i jeszcze jeden i jeszcze raz
ten najpiękniejszy się zaczyna
na rączym koniu przemija czas
należy czerpać a nie się zżymać
cieszyć się każdą z bezliku chwilą
być otoczonym słowem miłość
Wszystkie te chwile przepadną w czasie, jak łzy w deszczu. Pora umierać. Te słowa kończące ostatni felieton Tomasza Beksińskiego w "Tylko Rock" (nr 1 (101) styczeń 2000) zmusiły mnie do ponownego obejrzenia filmu Ridleya Scotta "Łowca androidów" z 1982 roku. W jednej z końcowych scen wypowiada je Roy Batty. I trudno (chyba nawet nie sposób) nie czuć wówczas dla niego współczucia...
Mimo, że od premiery upłynęły 32 lata, wciąż jest to moim zdaniem film, który robi ogromne wrażenie. I stawia wiele pytań natury moralnej, jeśli chodzi o bioinżynierię, genetykę, itp. Wiadomo, że prace nad stwrzeniem istot łudząco przypominających człowieka (tzw. humanoidów) trwają - najprężniej chyba w Japonii i w Stanach Zjednoczonych, i tylko kwestią czasu jest ich masowa produkcja i rozpowszechnienie. Widziałam całkiem niedawno krótki film prezentujący japońskiego androida i nie byłabym chyba w stanie wskazać najmniejszego szczegółu, który negowałby (mówimy oczywiście o wyglądzie, mimice, sposobie poruszanie się) jego człowieczeństwo, więc...
Nie sprawdziła się natomiast futurystyczna, mroczna wizja reżysera co do otaczającej nas rzeczywistości. Jej spełnienie winno mieć miejsce już za 4 lata (fabuła filmu rozgrywa się bowiem w Los Angeles w 2019 roku), a nie sądzę, by w tak krótkim czasie nastąpiły aż tak diametralne zmiany.
Wracając jednak do zacytowanych we wstępie słów: postać grana przez Rutgera Hauera uświadamia, że nic nie jest tylko czarne, ani tylko białe... Choć z pewnością, gdyby tak było, życie stałoby się prostsze. Dobro i zło przenikają się. A wszystko, co tworzy człowiek, ma znamiona jego niedoskonałości. Niezwykle mocna jest scena, w której Roy Batty spotyka się ze swym stwórcą, ojcem - jak sam go nazywa. Przywodzi to na myśl bunt człowieka wobec Boga. I jest bolesną wizją tego, co w przypadku konfrontacji ów buntownik mógłby uczynić...
Film "Łowca androidów" powstał na motywach powieści Philipa K. Dicka "Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?". I to właśnie jemu należy się ukłon za stworzenie tego niezwykłego świata i jego mieszkańców. Ridley Scott opowiedział tę historię po swojemu, tworząc niepowtarzalny klimat i kultowe już dzieło dużego ekranu. Całości dopełnia niesamowita, poruszająca ścieżka dźwiękowa autorstwa Vangelisa. http://postscriptum.net.pl/viewtopic.php?t=22398
Wiek: 49 Dołączył: 05 Maj 2014 Posty: 1537 Skąd: Wrocław
Wysłany: 2016-12-24, 23:39
"Owce"* to świetna książka, przeczytałem wszystko co Dick napisał. Jest moim nr 1 w literaturze science-fiction.
Ekranizacja też jest kultowa:) Cieszę się na kontynuację BR.
Dickowcom polecam serial produkcji HBO "Westworld"
_________________
wojna światów [Usunięty]
Wysłany: 2016-12-24, 23:52
pan_ruina napisał/a:
Dickowcom polecam serial produkcji HBO "Westworld"