jesiennie niezmiennie kołyszesz mnie złotą
misterne babie lato się wplata we włosy
jesion wiatrem spisuje podniebne tęsknoty
lecą w dal listy liści gdzie je oczy poniosą
czasem tylko na wierzbach na ich lianach bez więzi
rudowłose iskierki w piruetach pod dachem
wydzierganym z powietrza i koronek gałęzi
błysną tańcem bez upadku namysłu czy strachu
w mrocznej ciszy alejek srebrem deszczu usłanych
gdzie na ławkach zapomniana wieczność czyjeś serca
błądzą wolno mgły smutku wiotkie chłodne panny
i szeleszczą falbany po liściastych kobiercach
w naszyjnikach z rudokrągłych perełek kasztanów
chustach kruchych klonowych z jarzębiny kolczykach
idą szepczą do siebie o corocznym rozstaniu
z panem latem i słońcem w promienistych trzewikach
parasole zwinięte jak kwiaty jeszcze w pąkach
panny niosą ostrożnie przestępując kałuże
w trawie żółtobrunatnej krążą zmokłe biedronki
żuki pawie ślimakiem mroku czas się wydłuża
przeszedł wrzesień niezmiennie kołyszesz mnie złotą
jesienią babim latem się wplatasz we włosy
list ostatni sezonu melancholia z tęsknotą
piszą liśćmi co znikną gdzie je chłody zaniosą
jesiennie niezmiennie wciąż kochasz mnie złotą
wróżysz przyszłość z ulotnych kluczy ptaków
ja układam w wazonie różnobarwy na potem
kruche liście marzeń bukiet dobrych znaków
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E