z otwartymi oczami spały wtedy dziewczęta
przewróciły im w głowach zawieszone w powietrzu
bursztynowe kolczyki
o północy się chłopcy wymykali z obejścia
i stawali pod lipą
jak przed drzwiami pałacu
złote kwiatów lichtarze jarzyły się wysoko
wirowały okrągłe i zielone sale
każdy szedł przed siebie każdy szukał drogi
i nie było takiego co stamtąd by wrócił
z otwartymi oczami spały wtedy dziewczęta
przewróciły im w głowach zawieszone w powietrzu
bursztynowe kolczyki
rankiem stały pod lipą jak przed drzwiami kościoła
paliło sie kadzidło świeciło się w środku
niósł się zapach miodu bo ten błyskał czerwienią
bursztynów za którymi poszło chłopców roje
i przepadło bez wieści
stały by tak do dzisiaj wieki tysiąclecia
czekając na wyśnione u sroki kolczyki
burza w czarnym zaprzęgu nagle górą przemknęła
tęczą wzeszła nadzieja ścichł srebrnych igieł deszcz
zbierały je dziewczęta i szyły jasne suknie
stroiły się pospiesznie
słysząc chłopców śpiew
wyszli spod korzeni i wszyscy nieśli w dłoniach
bursztynowe kolczyki każdy swej dziewczynie
a lipa przydrożna wrzucona w landszafcik
na złote kopyto zamieniła siebie