skwar
zagęszczany tężał
z kwadransa na kwadrans
pobzykiwanie natrętnych owadów
słychać tylko przy krawędzi
najniższych dźwięków
a konie i krowy machają ogonami
zupełnie bezszelestnie
w dosłonecznym zaułku rynku
bezpośrednio pod mordą
dyszącego siarką buldoga
dwie szare postacie
unosiły
opuszczały ręce
wąskie główki młotków
rozbijały siny granit
przemieniały bezkształt
w brukową kostkę
z uderzeniem dzwonu
starzec znieruchomiał
padł w pryzmę
jego pożółkły zarost
już tam pozostał
czoło drugiego
nadal pociło się i obsychało w pyle
a kiedy hinduską
martwą postać zabrano w cień –
usiadł jak przedtem
by tłuc kamienie
młody Cygan
tylko na moment wstrzymał młotek
w odpowiedzi na pozdrowienie
służył ze mną w Nowym Sączu
– rzekł ojciec –
szedł Karpatami we wrześniu
a dziadek był królem ich klanu
przed wojną
Bardzo miło mi jest z tego powodu.
Posłużyłem się twoim cytatem po to, iżby podnieść tekst wyżej i zachęcić do uważnego przeczytania tych, którzy go nie zauważyli, bądź nie zainteresował ich przy pierwszym czytaniu.