POSTscriptum
FAQ
Szukaj
Użytkownicy
Grupy
Rejestracja
::
Zaloguj
Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
POSTscriptum Strona Główna
»
DZIAŁY AUTORSKIE
»
Utwory zebrane tych, którzy odeszli
»
Elżbieta Borkowska /el/
»
Wiersze zebrane z POSTscriptum - 2008
Napisz odpowiedź
Użytkownik
Temat
Ikona Tematu/Postu
Treść wiadomości
Ikony Emocji
Więcej Ikon
µ
Ω
Π
φ
Δ
Θ
Λ
Σ
Φ
Ψ
α
β
χ
τ
γ
δ
ε
ζ
η
ψ
θ
λ
ξ
ρ
σ
ω
κ
Γ
♣
♥
ø
§
©
®
•
™
°
«
»
≤
≥
³
²
½
¼
¾
±
÷
×
√
∞
∫
≈
≠
≡
≈
←
→
↑
↓
↔
€
£
¥
¢
ƒ
Kolor:
Domyślny
Ciemnoczerwony
Czerwony
Pomarańczowy
Brązowy
Żółty
Zielony
Oliwkowy
Błękitny
Niebieski
Ciemnoniebieski
Purpurowy
Fioletowy
Biały
Czarny
Cień:
Domyślny
Ciemnoczerwony
Czerwony
Pomarańczowy
Brązowy
Żółty
Zielony
Oliwkowy
Błękitny
Niebieski
Ciemnoniebieski
Purpurowy
Fioletowy
Biały
Czarny
Ogień:
Domyślny
Ciemnoczerwony
Czerwony
Pomarańczowy
Brązowy
Żółty
Zielony
Oliwkowy
Błękitny
Niebieski
Ciemnoniebieski
Purpurowy
Fioletowy
Biały
Czarny
Rozmiar:
Minimalny
Mały
Normalny
Duży
Ogromny
[quote="Leszek Wlazło"][b](...)[/b] Już nie wołasz mnie przez sen. Sam łowisz drgnienia powiek i tropisz zamyślenia księżyca. Obejmij chociaż poduszkę. 18.12.08 [b]wtedy baszka krzyczy[/b] Demony głodne jak nigdy - wstępują w ciało. Na nic wołanie o ciszę. Rzucają w twarz to, co minione i dzisiejsze. Przyszłość też się staje. Zyskują, bo noc opętaniem wietrzna - a złe zawsze czyta Biblię na opak. Trzecia w nocy drwi z Trójcy Świętej, a swąd lęku potwierdza Obecność. Oni, Baszka i [i]Zmiłuj się nad nami[/i]. A było obiecane: [i]Panie, przez wzgląd na Twoje imię [..][/i] Imię Kaina, Judasza, Legiona przeklęła w języku, którego nie zna. Zdumiewające proszę księdza. 22.11.08 [b]spóźnieni[/b] Pogubiliśmy się i na odwagę zły czas. Już ptaki z nas kpią, że samotne nieloty marzeniami próbują zastąpić skrzydła. 06.10.08 [b]Obrazek z prowincji drugi - Marianek[/b] Marianek znowu chce uciekać - powietrze zgęstniało za rogiem, a zły plącze marzenia z jawą. Może pobłądził w anemicznym słońcu i plamkę w oku wziął za białe gołębie. Niby zaplątał powietrze we włosy, niby ściągnął niebo na ziemię. [i]Marianku. Tak bywa, gdy czas żegnać ptaki i wyprowadzać się ze świerszczy[/i] 03.10.08 [b]Dobranoc[/b] Śpijmy kochanie w nutach i barwach - Nie warto plamić światła w źrenicach. Cierpimy na zaciskanie ust w kreskę I motyli taniec moich dłoni. [i]Czy milczenie jest kłamstwem?[/i] 30.08.08 [b]Jeziorna fala[/b] Wróciła nocnym chichotem na wspomnienie krzywego pomostu w perskim oku księżyca. Skąd ten pomysł dziwaczny, by szukać dna w zielonej wodzie, a potem udawać, że nie było twardo na omszałych deskach? 23.08.08 Sława [b]to jeszcze nie wszystko miły[/b] Powracam w oczy nadal zdziwione - nie odpłynę, bo żywe i patrzą uparcie prosto w błysk uda, i nagie ramiona. Szepczesz miłość, a we mnie rodzi się strach - przecież nie musisz kochać. Dałeś czyste jezioro - a myślałam, że usnęło tego lata. Znowu nie wiem, po prostu nie wiem, jak falą wezbrać w twoich dłoniach, jak zapatrzyć się w nagłe przypływy. Wystarczy dojrzewanie księżyców i miękkość ust nad ranem. 23.08.08 Sława [b]palcem na wodzie[/b] W trawie zanurzam kolana i brnę Chociaż pokrzywa się zdarza, I parzy. Dojdę do linii lasu, nim słońce zanurzy ręce W potoku. Może się uda dotknąć promieni. Tam usiądę cichutko. Posłucham jak ryby Udają, że Bóg nie stworzył wędkarzy. Nie ma siatek, Ani haczyka na długim wędzisku. Są tylko trzciny ciepłe wieczornie. Tam spędzę noc z cieniem, Który skradał się za mną przez lato. A do dzisiaj udawał, że jest plamką Światła, a może rozkoszą ze snu. Ot, taki jasny majak, Który przytrafia się kobiecie. 04.08.08 [b]Mówisz, że jestem zbyt swoja[/b] Zanim lato się skończy - wrócę. Z jasnymi włosami i chmurzastą kieszenią. Wrócę deszczem i mgłą. Pomiędzy pisaniem palcem na wodzie, a malwą zaczepię cię sukienkami w kolorze indygo, falą jeziora i bezmiarem ramion. A może burzą - spóźnioną i zbyt gwałtowną? Oto moje ręce. Drżenie palców nieprzypadkowe - obejmuję światło pachnące powrotem. Oto słowo. Prawdę zaświadczam jedną łzą - zaświeci, gdy osłonisz oczy. Popatrz. Jesteśmy i wiemy jak pachną noce - sploty rąk i smak winy z jednego kieliszka . Nie, nie płaczę. Kropla na policzku to żart. 04.08.08 [b]porządki nierozważne[/b] płoną małe świątki z lipowych klocków [i]nie tak miało być[/i] - krzyczą pośród dymu no cóż wiele zmieniło się od wczorajszej litanii (tu lekkie westchnienie peelki) 14.07.08 [b]z premedytacją[/b] wysyłam słowa bez gwałtownych znaczeń - ziarna niehałaśliwe i ciepłe od wspomnień wciąż krążą powtórzonymi obrazami bez nerwowych gestów w ciszy wieczoru świadomie mylę znajome imiona i twarze i tak nie odróżniasz kaprysu od żartów tak wiem niespokojnie myślisz o ucieczce - ty wierzysz w spakowane walizki ja w cienie północnego parku a jednak z premedytacją upartej kobiety - w wigilię urodzin pierwszego wiersza oswoję cię jak najdzikszego ptaka 09.07.08 [b]rutyna[/b] nauczyłam się spadać na cztery łapy - cichutko i z wdziękiem a jednak gdy nikt nie widzi wylizuję grzbiet 04.07.08 [b]nie szkodzi że wciąż gubisz klucze[/b] taki pejzaż z nas nieobliczalny z oczu chłopca i dziewczyny z uśmiechu zorzy nad ranem i garnka kartofli do obrania kto wstawi się za przeszłymi gdy płaczemy nad filiżanką i głupio skubiemy skórkę od chleba bo głód przysypia zatopieni w błękitnym szaleństwie niezwyczajni spokoju czasami mylimy pory roku i śpimy nie z tej strony łóżka a jednak w karecie i rozmodleni w niepewnym jutrze zapatrzeni w oczy dzieci - prawie do nas podobnych 28.06.08 [b]niech szlag trafi tytuł[/b] jeszcze hosanna w zmęczonych oczach mimo że pajęczyna między palcami a serce walczy z wczoraj i dzisiaj rankiem mijam grubego zenka i znowu daję łajdakowi monetę a dlaczego nie niech wypije i przetrwa dzień mnie będzie gorzej ani złotówki szafiru najwyżej rozgryzę kropelką wargę - na ustach smak zgniłego nieba nie nie wyciągnę ramion do światła - pociemnieję jak twoje słowa 27.06.08 [b]tej, która znowu płacze[/b] pozwól oczom zapomnieć z odwagą kobiety im pozwól strąć wczorajsze lęki z lekkością młodości je strąć mała madame gue vous etes triste 23.06.08 [b]tylko na chwilę nie dłużej niż życie[/b] uśmiecham się gorzką brzozą i czasem dławię słowami gnijącymi w krtani bywa że w popłochu ulatuję w świat w pośpiechu gubię obietnice lepkie od zamiarów i ciszy wracam okryta wierszydłem ciągnąc za sobą milczenie coraz bardziej przezroczyste wkradając się w niepokój szepczę w kolejny rym nie wypalaj myśli o zmierzchu przecież [i]nie zabija się skowronków[/i] 17.06.08 [b]biorę sobie znamię na rękę[/b] wiem co zamiast jeruzalem - moja przeklęta własność odziedziczona w księdze na której nie położono pieczęci w płytkim szepcie [i]kocham nad życie[/i] kłamstwie sprzedanym nad ranem we wzruszeniu ramion gdy skarżysz się że garb wciąż rośnie [i]olubienica [/i]dla męża swego? 17.06.09 [b]refleksja niedzielna[/b] w chórku kościelnym wydzierałam się na chwałę Pana mocno wierzyłam w siłę głośnego laudamus czasami tłusty amorek z sufitu chichotał i pokazywał jęzor rozdrapując strup na kolanie poszturchując rudą Zośkę wyśpiewywałam cnoty świętej Tereski dzielność Stanisława miłość Franciszka fałszywie brzmiały nutki zagryzane kradzionym jabłkiem wredny amorek z sufitu pluł w dół pestkami z czereśni dziś siedzę w ławce dla niemot nie otwieram znudzonych ust a ruda Zośka żebrze pod kruchtą amorek zastygł w grymasie 17.06.08 [b]zawisł młody księżyc[/b] z hukiem zamknęła ślepe oko drugim zapatrzyła się w pieśni nie rozumiała ich tańca otulona ciasnym gniewem zawyła jak kopnięty pies z wierzchołków ust opadło słowo trzasnęło jak sucha gałąź nie zachwyciła się pełnią księżyca przegniła kroplą ciszy weszła w klatkę nowiu zaczęła wybaczać poetom otwierać okna długo spać 17.06.08 [b]nie widziałam wschodu tego mężczyzny[/b] wygięta w granatowy łuk odtrącona przez światło słodko naiwna bogini nut dotknęła śmiechem krańców ziemi księżyc przywołał niecierpliwe węże i zaczął je uczyć miłosnego tańca wiersz zakręcił biodrem w rytm strofy a wers ostro uderzył po metaforach to nie jest czas na kolejny sen na godzinę przed niechcianym świtem na minutę przed rozchyleniem ud nie dotykaj oczu wspomnieniem 17.06.08 [b]odejdź[/b] i już zawsze będę pomiędzy północą a południem gdy usłyszałam wołanie zatkałam mocno uszy 17.06.08 [b]kobiecy optymizm[/b] nie martwi mnie to że czas przędzie koronki wspomnień nie uszyję z nich sukni nie powieszę w oknie najwyżej obskubię cierpliwie perełki czasu 17.06.08 [b]obiecałam ci wiersz[/b] Mogliśmy być jak drzewa. Z ramionami w błękicie i twardą korą trwać - zielenić się, gdy przyjdą deszcze. Tak. Było możliwe przyjacielu. Jak słowo rzucone między dzisiaj i wczoraj - w zapach parku, o którym nie chcemy pamiętać, bo pogubiliśmy w nim cienie. Tak. Koronka wersu rzucona między środą i czwartkiem, zaczepna strofa pachnąca porcelaną - to tylko targ - bazar wspomnień i opuszczenie ramion. A może wzruszenie - sieroce i dorośle dziecinne? Mówisz: [i]Jest jak jest[/i]. Odpowiadam kpiną i łykiem piwa. Łatwo rzucić parę słów i oszukać drżenie palców. Dobrze. Jeszcze papieros i kropelka potu na czole - wygodnie, że nie widzisz, dlaczego pobladłam. Tak. To ja - niedoszła zmarszczka na pościeli - imię powracające w lepszej stronie ciszy. 06.06.08 [b]podzielmy winę na pół[/b] spokojnie miły na ziemi nie ma nieśmiertelności musisz sięgać wyżej - to co słyszysz nie jest aramejskim tylko zwykłym bełkotem zagubienia obronisz się kołysaniem lęków - zasną bez moich ramion nie wzywaj boga on jest czystą miłością a ja nie umiem już cię kochać jak każda pierwsza miłość ty też więdniesz - cicho i bez zbliżeń znam się na wojnie i zdradzie - już czas zamknąć niebiosa 05.06.08 [b]mam stróża[/b] z moich modlitw pleciesz koronę ozdobę czoła Jedynego nie zdradzasz swego imienia i nie chcę go znać - wiem że haszmal jest jak szkło - czasami rozbijam głowę o to czego nie widzę 05.06.08 [b]monolog o trwaniu i radosnej śmierci[/b] Wyjaśnij dzikiej, o co chodzi w trwaniu. Może rację ma Sikora, że [i]to koronka życia z prześwitem śmierci[/i]. Ach! Przestań, nie całuj. Usta mają spieczone znaczenia. No, tłumacz i nie odganiaj kwiatami much. Zabezpieczona w ufność będę trwać wiecznie? To wystarczy, by po prostu nie poczuć thanatos? Czy z powodu niejasnej wizji pól elizejskich udawać, że nie ma rzeki wypłukującej otchłań? Już nigdy nie śmiej się, gdy tańczę na łące, i krzykiem płoszę skowronki: [i]- Viva la muerte![/i] Nie kłam! Właśnie, że przystaje to wołanie do wieńca z mleczy na głowie. Już nigdy nie wyrywaj tamburyna. Widać jest mi potrzebne. Tak jak szaleńcowi, który wołał ze śmiechem: [i]- Jak ginąć to z muzyką![/i] Z muzyką mój panie! A co! 11.05.08 [b]odwrót mój panie[/b] Uciekłam w wersy i odwróciłam znaczenie palców - próbowałeś dotknąć twarzy. O czym myślałeś, gdy odchodziłam od okna, bo światło obnaża zmarszczkę na czole - prostą bruzdę, która walczy ze mną i wygrywa. Ja - posłuszna datom i rzece. Umknęłam obłokom, bo kłębią się jak błękit, co wypełza z oczu, a nie mam czasu na kobaltowe wybryki. Ja - przeklinająca jabłonie za różowość i sypanie płatków na głowę. Nie pasują do pięści i połamanych ust. Idzie wiosna i przestałeś być potrzebny - wystarczy świeże powietrze. 30.04.08 [b]wiosną też jej nie zatrzymam[/b] Przychodzą z zamknięciem oczu i stukają w źrenice jakby to było okno. Niezrażeni ruchem gałek - trafiają i wiesz - dzisiaj też nie uciekniesz, rozwloką wczorajsze, a nawet sprzed tygodnia. Po ciemku składasz fotografie ( jeszcze uśmiech dziecka i grzywka układa się na czole). Dalej chłopiec rzuca piłkę - nie spada - nie trzeba szukać w trawie. Trawa z sadu - zarasta i wieczorem bawi się w sowie szeptanki, z sadu, o którym zapomniał ojciec, a przemierzał kosą - kaczeńcom nie przepuścił, bo żółte. Krzyczysz, a oni w środku - moszczą się wygodnie tłumacząc, że tym razem na chwilę. Odwracasz się, wypluwasz pigułkę. Dni zmieniają drzewa, daty zieleń. Jutro podepczesz kwiaty, które znoszę. Nie zatrzymam cię. Co mam przynieść tej wiosny? Co przynieść siostrzyczko? 27.04.08 [b]czerwone wino z cesarią[/b] za parę escudos i szklaneczkę rumu śpiewam miłość z bosymi stopami spalona słońcem na skrawku sahelu przedwcześnie zasłaniam powieki umiem czekać plamką myśli pachnieć kieliszkiem grogu i przypadkową odrobiną cukru może nie stanę się pieśnią niczyją pieśnią słonego oka jałowej żądzy 19.04.08 [b]do czytelnika?[/b] uwielbiam być na marginesie. więc piszę o tobie mistrzu dziwowisku diabła komplementuję cię w snach bo na jawie nie wypada głupio wybrałeś dom złodzieju co to za łup - same marzenia 19.04.08 [b]herbatka z mari[/b] wydaje ci się córko ewy - nie oswoiłaś mężczyzny przestań dziwić się uparcie że ciasno mu w twoich oczach złościsz się głupia a czekasz na drania - wróci z koszem jabłek inną ręką zerwanych też bym wolała świecę co nie kopci i zapach własnych perfum 13.04.08 [b]zaglądając do podświadomości ściganego[/b] słowa czasami znaczą tyle co odzyskanie wzroku i słuchu teraz powoli z rozmysłem odwracaj znaczenia bezczelnie zagwiżdż [i]hosanna[/i] to nie jest dotyk poezji raczej parszywa proza zazwyczaj rodzi się blada a mdlejąc pod powiekami wciąż potrzebuje krwi możesz ją zranić świeżym wersem i muzyką tak pulsując nigdy nie chybisz inne sposoby daremne spopielą cię niemetaforycznie a ona odśpiewa [i]deletum[/i] jest zbyt niebezpiecznie huśtać się na rzęsach kobiety tropiącej kobiety która żąda spłaty długu 13.04.08 [b]nad jeziorem[/b] tę noc udusił księżyc gwiazdy uciekły spłoszone zbrodni przygrywała muzyka czy to był Dworzak? czy tęskna ballada Szopenowska? noc tchnienie oddała w srebrnych ramionach a on niebieski zbrodniarz udawał Otella 13.04.08 [b]co mam ci powiedzieć[/b] swój klimat zawdzięczam smutkowi wiejącemu z północnego wschodu jego powiew odczuwam nocą gdy przynosi mi pasemka siwizny nie włożę już zielonej sukni i nie rozczeszę włosów zostawię czas samemu sobie niech zdycha jak chory kociak wyjdę z twoich oczu lekko i cicho jak wiatr elizejski ucałuję źrenice przecież jestem powietrzem któremu po prostu się śpieszy a w ostatnich podmuchach tęsknoty będą krążyć nasze krzywe uśmiechy zmęczone czekaniem na wiersze 13.04.08 [b]jak lilith zyskałam skrzydła[/b] zapomniałeś adamie - to ja byłam przed ewą więc nie myl mnie z księżycem rysuj obraz w odwrotną stronę gdy noc przekłuwam sierpem nie odganiaj witką z czarnego bzu - potrafię zajrzeć w naiwną duszę (jakbyś urodził się tej nocy) i twardo trzymając rękę zaprowadzę do dwunastego domu skóra przybiera różne kolory w zależności od siły cienia jednak zawsze zauważysz odcień zieleni bo drzewem wyrastam w źrenicach jeśli przywołam słowo boga - zyskam skrzydła stając na dwóch lwach wezwę siostry sowy nie upadnę lecz pierwsza wypiję mrok i światło od dzisiaj nie wypowiadaj na głos mojego imienia bo pętlą zacisnę się wokół szyi 13.04.08 [b]el desing[/b] leczę oczy zalane powieką okładam rumiankiem powoli zdrowieją od wczoraj nie wiem zakwitnąć czy zabrać się za cerowanie skarpetek może potrzebujesz błysku igły i zupy bardziej niż skargi przegniłych wersów stojących obok łez kokoszy tracącej pisklę które zamarzyło by wzlecieć orłem bo za nic ma że orlętom łamie się skrzydła wygodnie zapomnieć o sile kobiety wbrew krzyżowi cofnąć policzek bo nie znaczą go pocałunki lecz smugi dlaczego więc nad ranem ciecz wypala poduszkę skoro wiem że potrafię wznieść głowę prostować kolana wśliznąć się w dzień by oszukać i słońce i mrok i 10.04.08 [b]rozmowa z cieniem[/b] Mówisz: [i]Zapomnijmy o czasie - stwórzmy początek[/i]. A jeśli wcale nas nie było i nie ma? Czy jest możliwe, abyśmy zaistnieli jak drzewo, nasiono i pętla wszechświatów - w jednej zakrzywionej przestrzeni? My raczej zamknięci w słowie, w kartce papieru. Tam kroplą miodu pocieszamy błaznów lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty. Pytasz: [i]Co jest prawdziwe?[/i] Tylko myśl, która tworzy senne obrazy. 16.03.08 [b]piosenka o chorym błękicie[/b] cisza gnijąca w błękicie szorstkim od bólu grzbietem czochra się o zdziczałe latarnie gęstością zadziwia nawet wrony [i]ach zatańczyć z krwią w policzku opaść lekko i niedbale wprost w twój drżący wiersz[/i] drażniąc się z ogonem zbitego psa śpiewa lamentację przetrąconej łapy potrząsa głową starej mulicy i celnie pluje w oczy łazarza [i]ach wyrosnąć ci dalią w ręce wśliznąć się cicho i zwinnie wprost w twój poranny wers[/i] na pograniczu słowa z myślą wyrastają maleńkie skrzydła bezszelestnie uczepiona pieśni zawisam jak echo marimante 13.03.08 [b]mały książę wybrał jabłoń[/b] andrzejkowi w ciszy lepkiej od jesieni nie słychać krzyku żurawia wzbił się wysoko w błękit ostro prując chmury na ogrody nie spadł nawet szmer tylko kapiąca sokiem jarzębina zdziwiła się własną czerwienią w niedbałym wzruszeniu ramion łza już nie ma jądra płyną twarze bez imion w sadzie niewycałowane dziewczęta ucichłe lasy z lilijką na piersi czyste wody i nierozgryzione jabłka zaspany poranek odciął sznur na którym zawisł skorupą niechciany uśmiech 09.03.08 [b]pomiędzy[/b] żyję pomiędzy snami rozdzielam dzień na małe cząstki czekania delikatnie różowym paznokciem oddzielam wczoraj do dzisiaj tak długo to trwa czekanie ma posmak karmelu zapach zużytych snów a ja wciąż świętuję jutro 09.03.08 [b]tryptyk[/b] [b]wieczór z barbarą[/b] tutaj krzyk ma kolor pomarańczy pulsuje miękkością szlafroka i konfiskatą widelca słońca odpływają rytmicznie w ciasne zmrużenie powiek i trzepot niecierpliwych dłoni za kratą okna jest porządek klon sypie złote liście wróble kłócą się z błękitem wewnątrz poszarzała calineczka wydłubuje oczy dumnym różom pośpiesznie rozgryza nerkę ciszy tylko spojrzeniem - za ciemnym tłumaczy niechcianą prawdę [i]pogaś już gwiazdy łupina orzecha za ciasna nie pomieści i sznura i nadziei[/i] [b]czasami płyniemy obie[/b] chyba ci baśka podam rękę umoszczę się w zapachu szaleju co z tego że to początek upadku w końcu nie pierwszy raz schodzę z tobą pietro niżej by palcami rozpoznać kolory mówisz że nie chciałaś być drzewem ja wręcz przeciwnie mogłabym rosnąć karłowatą sosną z rozłożonymi ramionami głupio stać na straży topieliska nie masz racji siostrzyczko byłabym żywa swoją małością chwytała ciepło i drobne ptactwo walczyła o istnienie lgnąc do ziemi baszka [i]to jest dopiero coś[/i] [b]oczy ma coraz ciemniejsze[/b] recepta na obłęd nie istnieje to tylko próba roztrzaskania skorupy - trzeba zanurzyć się w dźwięku podnosić oktawy tak wysoko aż zaczną w gardle pękać myśli moje szaleństwo ma około trzydziestki wreszcie odnalazło harmonię – z nadmierną dokładnością gasi światła rozbija dni na plamy dźwięków tylko czasami potyka się jąkała ale to wina niebieskiej pastylki gdy zgłodnieje w środku nocy szuka widza wrażliwego na sztukę - wtedy tworzy spektakl ogromny na kolanach z zadartą koszulą rozdzierając strup na policzku gra swoją rolę jak statysta być może jutro zrobi to jeszcze lepiej 31.01.08[/quote]
Freak & Letter styles
Ctrl+Z aby cofnąć
Opcje
HTML:
NIE
BBCode
:
TAK
Uśmieszki:
TAK
Wyłącz BBCode w tym poście
Wyłącz Uśmieszki w tym poście
Skocz do:
Wybierz forum
POSTscriptum Strona Główna
|--ANTOLOGIA
| |--Antologia POSTscriptum
| |--Antologia w wersji elektronicznej
|--INFO
| |--Dział informacyjny
| | |--REGULAMIN
| | |--Ogłoszenia
| | |--Konkursy aktualne
| | |--Konkursy zakończone
| | |--Wydarzenia kulturalne
| |--Centrum pomocy
| | |--Centrum pomocy
| | | |--Serce dla potrzebujących
|--PISANE WIERSZEM
| |--Wiersze wolne i białe
| |--Wiersze rymowane
| |--Haiku i miniatury
| |--Erotyki
| |--Wiersze radosne
| |--Poezja śpiewana i piosenka turystyczna
| |--Bajki
| |--Moje pierwsze wiersze
| |--Klasyka POSTscriptum - wiersze
| |--Czar minionych myśli
|--PISANE PROZĄ
| |--Różne gatunki prozy
| |--Proza poetycka
| |--Bajki
| |--Publicystyka
| |--Inne formy prozatorskie
| |--Klasyka POSTscriptum - proza
|--PREZENTACJE
|--DZIAŁY AUTORSKIE
| |--Utwory zebrane
| | |--Amandalea
| | |--Czesia Mileszko
| | |--Dafne
| | |--El
| | |--Elżbieta
| | |--Leszek Wlazło
| | |--Marek
| | |--Nina
| | |--Pasikonik
| | |--W.J.Mikulski
| | |--czarownica64
| | |--Dominikaa
| | |--Wiesław Jarosz
| |--Utwory zebrane tych, którzy odeszli
| | |--Michał Witold Gajda /misza/
| | |--Mariusz Żłobiński /dz_re/
| | |--Cecylia Serocka /cecylia/
| | |--Jan Stanisław Kiczor
| | |--Andrzej Bonifacy Fudali /bonifacio/
| | |--Elżbieta Borkowska /el/
|--DZIAŁY ARTYSTYCZNE
| |--Malarstwo
| |--Fotografia
| |--Grafika komputerowa
| |--Pozostałe
|--ODSKOCZNIA
| |--Sala powitań
| |--Życzenia
| |--Vademecum
| |--Rozmowy o literaturze i translacje
| |--Lubię poczytać...
| |--Lubię posłuchać...
| |--Lubię obejrzeć...
| |--Miejsca, które warto polecić.
|--WSPÓŁPRACA
| |--Nasze bannery
| |--Reklama
Kontakt:
w sprawach merytorycznych:
Amandalea:
amandalea@interia.pl
, Leszek Wlazło:
niepoeta2@wp.pl
w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952):
lukasz@pfeffer.com.pl
Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
Powered by
phpBB
modified by
Przemo
© 2003 phpBB Group
Template created by
Dustin Baccetti
modified by
Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo