Wysłany: 2009-03-01, 22:15 Primus Inter Pares - Wiersze wolne i białe
Zapraszamy do głosowania!
Zagłosuj na jedną lub dwie prace (więcej głosów będzie ignorowanych).
Czas trwania ankiety: 14 dni, tj. do dnia 15 marca 2009 r. (do godz. 22:15)
• • •
*** czasem stąpam na palcach
czasem stąpam na palcach
w zakamarkach nie wykrzyczanego
wszystko albo nic
gdy kusisz
w zalotach ciszy
między my a obowiązek
bywam wybuchem dni
ze ściśniętego gardła
szelestem jutra
kocham
na wysokich obcasach
Dzień czwarty
Nie mam rąk czarnych od wyrzutów sumienia.
Tylko tak jakoś targa mną wiatr północny,
rozsiewa historie o rozkoszy.
Na moim ugorze nic nie wyrośnie.
Tutaj nie urośnie nic.
Nie znasz mnie, więc musisz uwierzyć na słowo proste
jak zielona łodyżka płonnika. Wierzysz?
A jednak czegoś mi brak.
Nie ma we mnie żadnych zatrutych strzał.
Nie ma ran, z których mogłaby wypływać krew.
Ciebie też nie ma.
Ale mógłbyś jak oblubieniec
wejść z orszakiem do krainy cedrów i być...
I krew popłynęłaby znowu w moich tętnicach.
To naprawdę nie miałoby sensu.
Wezmę jeszcze łyk siły na drogę
i wyjdę na balkon podlewać pelargonie.
Niech rosną w niebo modlitwą pobożną.
Może zabłąka się w nie jeleń szlachetny.
17.04.08r.
komu najbliżej do nieba
przystań na dachu świata, albo jeszcze wyżej,
na dachu świata splecionego ze snów,
jak ptaki bezdomne, na wiecznej gałęzi czasu
pomarańczowe szaty braci Kelsanga z Tybetu
widać stąd w śniegu jak słoneczne kwiaty,
słychać stukot kołatek,
coraz głośniejszy krzyk krwi i serc
mówił:
tam jest moje ja, miejsce mojej duszy,
na jedwabnych tankach z lotosem,
odebrane obcym językiem,
skreślane z mapy przez ponad pół wieku
mówią:
dzieci witają podróżnych po chińsku,
nie pamiętając o po, o bo, o ma
dla nich to wyblakłe wietrzne konie,
galopujące słowa na lungta,
że coś było i było inaczej,
tam niedaleko podniebnego Lhasa
na wietrze uparcie
z zapamiętaniem mantra powraca echem
"Om mani padme hum"
wirem kolorów słowa krążą z tłumem,
wokół świątyni Jokhang nieodwracalnie,
zawsze w prawo, jak ludzki zegar,
pod przeczystym niebem,
z paletą rozpędzonego damaru
tylko ja, tu przez chwilę obca,
idę pod prąd, mieszam nurt,
ale budzi mnie Budda o tysiącu twarzy
zaczynam rozumieć prośby,
spokój i milczenie dłoni odbijanych w glinianych csa-csa
nie mam nic i mam i będę miał wszystko,
kiedy wrócę pod niebo, które blisko nieba
mówi mój przyjaciel bez domu,
z Tybetu - Kelsang
2008.03.25
tanka – religijne malowidła na materiale
po, bo, sufiksy oznaczające rodzaj męski
ma - sufiks oznaczający rodzaj żeński
lungta – dosłownie "wietrzne konie", tybetańskie flagi modlitewne
Om mani padme hum – najpopularniejsza mantra buddyjska, nieprzetłumaczalna, dosłownie nawiązująca do Buddy i porównująca go do potęgi kwiatu lotosu
świątynia Jokhang - http://pl.wikipedia.org/wiki/Jokhang damar – mały, ręczny bębenek ze sznurkami
csa-csa – małe gliniane płaskorzeźby
Kelsang – imię buddyjskiego mnicha; poznałam go w 2001 roku i od tego czasu się przyjaźnimy. Kelsang od kilku lat pracuje w Dharamsala w północnych Indiach, dla organizacji Gu-Chu-Sum, zajmującej się pomocą dla byłych więźniów politycznych z Tybetu.
koperta znaleziona pod niebieskimi drzwiami
"W odpowiedzi na P... (tu nieczytelne) prośbę
odpowiadam z całym i należnym... (tu zamazane),
że mimo pokładanej nadziei nie podejmuję się zastępstwa.
Weekendy mam zaplanowane od dawna,
nie mówiąc o dniach powszednich i świętach ruchomych
zgodnie z przykazaniami i jest mi żal,
że nie wzięto tego pod uwagę wcześniej.
Pozycja wymagała poświęcenia, samotności,
skupienia i energii nadludzkiej. Także wyobraźni.
Świadectwa istnieją niepodważalne na to,
że obowiązki przyjęto bez warunków,
lub zmrużenia oka. Więc proszę się nie zasłaniać
zmęczeniem, słabymi wynikami i zniechęceniem.
Zarządzanie populacją ziemi nigdy nie było
łatwe w założeniu. Wymykanie się spod kontroli
proponuję załatwić odręcznie. Najlepiej
niezapowiedzianym końcem świata. Bez świadków.
Jako gest dobrej woli dołączam dysk
z nieograniczoną RAM i nową bazę danych -
- eksperymentalna wersja 1.1.
Winna wystarczyć na circa 2000 lat.
Z poważaniem... (tu nieczytelny podpis, odcisk palca,
zdjęcie tęczówki, zapach konwalii i próbka DNA)"
2007.05.15
Krzyk królewski
Nie potrafię już chodzić po świecie z godnością,
nie mogę nawet na czworakach.
Co ze mnie za zwierzę? – Takie chybotliwe.
Staję się więc pytonem i zaczynam pełzać.
Łzy zamieniają się w złote plamy,
możesz policzyć ile ich mam na łuskach.
Poznasz mnie dobrze, bo moje ciało to moja historia.
Dzisiaj w nocy znowu przyszli do mnie umarli.
Naznaczyli czoło olejem. Pachniało dzieciństwem.
Zaczyna świtać za oknem.
Ściany obserwują jak zwijam się z bólu
i niepewnie krzyczę.
W źrenicy chowam skórę węża,
obmywam twarz z popiołu
i wychodzę.
*** mówisz że jestem powodem bezsenności
mówisz że jestem powodem bezsenności
w pulsujących tutaj
i wspólnych śladach na ręczniku
znacząc jutro mokrym oddechem
kreślisz nasze na chwilę
kolejnym krokiem na kredyt
między wierszami zimnego trzeba
smakuj mnie bez planu
zanim zamknie się noc
tuląc ciszę
w niedozwolonym razem
chcę uwierzyć
że miłość jest jak deszcz
chociaż pora zamykać drzwi
niedomknięte drzwi
nie zapukasz nawet
usiądziesz w zagłębieniach myśli
z pragnieniami podwiniętymi
niczym nogi w fotelu
umoczysz usta przypadkiem
w nie wróżonych fusach
zanim spłyniesz spojrzeń nurtem leniwym
w szuwarach włosów przystani wypatrując
którą strawił ogień
zaprószonych przed laty namiętności
już nie powiem - zostań
ukojenie może znajdziesz
w lekkiej słonej bryzie
jak rzeki które nie potrafią zawrócić
Łódź.15.11.2006.
retrospektywnie
doba jak każda
ta sprzed dwudziestu
i dzisiaj
tak samo pachnie melancholią
snując pajęcze sieci
wtedy we dwoje
a osobno
w pustce stawiali kroki
mniej niż zero
monotonnie powtarzały ściany
dziś w zapomnieniu tamto
tylko nocnym koszmarem
niepewnością w codzienność
wrasta jak perz
lecz czasem
przystają wskazówki gdy puka słońce
rozlewając leniwe szczęście
rozszeptane w zaklęciach
doba wzrasta w poszumie
pieszczotą nieznaną
bezdrożami wiedzie
na chwilę
spełniając pragnienia
11.04.2008r.
to jeszcze nie wszystko miły
Powracam w oczy nadal zdziwione -
nie odpłynę, bo żywe i patrzą uparcie
prosto w błysk uda, i nagie ramiona.
Szepczesz miłość, a we mnie rodzi się strach -
przecież nie musisz kochać. Dałeś czyste
jezioro - a myślałam, że usnęło tego lata.
Znowu nie wiem, po prostu nie wiem,
jak falą wezbrać w twoich dłoniach,
jak zapatrzyć się w nagłe przypływy.
Wystarczy dojrzewanie księżyców
i miękkość ust nad ranem.
23.08.08 Sława
***umówiłem się z deszczem
umówiłem się z deszczem
na rogu w kwiaciarni pachnącej
różami i półmrokiem
nie przyszedł
zawiedziony parasol
nie rozwinął skrzydeł
szmerem kropel nie zagadał
poszliśmy w park
między drzewami
Radziwiłł Panie Kochanku przechadzał się
sam