POSTscriptum
FAQ
Szukaj
Użytkownicy
Grupy
Rejestracja
::
Zaloguj
Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
POSTscriptum Strona Główna
»
DZIAŁY AUTORSKIE
»
Utwory zebrane tych, którzy odeszli
»
Elżbieta Borkowska /el/
»
Pierwsze wiersze i inne wcześniejsze zebrane z POSTscriptum
Napisz odpowiedź
Użytkownik
Temat
Ikona Tematu/Postu
Treść wiadomości
Ikony Emocji
Więcej Ikon
µ
Ω
Π
φ
Δ
Θ
Λ
Σ
Φ
Ψ
α
β
χ
τ
γ
δ
ε
ζ
η
ψ
θ
λ
ξ
ρ
σ
ω
κ
Γ
♣
♥
ø
§
©
®
•
™
°
«
»
≤
≥
³
²
½
¼
¾
±
÷
×
√
∞
∫
≈
≠
≡
≈
←
→
↑
↓
↔
€
£
¥
¢
ƒ
Kolor:
Domyślny
Ciemnoczerwony
Czerwony
Pomarańczowy
Brązowy
Żółty
Zielony
Oliwkowy
Błękitny
Niebieski
Ciemnoniebieski
Purpurowy
Fioletowy
Biały
Czarny
Cień:
Domyślny
Ciemnoczerwony
Czerwony
Pomarańczowy
Brązowy
Żółty
Zielony
Oliwkowy
Błękitny
Niebieski
Ciemnoniebieski
Purpurowy
Fioletowy
Biały
Czarny
Ogień:
Domyślny
Ciemnoczerwony
Czerwony
Pomarańczowy
Brązowy
Żółty
Zielony
Oliwkowy
Błękitny
Niebieski
Ciemnoniebieski
Purpurowy
Fioletowy
Biały
Czarny
Rozmiar:
Minimalny
Mały
Normalny
Duży
Ogromny
[quote="Leszek Wlazło"][b]ambra galla dla plezantropa[/b] rozgrzewa się wydając żywiczny zapach niezmiennie złocisty słowem i pieśnią potarty ciągle przyciąga zabiegane myśli i słonecznieją pod wpływem spojrzenia słowiański jantar bywa złocisty jak miód lub ciemnieje z nagła jak noc listopadowa czasami z przejrzystością oka dziecka zaszkli się nagłą kruchością chwili popatrz do wnętrza bursztynu nie po to byś wróżył z barw lecz by przywieść perlisty spokój piasek bałtycki i łzy igieł sosnowych jeszcze nie czas z szeptem metafor spłynąć wspomnieniem po pniach drzew 21.12.06 [b]usiadłam z nim na progu myśli[/b] a potem popłynęła pieśń oczu śpiew zwiedzionego jongleura któremu czasem tłum woła hosanna lub przedwcześnie wróży upadek kłamstwa tak kłamstwa skrapiane żądzą potrafią żyć samodzielnie obiecywał że zniknie o drugiej nad ranem tylko wcześniej ograbi katedrę na rogu wyniesie z niej fałszywą relikwię i małą drzazgą z ramion golgoty wykole zdziwione źrenice tej szmacie co śmiała śnić się madonną pozory tak pozory tworzone pikselem potrafią napluć do serca ostatnie pytanie zdławił warknięciem [i]nie staraj się zrozumieć mężczyzny nie wkładaj palca w ranę adama[/i] postanowił zdechnąć dla własnego spokoju najlepiej pod pozorem rozległego zawału uznał że to dobra pointa 25.11.06 [b]nie widuję jej już od tygodnia[/b] nie zaznała nic prócz kalectwa myśli a lata wyczekiwania na nagły cud zaobfitowały zgarbionym gniewem wystawanie pod progiem świątyni oswajało tylko katedralne gołębie i nabijało kolejne guzy upokorzenia wielka spokojność nie nadchodziła uzdrawiała inne zwiędłe ciała dni wzmacniane purpurą z karafki rzeźbiły głębszą niewiarę w oczach zmuszając wątrobę do rezygnacji gdy wyznaczyła czas wejścia w zorzę darowała sobie wszelkie rozgrzeszenia pobłogosławiła pomarszczone czekanie [i]czy koronka przy tej starej sukni nie jest zbyt frywolna na konanie[/i] 20.01.06 [b]mój brat iskariota[/b] duszę się ostatnim słowem zrodzonym krzykiem w gardle a uwięzłym z nagłym bólem między łzą i zwieszeniem głowy on więc wziąwszy kawałek chleba natychmiast wyszedł a była noc 29.12.05 [b]dojrzewamy niedzielną kaliną[/b] za senne niedzielne popołudnie gdy zrywałeś gałązki kaliny krwiste owocem ofiaruję ci nowe kuszenie ( drażniące jak dźwięk bransoletki na opalonym nadgarstku) mówiłeś [i]patrz el bo patrzeć potrafisz będą pięknie lśnić w miedzianym dzbanie i tak pasują do miłosnych wieczorów[/i] postawię wrzesień na stole rozalii i wypijemy z nim miętową herbatę nic nie zostawiłeś wróblom na jesienne ucztowanie a od tygodnia opowiadasz o braciszku z asyżu w senne niedzielne popołudnie nabrzmiałam ciężarem owocu i dojrzałym kochaniem 25.09.05 [b]po cholerę to wszystko[/b] związana z bandą odszczepieńców nie tylko pokrętnością myślenia ale również wizją szukania próbowałam nasłownić żądze podejmując próbę powrotu do normy jako doradcę i nauczyciela tyrana obrałam przemądrzałego platona on miał mnie wyrwać poezji wymóc stałość w sposobie odczuwania po wypluciu z siebie grafomaństwa powtarzałam w odruchu popełnienia winy [i]poeci, którzy podlegają na ogół zmiennym uczuciom a przez sztukę mogą w tym duchu oddziaływać na innych powinni być wydaleni z doskonałego państwa[/i] nie sądzę bym sprawiła zbytnie szkody lub wywołała roztargnienie w czyjejś duszy a na wygnanie dawno skazałam się sama pozostając na poziomie wyobraźni pełnej relatywizmu a zatem nieprzydatnej poznawczo teraz wierzę platonowi że oni ci poeci gubią się w każdym żeglowaniu nie wiedzą że ich chude jedniodniowe dusze zupełnie niepotrzebnie obracają oś myślenia w kierunku przeciwnym obrotowi całości 20.08.05 [b]nocne kolokwium z frustratem[/b] a owszem potrzebowała mężczyzny mimo że życie w panu wysycha (po co te nerwowe wzruszenia ramion i oczy nagle przekłute zdumieniem) ach wiem nie umiała zamarznąć od łez wbrew poezji i miękkości chwili z przyzwyczajenia ubrała się w kpinę no cóż pan ostro zaprawiony w cnocie czulił ją niestrawną moralnością pokorą przypalał cuchnące rany (a co ja obchodzą kłopoty z żołądkiem i bezpowrotnie zmruszałe uśmiechy) więc tak pełzanie przez życie mój panie to obraźliwie zaporowa cena za wilgotny z pożądania szept i nerwowe przyspieszenie pulsu 17.08.05 [b]grzeszę próbując sięgnąć błękitu[/b] może całkiem niepotrzebnie składam szelem palę galban i onychę na twoje przyjście nie jestem bezpieczna pod drzewem figowym a ciche pacierze zamiast szybować łajdaczą się z czartami na rogu ulicy może modląc się o białość snu sprawiam przyjemność noszącemu światło a skłonnością do gadulstwa i braku czynów już wynudziłam kosmicznego kłamcę od dawna złośliwie sączy mi w uszy że czeka mnie droga do haranu gdzie z kamieniem pod ciężką głową wyśnię drabinę sięgającą nieba [b]czy na pewno victoria[/b] tak cicho nad ranem będzie tu zawsze powoli uczę się świadczyć prawdę o sobie odwracać tyłem do chóru tych co zawsze mozolnie ciagną ze sobą własną kazalnicę bo w chwili cudzego grzechu może się przydać a mnie należy się ta cisza dębowego stołu krem time control i białe stokrotki w wazonie tylu rzeczy po prostu już nie ma jedną z nich jest bycie obłokiem obłokiem który zapomniał zapłakać obłokiem z odrobiną kpiny i glorii tylko w chwilach zapomnienia dalej śni mi się park południowy [b]weź swoje łoże i idź[/b] skoro chłód dotknął palcem róż a bursztyn zagasł w twych oczach nie proś wieczorami o nowy wiersz mam świeży wstręt do kaleczenia słów wzdychających pensjonarsko metafor histerycznie rozdygotanych wersów już starczy nie dokończonych obrazów rozrzuconych niedbale borsuczych pędzli płaczącego rzewnym szopenem fortepianu z oczami pełnymi zmarłych wiosen boso wchodzę prosto w źrenicę ciszy [b]zostawiam ci słowa na stole[/b] tak brzydko mój miły marszczyłeś czoło gdy mówiłam że pójdę daleko od teraz niecierpliwie machałeś uśpionym pędzlem nad niedokończonym obrazem madonny wbrew prognozom pogody nadal nie pada ale sny już z lekka zaciągają nocną wilgocią zmęczyły się pływaniem w kopułach oczu kleceniem wierszy o czwartej nad ranem od dzisiaj mam blond włosy i nagłą odwagę ale za cholerę nie pojadę do złotawej juraty nie będę z wdziękiem zbierać muszelek i łez ani przesypywać piasku na pustawej plaży ręce tylko wyciągnę wysoko do nieba a pisanie wierszy zostawię poetom [b]Jednakowo długo ponad i pod horyzontem[/b] Po jesiennym ekwinocjum nie rozpaliłam miedzi w oczach. Nie pragnę też wieńca z kapryfolium. Jeszcze tańczę, chociaż raz po raz mylę kroki, a wirując dziko, depczę szałwię i nagietki. Zaczynam marznąć ubrana w letnie grzechy. Bose stopy nacieram mleczem i pocieszam pęknięty bębenek. Na twoją nudę, mistrzu, nie znam rady. Potrójny sok z czarnego bzu nie działa na malarzy kruczych lotów. Nie proś mnie dłużej o opowieści. Już nie usłyszysz wdychając mirrę o szeptach rozspustnych wrzosów, ani też o ciszy śpiącej na progu lasu. [b]wszystko poza tym jest mi zbędne[/b] [i]„słowik pozbawiony oczu, śpiewa na ślepo...”[/i] F.G. Lorca co z tego że mam bladą cerę payos - zamieszkam w krainie skrajności oliwkowa andaluzja tak jak ja nie potrzebuje zbyt wiele wody znajdę dom z białego kamienia - śpiący przy mauretańskim forcie nakarmiona pomarańczą ziemi ogrzeję pigwę w mojej piersi aby zostać flamencos trzeba zatańczyć - to już potrafię od dnia porzucenia poćwiczę jeszcze kroki sevillans a łzę wtopię lekko w pueblos blancos co z tego że mam bladą cerę payos - potrafię w cieniu drzewa słuchać gitary zamknąć okiennice w palące południe i samotnie ogłuszyć się skalą frygijską [b]mówią że miejscowy głupek już nie chce być poetą[/b] cóż na to poradzi że dojrzał w sobie pigwą pomarszczoną chłodem z oddechem wariata do wczoraj pędził za cieniem i nie słuchał tłumaczeń - [i]to tylko klatka czterech ulic gdziekolwiek nie spojrzysz czterech ulic obłędu nad ranem nie będzie mniej[/i] przecież noc nie zrodzi spokoju najwyżej pazurem zatnie wers a z nieba dla wszystkich jemu tylko sypnie błękitem lub okruchem rozsądku na obdartej ławce w ryneczku miejscowy głupek zwany poetą modli się do królowej odmieńców [i]już nie mogę myśleć wierszami słowo mnie okalecza jak głęboko wbita drwina[/i] [b]stary leon opowiada o żonie[/b] baronessa znów obchodzi urodziny nie jest tajemnicą ile ma lat dziś wieczorem tyle co przed rokiem a za parę kieliszków dalej o dwa lata mniej [i]pijam zazwyczaj dojrzałe bordeaux[/i] w lustrze sypialni blisko jej do trzydziestki a oczy kochanka nie wytropiły nikłych zmarszczek za to pierwsze srebro na głowie przyjaciółki z radością odnotowała już zeszłej jesieni [i]ależ anette nigdy nie była młoda[/i] otoczenie z uprzejmością twierdzi że ona sama wygląda świetliście z cytrynowym tortem połyka pochlebstwa kwitując je drwiącym uśmieszkiem [i]przecież wiem - to ugrzecznieni łgarze ale zważ jak pięknie kopię czas w zadek i z jakim charme noszę szafirową suknię potrójna moja wina potrójny grzech[/i] [b]tylko dla idiotek po czterdziestce[/b] znowu jest wiosna ale powietrze zachowuje się inaczej zamiast otulać ciepłem odwraca się plecami - miało być zielono i przepysznie a oczy mokre i miękkie jak mech jak mech pachnący ciszą w godzinie strachu pojęłam ten ból - wiem że nie ma nic wspólnego z miłością tylko tętno szybsze i mało miarowe bije na przekór myślom - to gorsze niż próba łapania oddechu czy też podjęcie rozmowy o nas o tobie o mnie o niej na palcach by nie obudzić kanarka pozbierałam z podłogi pretensje (małe żmije sprytnie unikały palców) potem wyszorowałam ręce nad ranem ścięłam włosy poranna kawa i radio kostka czekolady pod język milczenie zamiast pointy (z braku pomysłu) [b]Z serii naiwne[/b] [b]codzienność[/b] a gdy zabrakło miłości przyszedł upiór - siny i chudy długo w oczy spoglądał [b]* * *[/b] nocą spadły łzy zbierałam je skrzętnie do rana [b]już[/b] już ochłonęłam więc przeproszę na chwilę kuszę los więc pójdę coś zmienić może zapis w wierszu zbyt marnym może makijaż który znów mi starłeś [b]***[/b] spotkałam cię a potem przyszedł żal wysoki chudy pan cholera jak dobrze się trzymasz później kawa wino cztery papierosy coś głupio mamroczesz pod nosem do licha o tym nie śniłam ----------------------------------------------------------------------- [b]nocą[/b] biały bez pachnie zbyt mocno by go stawiać nocą w pokojach śnieżne kiście tumanią i mamią w oparach snu znowu ktoś woła przez pokoje w dusznym zapachu biegną myśli skręcone w twe loki tamte wiosny zbyt duszą i palą blade twarze przeszłości w mroku To mój dziewiczy - wysmażony w latach studenckich. Napisałam go pod wpływem TRAGICZNEJ miłości[/quote]
Freak & Letter styles
Ctrl+Z aby cofnąć
Opcje
HTML:
NIE
BBCode
:
TAK
Uśmieszki:
TAK
Wyłącz BBCode w tym poście
Wyłącz Uśmieszki w tym poście
Skocz do:
Wybierz forum
POSTscriptum Strona Główna
|--ANTOLOGIA
| |--Antologia POSTscriptum
| |--Antologia w wersji elektronicznej
|--INFO
| |--Dział informacyjny
| | |--REGULAMIN
| | |--Ogłoszenia
| | |--Konkursy aktualne
| | |--Konkursy zakończone
| | |--Wydarzenia kulturalne
| |--Centrum pomocy
| | |--Centrum pomocy
| | | |--Serce dla potrzebujących
|--PISANE WIERSZEM
| |--Wiersze wolne i białe
| |--Wiersze rymowane
| |--Haiku i miniatury
| |--Erotyki
| |--Wiersze radosne
| |--Poezja śpiewana i piosenka turystyczna
| |--Bajki
| |--Moje pierwsze wiersze
| |--Klasyka POSTscriptum - wiersze
| |--Czar minionych myśli
|--PISANE PROZĄ
| |--Różne gatunki prozy
| |--Proza poetycka
| |--Bajki
| |--Publicystyka
| |--Inne formy prozatorskie
| |--Klasyka POSTscriptum - proza
|--PREZENTACJE
|--DZIAŁY AUTORSKIE
| |--Utwory zebrane
| | |--Amandalea
| | |--Czesia Mileszko
| | |--Dafne
| | |--El
| | |--Elżbieta
| | |--Leszek Wlazło
| | |--Marek
| | |--Nina
| | |--Pasikonik
| | |--W.J.Mikulski
| | |--czarownica64
| | |--Dominikaa
| | |--Wiesław Jarosz
| |--Utwory zebrane tych, którzy odeszli
| | |--Michał Witold Gajda /misza/
| | |--Mariusz Żłobiński /dz_re/
| | |--Cecylia Serocka /cecylia/
| | |--Jan Stanisław Kiczor
| | |--Andrzej Bonifacy Fudali /bonifacio/
| | |--Elżbieta Borkowska /el/
|--DZIAŁY ARTYSTYCZNE
| |--Malarstwo
| |--Fotografia
| |--Grafika komputerowa
| |--Pozostałe
|--ODSKOCZNIA
| |--Sala powitań
| |--Życzenia
| |--Vademecum
| |--Rozmowy o literaturze i translacje
| |--Lubię poczytać...
| |--Lubię posłuchać...
| |--Lubię obejrzeć...
| |--Miejsca, które warto polecić.
|--WSPÓŁPRACA
| |--Nasze bannery
| |--Reklama
Kontakt:
w sprawach merytorycznych:
Amandalea:
amandalea@interia.pl
, Leszek Wlazło:
niepoeta2@wp.pl
w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952):
lukasz@pfeffer.com.pl
Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
Powered by
phpBB
modified by
Przemo
© 2003 phpBB Group
Template created by
Dustin Baccetti
modified by
Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo