"Od pewnego momentu stało się jasne, że o wyborach historii sztuki nie decyduje talent artysty, atrakcyjność tematu, piękno czy doskonałość wytworu, tylko intensywność i nieposkromienie osobowości. Mimo że historia sztuki karmi się dziełami, jej wybory podążają za człowiekiem, ponieważ dzieła – przy wszystkich swoich wspaniałościach – wymagają „ludzkiego” uzasadnienia, potrzebują osadzenia w egzystencji. Człowiek artysta, zamiast się miotać milcząco w obrębie własnego świata, prowadzi ze sobą dialog poprzez wytwarzane przedmioty lub teksty. To pozwala mu rozprawić się z nadmiarem wrażliwości, którym został nagrodzony lub pokarany. Po pierwsze, może podglądnąć zwierzę swojej duszy, dręczące go nienawiścią do własnej klatki, która raz jest ciałem, a raz światem. Po drugie, może poprawić wizerunek świata, wprowadzając własne porządki oraz hierarchie, i w ten sposób uzyskać obraz bardziej „uzgodniony”. Po trzecie może wymyślić nowy świat, stworzony dla takich jak on lub wypełniony ludźmi, z którymi da się współistnieć. Po czwarte, może zafałszować lunetę poznawczą i widzieć „naprawdę” tylko to, co jest w stanie zaakceptować. Ta wyliczanka wymienia tylko najważniejsze fałszerstwa, jakim służy sztuka."
Bardzo to mądre i etalitarne, Pani Maszo, wszak moim skromnym zdaniem: nie dla wszystkich! Od dłuższego bowiem czasu cały ten twórczy świat przeflancował się do internetu, gdzie z kolei... Tak, z kolei... Z grafomańskich wyczynów dałoby się stworzyć wielotomową encyklopedię. Zwłaszcza tę z czasów CCCP [o ile dobrze pamiętam skrót bolszewickiego Mordoru?].
Wszak przynajmniej ładnie z Pani strony, że pozostawiła Pani myśl Wtedy inteligencki kompleks niczym ten u autorki niniejszej glosy uwiera jakby mniej, obligując ją i doń Podobnych do dalszego pozostawania sobą.
_________________ Z Ciemnogrodu, gdzie najjaśniej bywa pod latarnią
Geneza obecnego sensu sztuki
Sztuka wynika z naszych „nadmiarów” świadomości, które nie występują u żadnego innego gatunku. Jesteśmy jedynym przypadkiem biologicznym, który z jednej strony potrafi opisać własne istnienie, a z drugiej nie potrafi się z nim pogodzić. To fenomenalne napięcie jest genezą rozlicznych wynalazków, mających rożne poziomy wyrafinowania. Do najważniejszych należą magia, religie, sztuka, ale również alkohol. Dość prymitywna magia ma na celu kontrolowanie losu. Z kolei religie mitologizują ludzką ważność i domagają się dla nas wieczności. Sztuka pojawiła się jako skromna służka tych niesamowitych mechanizmów, próbujących wpłynąć na determinizm biologiczny. Budowała obrazy, stwarzała konteksty, dodawała ornamenty i na rożne sposoby manipulowała treścią. Bardzo szybko było oczywiste, że „sprytniejsze”, sprawniejsze i bardziej wyrafinowane przedstawienia lepiej służą propagowanej idei. Dzięki temu lepszy rzemieślnik zaczął być bardziej faworyzowany i lepiej opłacany niż gorszy. Minęły wieki przyglądania się tym rzemieślniczym talentom i w końcu nastąpiło pierwsze objawienie. Rozpoznano fenomen geniusza, człowieka wybitnie utalentowanego, jednak nadal kojarzono go z talentem manualnym, a nie ze specyfiką osobowości. Od tego momentu w kontekście sztuki pojawiają się nazwiska artystów i zaczynają decydować o honorariach i sławie. Ale cały czas przyczyn sukcesu dopatruje się raczej w rękach niż w duszy. Ten stan „połowicznego rozpoznania” trwa kilka wieków. W pełni doceniana jest wybitność i wyjątkowość artystów oraz respektowane są ich kaprysy i odmienność. Niemniej ta „pigułka ludzka” nadal jest mniej ważna niż samo dzieło sztuki.
_________________ Jestem jaka jestem. Niepojęty przypadek, jak każdy przypadek.