cykl "Zza zasłony czasu") chyba kilka miesięcy temu wstawiałem też dwa inne fragmenty: "Diabli balast " i "Pozycja sześć na dziewięć".
 
 
Gorgiasz 


Dołączył: 10 Lis 2016
Posty: 743
Wysłany: 2020-09-10, 13:52   

Czyta się. :)
Znałem kota (perski!), który spadł na betonowy chodnik z wysokiego trzeciego piętra. Pozbierał się i żył dalej, tylko łebek miał stale przekrzywiony o jakieś 70 - 80 stopni.
 
 
Hardy 


Dołączył: 08 Gru 2015
Posty: 1198
Wysłany: 2020-09-10, 17:14   

Gorgiasz napisał/a:
Czyta się. :)
Znałem kota (perski!), który spadł na betonowy chodnik z wysokiego trzeciego piętra. Pozbierał się i żył dalej, tylko łebek miał stale przekrzywiony o jakieś 70 - 80 stopni.

To dobrze, że "się czyta :)
Ten mój "kot" (chociaż obraziłbym go tą nazwą, nie był przecież wojakiem ledwie powołanym do służby), znaczy Krzysiu, chyba by nie przeżył upadku z trzeciego piętra bezpośrednio na ziemię. Jednak miał jeszcze troszkę instynktu samozachowawczego... spaść po drzewie to jednak było jakieś wyjście.
 
 
jaga 
Jadwiga


Wiek: 42
Dołączyła: 31 Mar 2011
Posty: 3660
Skąd: lubuskie
Wysłany: 2020-09-10, 21:02   

no cóż - chciałabym zacząć od początku, tak wyrwany fragment z kontekstu nie do końca mnie zadowala, ale Rozkaz jest rozkazem - nie ma co ukrywać
_________________
Jestem jaka jestem. Niepojęty przypadek, jak każdy przypadek.

— Wisława Szymborska
 
 
Hardy 


Dołączył: 08 Gru 2015
Posty: 1198
Wysłany: 2020-09-10, 22:54   

jaga napisał/a:
no cóż - chciałabym zacząć od początku, tak wyrwany fragment z kontekstu nie do końca mnie zadowala, ale Rozkaz jest rozkazem - nie ma co ukrywać

Musiałbym nie wierzyć w inteligencję czytelników, że nie potrafią odczytać kontekstu, mimo że nie ma początku. A przecież wierzę :)
Ale dobrze zrobię wyjątek i wstawię początek :
"Po dwudziestoczterogodzinnej służbie spałem w domu, kiedy obudził mnie dzwonek telefonu. Nie lubiłem takich pobudek wczesnym popołudniem – w ogromnej większości nie były to prywatne rozmowy. Przez chwilę jeszcze leżałem, półdrzemiąc i naiwnie licząc, że to jednak nie służbowy telefon i wtedy przestanie dzwonić.
Nie przestał..."
Wystarczy? ;)
 
 
jaga 
Jadwiga


Wiek: 42
Dołączyła: 31 Mar 2011
Posty: 3660
Skąd: lubuskie
Wysłany: 2020-09-10, 23:54   

Wystarczy! ;) Dz...
_________________
Jestem jaka jestem. Niepojęty przypadek, jak każdy przypadek.

— Wisława Szymborska
 
 
Hardy 


Dołączył: 08 Gru 2015
Posty: 1198
Wysłany: 2020-09-11, 10:18   

jaga napisał/a:
Wystarczy! ;) Dz...

O, tego skrótowca nie znam, chociaż się domyślam, co znaczy :)
 
 
Rita 
Małgorzata B.

Dołączyła: 15 Sie 2009
Posty: 1030
Wysłany: 2020-09-14, 14:43   

Gorgiasz napisał/a:

Znałem kota (perski!), który spadł na betonowy chodnik z wysokiego trzeciego piętra. Pozbierał się i żył dalej, tylko łebek miał stale przekrzywiony o jakieś 70 - 80 stopni.


:)
_________________
If you don't know where you are going,
any road will take you there.
/Lewis Carroll/
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Rozkaz


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo