POSTscriptum
FAQ
Szukaj
Użytkownicy
Grupy
Rejestracja
::
Zaloguj
Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
POSTscriptum Strona Główna
»
DZIAŁY AUTORSKIE
»
Utwory zebrane tych, którzy odeszli
»
Elżbieta Borkowska /el/
»
Wiersze zebrane z POSTscriptum - 2009
Napisz odpowiedź
Użytkownik
Temat
Ikona Tematu/Postu
Treść wiadomości
Ikony Emocji
Więcej Ikon
µ
Ω
Π
φ
Δ
Θ
Λ
Σ
Φ
Ψ
α
β
χ
τ
γ
δ
ε
ζ
η
ψ
θ
λ
ξ
ρ
σ
ω
κ
Γ
♣
♥
ø
§
©
®
•
™
°
«
»
≤
≥
³
²
½
¼
¾
±
÷
×
√
∞
∫
≈
≠
≡
≈
←
→
↑
↓
↔
€
£
¥
¢
ƒ
Kolor:
Domyślny
Ciemnoczerwony
Czerwony
Pomarańczowy
Brązowy
Żółty
Zielony
Oliwkowy
Błękitny
Niebieski
Ciemnoniebieski
Purpurowy
Fioletowy
Biały
Czarny
Cień:
Domyślny
Ciemnoczerwony
Czerwony
Pomarańczowy
Brązowy
Żółty
Zielony
Oliwkowy
Błękitny
Niebieski
Ciemnoniebieski
Purpurowy
Fioletowy
Biały
Czarny
Ogień:
Domyślny
Ciemnoczerwony
Czerwony
Pomarańczowy
Brązowy
Żółty
Zielony
Oliwkowy
Błękitny
Niebieski
Ciemnoniebieski
Purpurowy
Fioletowy
Biały
Czarny
Rozmiar:
Minimalny
Mały
Normalny
Duży
Ogromny
[quote="Leszek Wlazło"][b]dojrzewanie mandragorą[/b] nadchodzi czas wrzasku i rzucania klątw dziwostręt zaskoczył ludzką postacią a może tylko kolejnym zabobonem prawie uwierzyłam w fatalne skutki pryśnięcia świeżym sokiem w twarz - prosto w skaleczony uśmiech [i]kłamstwo niewarte sześćdziesięciu florenów[/i] 20.12.09 [b]przebarwię wieczór[/b] i z premedytacją sidła ciasno zapętlę ciebie i mnie – zapomnij o [i]nie rozumiem[/i] jutro ważne tyle co wiara w za późno więc wikłam sieć siostrzanie pajęczą już się nie dziw że śnieg gęsto prószy a zielona altana rośnie schodami - ograny motyw wędrownych kochanek (tu fałsz w jądrze oka sięga po omam by w gładkość ciała i szkła wtopić - [i]ostrożnie z północą bo bywa zbyt ciasna[/i]) 16.12.09 [b]bywa że nocą palę lampę do świtu[/b] przyszedł na czas chociaż zawsze się spóźniał dziwnie gadatliwy a przecież gardził słowami bo wolał pogrożenie laską i zmrużenie oczu brakiem podparcia też zdziwił potomnych - pamiętali chrome kolano i trzecią nogę nie umknął też uśmiech niepasujący do wkraczania w spiralny tunel mimo że był pierwszy – tym razem czekał i skinieniem głowy potakiwał kolejnym jeden za drugim nabierali bieli i głowy pochylali przed [i]trzeba i nie ma wyjścia[/i] a teraz krok za nimi bo ciężko samej biadać nad poranionym przez wiatr dachem i zbierać dachówki po nocnym koszmarze 26.11.09 II. [b]bywa że nocą palę lampę do świtu[/b] przyszedł na czas chociaż zawsze się spóźniał dziwnie gadatliwy a przecież gardził słowami bo wolał pogrożenie zmrużeniem oczu brakiem podparcia zdziwił potomnych - pamiętali chrome kolano i bukową laskę nie umknął też uśmiech niepasujący do wkraczania w spiralny tunel mimo że był pierwszy – tym razem czekał i skinieniem głowy potakiwał kolejnym jeden za drugim nabierali bieli głowy pochylali przed [i]trzeba i nie ma wyjścia[/i] a teraz krok za nimi bo ciężko samej nad poranionym przez wiatr dachem zbierać łupki po nocnym koszmarze 26.11.09 opadamy (Markowi) pomiędzy było a jest palce na twarzach opuszkami wypisują balast zagubionych lecz przecież wiesz - jeśli trzeba idź w mgłę i prześliźnij się sprytnie jak zaskoczony mrozem gorejący krzew by spotężnieć nadzieją : na przekór na pohybel mimo wszystko tylko zapatrz się w dwie pary oczu dumnie podobnych do ciebie i jeszcze te moje - obciążone wyczekiwaniem 24.10.09 [b]dzień dobry - przyszłam na koronację[/b] dwa lata temu w sierpniu zabiłeś świerszcza trzy minuty szukałeś na niego haka a potem otwartą dłonią rozmazałeś między koniczyną a szlag wie czym - małe ścierwo z podwiniętymi nóżkami łąka nie zadrżała ohydą – nic z tego nawet niepylak roześmiał się z ulgą bo polowałeś i na jego trzepot maki zapulsowały czerwienią a z traw na przekór wylęgła się cisza - taki pełzacz zdziwienia i faktu wycierając ręce rzuciłeś – [i]powodzenia w bredzeniu o wyższości miłości nad mierzwą[/i] o celności mowa bo korona z dzwonkiem to spazm niespójnych przemilczeń 15.10.09 [b]uwierzę w boa i kapelusz[/b] jeśli chcesz pójdę w śnieg - wezmę twoją kurtkę i nie zmarznę w zębach przyniosę gazetę cytrynę przekonam że słodka - byle zapomnieć o środzie potem narysuję ci baranka może będzie chory i stary ale przyjrzyj się różkom - na sztorc [i]co ma być to będzie[/i] Kuba buduje nowe słońce i obiecał że skończy do jutra 14.10.09 [b]wymyślam zakola czasu[/b] bo tak łatwiej astmatyczny dzień po raz wtóry powtarzać perfekcją ramy - żony matki wrednej kochanki jestem - uśmiechem bezmyślnej ewy a dla równowagi krzykiem spod latarni świtem który osiadł na budziku i plamą piersi dopadającą refrenu jestem - powtórzoną kroplą na czole 08.10.09 [b]nie proszę o cud[/b] żebrzę porannym zmęczeniem [i]Panie niech trafi się chwila[/i] że znów leżymy na łące i rozumiemy dlaczego ziemia nieco wilgna i twarda a w górze skołtunione niebo msza z naszych ramion i trawy którą okrzyknąłeś zbyt gorzką niech się zdarzy - bo spieszyć się trzeba dzisiaj załamała się pogoda połoniny pewnie płaczą na siwo a buki krwawią – im tak trzeba [i]Panie pozwól wyśnić – że to my[/i] nie zmierzchamy ale wierzymy w buczynowy płomień 29.09.09 [b]spowiedź natychmiastowa[/b] jak dobrze być i przeminąć ot tak – przejazdem nie odpowiadać na wiersze jutro odetchnie pustką bo to kłamstwa samotniku - miłość kupiona za parę strof chwilowa struga szczęścia - madonna i dziwka na zatracenie nudy niby tango w zimnym deszczu [i]niech cię szlag[/i] a teraz papieros lampka czerwonego wina i palce czerwone ze wstydu 29.09.09 [b]kawę pijemy o ósmej[/b] ot prorok się narodził i wieszczy sobotę po niedzieli a myśli korzeniem osadza w bolący od rana czerep życie na ogół źle się kończy rzucone niedbale [i]zaraz wracam[/i] nigdy się nie sprawdza jeśli widzisz prawdę w fusach to po prostu potrząśnij filiżanką i co tym razem? 20.09.09 [b]patrzenie na szkołę ateńską[/b] rękę wzniesioną ku górze niełatwo wyciągnąć do śmiertelnego diogenes znudzony schodami opuścił braci mądrości by w słońcu uparcie szukać człowieka odprowadził go śmiech heraklita wygodnie wspartego o skałę pozbawioną zmienności pięćdziesięciu siedmiu z sofii spłynęło pędzlem rafaela za dużo na ten wieczór 20.09.09 [b]czas ci zrozumieć że[/b] ja już nie świerszczem wariatem - chociaż na łące rozłożonych ramion powoli dochodziliśmy do nagłego - [i]razem[/i] od dawna nie mam włosów zielonych i serce mi często na przekór arytmią więc nie mów że jeszcze potrafię roztańczyć uda przed zmierzchem bo spakowałam na jesienną drogę sierpniowe oczy pustej połoniny 12.09.09 [b]W sierpniowe popołudnia łatwiej odchodzić[/b] Póki ziemia nagrzana i tańczą prądy wstępujące, próbuję skrzydłem zmierzyć ile w nim słabości, a ile wiary, że można samotnie w niebo, i nie zgubić drogi. Tak po prostu zostawić ślady stóp na wzgórzu i winę za ciężką, by obarczać ramiona nienawykłe powietrza, a potem bez żalu, wierszy, malowanych słów - rozkochać się w ciszy. Na skraju bezgłosu i snu nie będzie kwiatów z cekinów, zwijania w kulkę mostów, i pieśni o niczym. Zdziwiona miękkością piór - zakołuję odlotnie. 16.08.09 [b]Pokłon dla POSTscriptum[/b] [i]po co ja libertyn w czerwonych rękawiczkach na wybiegu zwanym losem wzorem konika na biegunach rozdaję wiersze lubieżnie gdy kalendarze pełne czekania lirycznie półprzejrzyście przeterminowana lub w promocji umiem być samotnością jak mapa z legendą z obrączką w portfelu przestępując z nogi na nogę pomiędzy nisko czy wysoko wiesz co mam na myśli gdzieś na linii horyzontu numer na karteczce niepoetyczne niegramatyczne nic fortel dotknięcie galimatias - taki obrazek bez adresu[/i] 13.08.09 [b]połonina pienińska[/b] po linii dźwięku i plamce słońca poszłam za tobą jak zwinka w zdziwione fioletem oczy wdarłam się skrzydełkami cykad tylko drzewiasta madonna błogosławiła zmartwychwstanie 06.08.09 [b]ty taki udany poeta[/b] skaczesz po koronkach słów i szczyglisz wersami a to jesień po lesie albo wiosna w rosie bywa - dorzucisz o miłości bo ładnie tak wspomnieć tę co w czekaniu cierpliwie się ćwiczy czasem wiersz bądź darowanie sobie samemu falowania jej marzeń i kwiatów w sukience co z tego że piąstki bieleją i rodzą bunt uciszysz – pyłem obietnic w zmęczone oczy jeszcze raz uwierzy że chabry kwitną zimą a arytmia nad ranem to chwilowy omam 29.06.09 [b]Mówisz, że jestem spóźniona[/b] Tak, to zobaczysz. Nieważne czy o zmroku, czy w pełni południa. Wejdę niedzisiejsza i poproszę o herbatę ( tę zieloną ). Jeszcze pamiętam, że cukier szkodzi listkom. Wbrew odległości i krążeniu po cieniach jak lato w czerwcu zjawię się nagle, by znów w oczach, dłoniach, i cichym [i]być może kiedyś[/i], oszukać zegar posiwiały od czekania. [i]Kiedyś [/i]to taki bezpieczny wyraz. 23.06.09 [b]do ajsa[/b] napisałeś o duszy drzew a palce zastygły nad bielą wstrzymana wiotką brzozą szeptem składam modlitwę o koronę płodną gniazdem 22.06.09 [b]kalectwo słowa[/b] od wczoraj nie boli a odkrycie braku zamiast zdziwić otula spokojem radzisz jaguarem przyczaić się i czekać na nagły skurcz mięśni i skok wbrew rosnącym dziko pazurom zawieram układ z ciszą i mgłą - już jutro posadzę siebie na nowo drzewem w matczynym ogrodzie 19.06.09 [b]pod wpływem[/b] (bez kursywy - chociaż sama się pcha) nie można mnie kochać bezkarnie złudzenia sądzę według siebie - diametralnie zmieniam znaczenia nie dostrzegam dosłowności nie widzę poezji w hołdzie prowokacji tańczę na suficie 18.06.09 [b]piszę do ciebie[/b] chociaż mam dość przyklejania słów do kartki co strzeże rozsądku z uśmiechem błazna na celulozie kreślę nerwowość palców lub bredzę o akacji więdnącej w upale bywa też narzekanie na wronie gniazdo hałaśliwe o świcie w ślepej pewności że warto rzucam absurd niedopowiedzenia z nadzieją iż pojmiesz dlaczego szemrzę zamiast wybrzmieć pogardę dla ciszy i zaciąć czekanie pazurem czekanie na rozkojarzenie chłopca zagubionego w adamie 27.05.09 [b]rano otworzą się okiennice[/b] w kieszeni srebro i czosnek w oczach słoneczny blask - spróbuj się zbliżyć 25.04.09 [b]zakołysz bezsenność[/b] Dotknij zielenią, wierzbowym wierszem. Póki jestem - dotknij. Nie bój się dewotów. Tak delikatnie palcami - nie przestawaj, a pokłonię się ciepłem nieprzespanej nocy. Nie nam się bać łamania rytmem zegara. 14.04.09 [b]świątkara prowincjonalna[/b] ciemnieję trzema twarzami księżyca poróżniona światłem w ciemności na przekór krzywym dniom – tańczę dojrzała owocem kiepskiego nasienia trochę naiwnie i przezornie na zapas maluję niebo z widokiem na starość [i]i jeszcze raz dookoła[/i] 21.03.09 [b]a co mi tam -[/b] zmieniam się w owoc i o nic nie pytam pulsując sokiem obok ciebie – z dłoni czynię kołyskę co zaśpi zmęczenie nie przemijam bo nocą rodzę wiosny - powrotem do raju więdnie kalendarz i pamiętam tylko o falach przypływu [i]nie lękaj się moje kochanie nie lękaj graj[/i] 21.03.09 [b]w bocznej nawie smutku[/b] jestem z powrotem bo zapisałeś mnie obietnicą że będę zanim szrony spłyną niezaproszona wracam w oczy zdziwione pragnieniem rozkojarzony jak złota kula poranna jak trawa senna zielenią w środku marca odwieszasz skrzydła 21.03.09 [b]zaraz sobie pójdę[/b] nie jestem - jak ty godzinami udaję że moja obecność zmienia i znaczy cokolwiek jutro oswoję burkliwość szlafroków i opowiem ci o słońcu nad brzozami ale dzisiaj tylko lampa obok łóżka teraz wiem - znowu zapomniałam owinąć światłem garść czekoladek 14.03.09 [b]refleksja czwartkowa[/b] w świat tkany mozolnie z koronek i wersów wdziera się jazgot kundla szybki kopniak prosto w zaśliniony pysk i zapominam o łzach 26.02.09 [b]wspomnienie niedokończone[/b] napiszę o matce i topieniu wieczorów w muzyce o szarlotce zjadanej na szybko brudnymi paluchami zanim kran zaśpiewał wodą i uprzedził ciepły smak jabłczany na kruchym spodzie pełnym chrupania to ma być wiersz o rozdygotanym kożuchu na kakao rozpisany roztańczonymi warkoczykami dziecka które zasypia pod fortepianem i jak psiak na szybie kiwa miarowo głową marząc o czystych dźwiękach napiszę o matce i rękach za małych na nuty o złości nóżek w białych skarpetkach i bąblu na palcu po spotkaniu ze świstem linijki i kiksem w tej frazie co tylko we śnie potrafi dogadać się z klawiszami to ma być wiersz o południu w słonecznym znikaniu łapaniu motyli i cieni w oczach małej tęsknicy która miała zawrzeć pakt z lakierowanym pudłem a tylko fałszywie skrzeczała jak sroka na sercu 26.02.09 [b]a miałeś być[/b] chcesz to zaśnij nawet na prawym skrzydle najwyżej rozbolą cię lotki i będziesz marudny szelest piór jestem w stanie znieść spokojnie wytrzymam też udawanie świerszcza i stróża tylko rozwiąż problem znikania nad ranem 22.02.09 [b]jeśli mnie słyszysz[/b] nie pozwól szukać po chmurach po zwiędłych wiosnach i jesieniach co złote być miały a opadły suszem nie pozwól rozpleść gotyku dłoni złożonych do błagań o klejnot rzuć czasami szczery okruch - mały obłoczek z niebieskiego stołu który karmi [i]motyle pana[/i] tylko parę słów skrzypiących piórem - nie muszą być szumiącym skrzydłem 21.01.09 [b]jako czytelniczka wierna[/b] mogę ci wiele napleść o strofach i o znikaniu gdy wierszem dotykasz o tykaniu zegarów też mogę nakłamać bo nie boję się wahania ani smaku metafor rozgryzanych śmiechem mogę ciszą włamać się w twoje wersy i nocne roztańczyć jezioro jak zjawa utkana z ironii słowa 18.01.09 [b]Noc na policzku[/b] Tu chłopiec zrywa truskawki, a ty się uśmiechasz. A tutaj my sami - jeszcze nie walczymy. Ufnie patrzysz przed siebie. Ja niezdarnie ręką osłaniam oczy przed słońcem. Rozgrzani czerwcem, wtapiamy się w zieleń. Twarze wciąż jasne, a chciwi przyszłego - wierzymy w kolejne skrzydła. Tu chłopiec marszczy czoło, a ty w starym swetrze naprawiasz lampę, którą dostałeś od matki. Palcami można dotknąć ciszy, stołu i milczenia - wtopionego między wczoraj, i teraz. Szukam nas rozwianych ptakami w przestrzeni. Szukam uderzając w brzegi. II. [b]Noc na policzku[/b] Tu chłopiec zrywa truskawki, a ty się uśmiechasz. A tutaj sami - jeszcze nie walczymy. Ufnie patrzysz przed siebie. Ja niezdarnie ręką osłaniam oczy przed słońcem. Rozgrzani czerwcem, wtapiamy się w zieleń. Twarze wciąż jasne, chciwe przyszłego - wierzą w kolejne skrzydła. Tu chłopiec marszczy czoło, a ty w starym swetrze naprawiasz lampę, którą dostałeś od matki. Palcami można dotknąć ciszy, stołu i milczenia - wtopionego między wczoraj, a teraz. Szukam nas rozwianych ptakami w przestrzeni. Szukam uderzając w brzeg. 04.01.09[/quote]
Freak & Letter styles
Ctrl+Z aby cofnąć
Opcje
HTML:
NIE
BBCode
:
TAK
Uśmieszki:
TAK
Wyłącz BBCode w tym poście
Wyłącz Uśmieszki w tym poście
Skocz do:
Wybierz forum
POSTscriptum Strona Główna
|--ANTOLOGIA
| |--Antologia POSTscriptum
| |--Antologia w wersji elektronicznej
|--INFO
| |--Dział informacyjny
| | |--REGULAMIN
| | |--Ogłoszenia
| | |--Konkursy aktualne
| | |--Konkursy zakończone
| | |--Wydarzenia kulturalne
| |--Centrum pomocy
| | |--Centrum pomocy
| | | |--Serce dla potrzebujących
|--PISANE WIERSZEM
| |--Wiersze wolne i białe
| |--Wiersze rymowane
| |--Haiku i miniatury
| |--Erotyki
| |--Wiersze radosne
| |--Poezja śpiewana i piosenka turystyczna
| |--Bajki
| |--Moje pierwsze wiersze
| |--Klasyka POSTscriptum - wiersze
| |--Czar minionych myśli
|--PISANE PROZĄ
| |--Różne gatunki prozy
| |--Proza poetycka
| |--Bajki
| |--Publicystyka
| |--Inne formy prozatorskie
| |--Klasyka POSTscriptum - proza
|--PREZENTACJE
|--DZIAŁY AUTORSKIE
| |--Utwory zebrane
| | |--Amandalea
| | |--Czesia Mileszko
| | |--Dafne
| | |--El
| | |--Elżbieta
| | |--Leszek Wlazło
| | |--Marek
| | |--Nina
| | |--Pasikonik
| | |--W.J.Mikulski
| | |--czarownica64
| | |--Dominikaa
| | |--Wiesław Jarosz
| |--Utwory zebrane tych, którzy odeszli
| | |--Michał Witold Gajda /misza/
| | |--Mariusz Żłobiński /dz_re/
| | |--Cecylia Serocka /cecylia/
| | |--Jan Stanisław Kiczor
| | |--Andrzej Bonifacy Fudali /bonifacio/
| | |--Elżbieta Borkowska /el/
|--DZIAŁY ARTYSTYCZNE
| |--Malarstwo
| |--Fotografia
| |--Grafika komputerowa
| |--Pozostałe
|--ODSKOCZNIA
| |--Sala powitań
| |--Życzenia
| |--Vademecum
| |--Rozmowy o literaturze i translacje
| |--Lubię poczytać...
| |--Lubię posłuchać...
| |--Lubię obejrzeć...
| |--Miejsca, które warto polecić.
|--WSPÓŁPRACA
| |--Nasze bannery
| |--Reklama
Kontakt:
w sprawach merytorycznych:
Amandalea:
amandalea@interia.pl
, Leszek Wlazło:
niepoeta2@wp.pl
w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952):
lukasz@pfeffer.com.pl
Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
Powered by
phpBB
modified by
Przemo
© 2003 phpBB Group
Template created by
Dustin Baccetti
modified by
Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo