Słońce już wytoczyło się na niebo. Nad miasteczkiem wisiała jeszcze chłodna mgła, ale w porannych promieniach przypominała złotą, jarmarczną słodką watę.
- Już wstaję – odpowiedział mężczyzna, siadając na brzegu wąskiego łóżka i bosymi stopami szukając klapków.
Torba podróżna stała w kącie, przy rozsuwanej ścianie.
Teraz musiał tylko umyć się, jeszcze raz sprawdzić nazwisko na bilecie i pożegnać się z matką. Broszurka na półce nad łóżkiem ciągle pachniała świeżym drukiem. Nie może o niej zapomnieć, będzie ją czytał nad oceanem, nad lądem, przeczyta wiele razy, aż wrzeźbi się w pamięć.
En términos de pasajeros, el Aeropuerto de Ciudad de México se encuentra entre los cincuenta aeropuertos más grandes y congestionados del mundo... Aeropuerto Internacional de la Ciudad de México
- Moje życie prowadzi do Ciudad de Mexico – mówił do siebie, patrząc w lustro, przyglądając się równo przyciętej brodzie, podziwiając trwałość farby do włosów, kasztanowej, która nie zmywała się, ani nie zmieniała koloru, zgodnie z obietnicą na opakowaniu. Farba ukrywała początki siwizny.
- W tym kolorze jest ci bardzo do twarzy – jeszcze wczoraj mówiła do niego Midori. – Wyglądasz dużo młodziej. Rock-star-san – uśmiechała się, opuszczając przy tym głowę, wstydliwie, uważając by zbyt długo nie przyglądać się jego twarzy.
- Czy jutro się zobaczymy? – zdobyła się na śmiałość. Nigdy do tej pory nie zadawała takich pytań.
- Jutro pewnie nie. Pracuję do późna. Firma szykuje przyjęcie dla dużej grupy gości. Muszę posprzątać wszystkie biura – tłumaczył Midori.
- Rozumiem, Kazuki-san. Do zobaczenia – Midori pożegnała go krótkim pocałunkiem w policzek. Ukłoniła się jego matce, która zawsze była w pobliżu, gdy dziewczyna odwiedzała syna.
Lotnisko w Mexico City nie jest oazą. Można się w nim łatwo zgubić.
Samolot z Tokyo przez San Francisco wylądował z niedużym opóźnieniem. Odprawa nie trwała długo. Kolejki do okienek, osobno dla obywateli Meksyku i osobno dla gości, przesuwały się szybko.
- Kazuki Daichi? – zapytał celnik, podnosząc oczy z paszportu na twarz mężczyzny.
- Si – odpowiedział Kazuki i skinął grzecznie głową.
Celnik jeszcze coś powiedział, ale Kazuki już go nie słuchał. Wolnym krokiem odszedł od okienka, wkładając paszport do wewnętrznej kieszeni jasnobeżowej kurtki.
- I co dalej? – myślał, kiedy po kilkunastu minutach poszukiwania karuzeli z bagażem a później wyłuskaniu swojej torby z morza podobnych, usiadł w kącie małej restauracji przy Camino Real. – Co dalej?
- Midori mnie kocha. Ale, czy kocha tak, żeby zrobić dla mnie wszystko? Co to znaczy: kochać kogoś tak, żeby zrobić dla niego wszystko? Wskoczyć w ogień? Pozwolić uciąć sobie rękę? Palec? Oddać nerkę? Oddać życie? Poświęcić rodzinę? Kłamać? Czy kocham Midori? Jeszcze nie wiem, nie wiem. Muszę się zastanowić, mogę tutaj, miejsce dobre, jak każde inne. Dużo ludzi, ale jest ciepło, tyle restauracji, barów, kawiarni. Wyglądają schludnie, głośno, ale schludnie. Tylko co dalej?
- Proszę pana – głos młodej kobiety, która przystanęła przy jego stoliku był niecierpliwy.
- Senior, per favor … - tyle zrozumiał.
Pojął z jej gestów, że powinien się przesiąść do innego stołu, a może w ogóle wyjść z baru, bo poza nim nie było już nikogo.
Uśmiechnął się, skłonił głową, wstał ruszając do wyjścia.
Nie pamiętał, jak się tu znalazł. Pamiętał, że kupił coca-colę i jakieś ciastko z migdałami na wierzchu, że wypił, zjadł, wyprostował nogi. Więcej nic.
We śnie przyszła do niego zapłakana matka w codziennym kimono z miseczką ryżu, ziarenka miały kształt łez, przezroczyste, niebieskie i żółte łzy. Za matką stała Midori, przysłuchując się szlochaniu matki. Nic nie mówiła, nie płakała, trzymała globus.
Wyszedł z baru, ciągnąc torbę po ziemi. Na zewnątrz, za oknami terminalu było ciemno. Ciekawe jak długo spał? Czuł się lepiej niż po samym locie, ale gdyby mógł, spałby jeszcze aż obudziłby się wypoczęty. Sam by się obudził bez czyjejś interwencji.
- Czy Midori mnie kocha? – pytanie wracało echem. Nie znał odpowiedzi, ale wiedział, że jeśli poczeka, jeśli będzie miał czas na przemyślenie wszystkich odpowiedzi, to się dowie. Pewność przyjdzie sama. A jeśli nie przyjdzie, to znaczy, że Midori go nie kocha, albo że on nie kocha Midori.
- Czy naprawdę musiałeś uciekać tak daleko? – zapytał go ten drugi Kazuki Daichi, z lustra. Twarz ociekała kroplami wody, które zatrzymywały się na ostrych włosach brody.
Kazuki patrzył przed siebie, myjąc dokładnie dłonie i wycierając je szorstkim, beżowym, papierowym ręcznikiem.
- Musiałem – odpowiedział. - Zresztą, co ty wiesz o uciekaniu? Co wiesz o za daleko? Potrzebuję czasu.
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Marku a toś mi zabił ... klapka
Link:
http://poradnia.pwn.pl/li...j=dope%B3niaczu
"klapek i klapka
Jaka jest poprawna odmiana wyrazu klapki (lm. od wyrazu klapek – wsuwany but): czy poprawne jest w dopełniaczu (kogo, czego) klapków, czy raczej klapek? Moim zdaniem skoro klapek jest rodzaju męskiego, poprawniej byłoby odmienić w dopełniaczu na klapków, np. ocena klapków łaziennych, podobnie jak datek – datków.
Pozdrawiam serdecznie
Irena Słonina
Jest tak, jak Pani napisała: ten klapek – tych klapków. Można by powiedzieć tych klapek, mając na myśli klapki jako małe klapy. „Dziewczynka była ubrana w czerwony płaszczyk z klapkami” – podaje Słownik języka polskiego PWN w tomie drugim, wydanym dziś w kolekcji Gazety Wyborczej.
— Mirosław Bańko, PWN"
serdeczności z Janella
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Och, przez te klapki, zapomniałam powiedzieć, że dziękuję za przeczytanie E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Li, tak myślisz?
Więc, jak mam, jeśli mam, to się z chęcią podzielę serdeczności z Janella
E PS kolejna część za momencik
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Daria [Usunięty]
Wysłany: 2009-01-21, 19:44
zaciekawił mnie tytuł i wtargnęłam do opowiadania, które mnie wciąga z wielką siłą, idę do następnej...
Z przyjemnością zaliczyłam część pierwszą i brykam dalej. Fajnie się Ciebie czyta Elżbieto.
Tak sobie wędruję po zakamarkach, odświeżam pamięć.
Dziękuję, Lucy, za czytanie. Trochę czasu upłynęło od Twojego czytania i mojej przygody z Kazuki.
Serdecznie
e
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E