POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » DZIAŁY AUTORSKIE » Utwory zebrane » Amandalea » zarys
zarys
Autor Wiadomość
amandalea 
Lidia Kowalczyk


Wiek: 58
Dołączyła: 17 Paź 2007
Posty: 21194
Wysłany: 2007-12-02, 19:20   zarys

„Między słowami”

Pełna obaw i lęków tych zza szafy
gdy maleńka patrzyłam jak wypełzają
o światło prosiłam by je rozpraszało

nieśmiałością wypełniona po brzegi
gdy wśród innych wiedzę zbierałam o życiu
dłoń cudzą prosiłam by ją pokonała

w szponach strachu przed bólem tym co wczoraj
gdy swój wzrok w głąb duszy zwracałam uparcie
ramion szukałam co zapomnienie dadzą

z głową wysoko w chmurach zanurzoną
wciąż kurczowo życia trzymam się dziwnego
z marzeń w sercu ukrytych siłę czerpałam

czarne litery znów składam z mozołem
wśród nich na nowo co dnia siebie ukrywam
poznanie dając wchodzącym w ich głębię

jeśli chcesz wiedzieć kim jestem co czuję
zajrzyj pod słowo niech gładzią cię nie zwodzi
szukaj ich znaczenia na dnie swego serca.

(05.01.03r.)


„Później”

Jak Syzyf mozolnie się wspinam
w labiryncie kamieni pod górę

znowu łokcie zdarłam spadając
ciemna smużka sączy się na ścieżkę

jeszcze poprzedni strup nie zniknął
a już nowa rana się pojawia

zostawiając świeżą białą szramę
która krzyczy do mnie bądź ostrożna

patrząc pod stopy tracę piękno
podnosząc oczy z nóg potykam się

szarpiąc się między jawą a snem
cichutko cię proszę podaj mi dłoń

słowa echem odbite wracają
za dzień za tydzień za rok dwa lata.

( 30.01.03r.)


„Gmach”

Snuję się między kartkami
zaglądam w każdą linijkę

podnoszę czarne literki
sprawdzam co się w nich ukryło

wygładzam prostuję każdą
przestawiam zaglądam pod spód

scalam je opornym piórem
szukam czegoś ustawicznie

wznoszę gamach o wielu oknach
oczach twarzach dłoniach myślach

sklejam go grafitem tuszem
by wiatr mych liter nie zdmuchnął.


„Leśna opowieść”

Wśród ciemnej głuszy nawet wiatr nie wieje
siwe buki srebrzą się w cieniu

ze strachem w oczach oglądam się za siebie
zza każdego pnia coś na mnie patrzy

mrok gęstnieje łyżeczką można go jeść
tajemnicze szmery wdzierają się w głowę

w dali słychać wycie wiatr to czy wilki
w piersiach ciężar ogromny czuję

w poskręcanych reumatyzmem konarach
sowy pohukują szykując się na łowy

spłoszone kroki cisza pożera
biegnąc jarem przed siebie szukam końca

co ciepłym światłem mnie powita
skrzat gałązką oliwną serca mego dotknie

zdyszany zając czmychnie w szczere pole
znowu spokój we mnie zamieszka.

(10.02.03r.)


„Analiza”

Tak bardzo pragniesz ciepła
wychowana bez ojca
przy zapracowanej matce
w żłobku przedszkolu

tak bardzo brak ci czułości
nikt nie przytulił dziecka
zaganiany zmęczony
przytłoczony codziennością

z niepewnością idziesz
miałaś nie przysparzać kłopotów
starałaś się cicha i spokojna
czuła na niechęć

podatna na czułe słówka
nigdy ich nie słyszałaś
nie przywykłaś
bierzesz je zbyt serio

wciąż na ból się narażasz
to znasz od dawna
starasz się ukryć głód uczucia
lecz wystarczy tylko chwila

tkwisz po uszy
serce rozdarte
jak drzewo piorunem
nikt łez nie słyszy.

(03.09.03r.)


„Gorzkie pomarańcze”

Przy pokaleczonym stole
okrytym wątłą ceratą
czasem siadałeś ze mną
na żałośnie skrzypiącym krześle

trzymając mnie na kolanach
rysowałeś Jezusa w koronie
jak idzie piaszczystą drogą
już nigdy nikt tak nie rysował

potem czasem przychodziłeś
gdy wszyscy spali na ciszy
odchodząc wciskałeś do ręki
pomarańcz jak wtedy gorzką była

odszedłeś nie rozumiałam czemu
maleńkim dziecięcym sercem
biegnąc zieloną ścieżką
szukałam cię wśród kibiców tłumu

z dziecięcych sukienek wyrosłam
mimo doszytych plisek falbanek
innymi oczami spojrzałam
dostrzegając bólu błędy

gdy się wreszcie z tobą żegnałam
spałeś ukołysany płomieniem
teraz ja ciebie odwiedzam
zapalając światełko pamięci.

(18/20.12.03r.)


„Beznadzieja?...”

Nie poproszę
byś mnie w obronę wziął
i tak nie posłuchasz
tak często proszę nadaremnie
uzbrajając się w cierpliwość
układając myśli w słowa

ból ściska w ciasny węzeł
to coś co tętnic życiem winno
rozlewa się po ciele

mówią skoczyć tak łatwo
mówią to tchórzostwo
lęk jak dalej żyć

czyż zrobić ten krok
pozwolić by kaleczyli darń
krojąc ją ostrymi szpadlami

wpojono mi poczucie winy
troskę by nie zadawać cierpienia
łańcuch ten trzyma mocno

więc odsuwam pokusę
odpoczynku w miękkiej ciszy
szukam czegoś by żyć

ty i tak nie słuchasz mnie
zapatrzony w wiernych
z popiołem na głowie.

(27/28.03.04r.)


„Magiczne trójki”

byłam ukochaną córką
nim minęły trzy pięciolecia
usłyszałam nie znam cię bękarcie
*
dziewczyna potem żona
nie minęło trzy po trzy lata
byłam sobą a kocha się anioła
*
uśmiechem rozpraszałam szarości
skończyły się trzy miesiące
nie było obietnic odejść jest tak łatwo
*
byłam szumem rozmową
łakomym kory otuleniem
odważnym skrzydłem motylim

nim minęły trzy pięciodniówki
cisza wrogo legła u nóg
depcząc kwitnące krokusy
*
nadal jestem
zagubioną w lesie brzozą
wierzącą w słowo

(02.04.04r.)


„Madame Tussauds”

Byłam dziś w muzeum
takim trochę dziwnym
przepełnionym figurami

znajome twarze sylwetki ubiory
jak kiedyś niektóre stały obojętne
patrząc przeze mnie w swój świat

inne bliższe tylko czemu nie mogę
spojrzeć im w twarz jak zaczarowane
ruchem wstecznym obrotowym
zawsze tyłem do mnie

ojcze nie słyszysz
iskra dziecięcego żalu
zgarbione ramiona

tu obcy już ktoś głowa rodziny
ulotna myśl musisz wyjechać
potrzebujemy odpocząć od siebie
na zawsze

smutne szczupłe plecy
zwierzęta nie potrzebują słów
dla ludzi ich szkoda milcząca decyzja

tu oddech stanął w miejscu
niesforna dłoń wysunęła się ku postaci
echo odejdę z Małym Księciem...zostanę
na wschód...na wschód

(08.04.04r.)


„Przeciwne światy”

Mamusiu nie proszę
nie zamykaj drzwi
-ależ czemu

Mamusiu proszę...
-przy świetle trudno
będzie ci usnąć....trzask.

Wychodzą zza szafy
...może zejść z łóżka
nie coś złapie mnie za nogę

Mamusiu proszę...
cichy szept
strach chwyta gardło

nie nie zamknę oczu
tam wilków watahy
tylko na to czekają

za zakrętem rzęs
okrutny morderca
czai się by zadać cios

misiu gdzie jesteś
przytul mnie
bym zapomniała o lęku.

(01.05.04r.)


kiedyś dziś

dzisiaj znów byłeś przy mnie
wróciły wspomnienia
piłka w grze i paroletni brzdąc

nie było cię wśród kibiców
czasem się zjawiałeś
na chwiejnych nogach

i wtedy tam
w tych wrogich czerwonych murach
nie znam cię tyś nie moja

a potem gdy powiedzieli
długie trzy miesiące
odpoczywałeś pod czarną pierzyną

dziś
wciąż samotne dziecko
z lękiem wygląda z oczu

(01.05.04r.)


dalekie spojrzenie

pamiętam choć nie potrafię pisać
tak wiele pór deszczowych
i słońc co pustynię pali

nie było krzyku
ciche przerażenie z każdym skurczem
tak wiele wody a wciąż widzę

zepchnięte głęboko
czasem wypełza obudzone słowem
wciąż jeszcze w dłoni się mieściło

choć obok ramiona współwinne
zagryzając samotnie
patrzyłam jak bezradne odpływa

(15.07.04r.)


„Parę zdań”

Takich jak ja się nie pamięta
nie ma takiej potrzeby
tyle gwiazd błyszczy co dnia

blady uśmiech na zamyślonej
oczy gdzieś niewiadomo gdzie
i jeszcze to milczenie

w towarzystwie nie bryluje
wciąż spięta za słaba
nieumiejętna komediantka

parę zdań skleci nibywiersza
podając na talerzu
ale takich jest tysiące
........................................

takich jak ja się nie pamięta.

(16.07.04r.)


„Skaza narodzin”

Coś tworzyłam wierząc
kształt będzie
i smak i barwa

czasem podgląd zadziałał
dając złudzenie trafności
fatamorgana

otwierałam szerzej
ofiarując
naiwność nie zna granic

wynurzając się z fal
Afrodytą nie jestem
bez czepka się urodziłam.

(11.11.04r.)


choć dałeś początek nigdy nie byłeś

czasem gdy w rozpiętej pajęczynie
na srebrnej nitce tańczy luna
zjawiasz się otulony w ciszę

nad zeszytem się pochylasz
by barwną kreską
poprowadzić mnie na szklaną górę

czasem gdy na balkonowych prętach
kropla smutna zawiśnie
chwiejny wyłaniasz się z mroku

językiem wieżę Babel budujesz
wioniesz zimnym oddechem
matowieją szare tęczówki

czasem widok czerwonych cegieł
wyzwala ostatnią migawkę
gdy mroźnym wiekiem przerębel przykryłeś

wciąż szukam kominkowego ciepła
skostniałe wyciągam dłonie
„to lubię” nikt nie rzekł jeszcze

27.01.05r.


uważaj proszę na wiatr

wiem nie powinnam liczyć na dłonie
ale dlaczego skoro są
skoro nie znajdują tam
skoro

jestem

nienawiść to trzeba mieć
pielęgnować dokarmiać
czasem ubrać ładnie

życiowa sierota
z jakiegoś ojca i matki
nie potrafię
niektórzy mówią ciepłe kluchy

to jedna strona

rozwijam nadpalone
przycięte wyskubane
bez koła ratunkowego skaczę

nic sobie nie zostawiam
każdy skrawek
płonę
dotąd feniks powstawał

popioły są tak nietrwałe

23-26.09.05r.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » DZIAŁY AUTORSKIE » Utwory zebrane » Amandalea » zarys


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo