Wysłany: 2009-11-17, 18:46 O B. i o N. ... część IV
część IV
- Nie lubię jeździć po ciemku, ale nie dało się wyjść wcześniej. Dawno się z nimi nie widziałem – mówił Kuba, gdy usiedli w kuchni.
- Rzeczywiście, to już prawie pięć miesięcy od Twojej ostatniej wizyty, synku – uprzytomniła sobie jego matka.
Mimo późnej godziny, jeszcze się nie kładła, czekała, żeby porozmawiać z synem. Zawsze lubili te nocne pogaduszki a teraz szczególnie, gdy wyjechał daleko i stały się rzadkością, wiele znaczyły dla obojga, jak długo wyczekiwane święto. O tej porze rozmawiało się lepiej niż za dnia, łatwiej znajdywało się słowa, przychodziły same, cisza domu uspakajała, podkreślana szumem wentylatora pod sufitem w przyległym pokoju. Z zewnątrz dochodziły przytłumione dźwięki przejeżdżających, o tej porze pojedynczych, samochodów, czasami dobiegał odległy sygnał pociągu.
- I co u nich? – pytała Natalia. – Co nowego?
- Wszystko dobrze. Kevin dostał lepszą pracę. Bliźniaki rosną.
- Widziałeś maluchy?
- Tak, jak przyjechałem, to akurat je karmili – Kuba odpowiedział z uśmiechem, przypomniawszy sobie dwie istotki, które leżały w osobnych, o wiele dla nich za dużych, łóżeczkach. – Powoli dochodzą do siebie.
- To dobrze. Wszystko się unormuje za miesiąc, dwa. Wcześniaki, to zawsze problem, na początku, a tu jeszcze bliźniaki – Natalia, patrząc na syna, gdy mówił o bliźniakach przyjaciół, zauważyła w jego gestach i tonie głosu, że chyba i on zaczyna myśleć o założeniu rodziny, a ona sama dorosła do miana babci.
- Tylko wiesz mamuśku, – Kuba nie wiedział jak zacząć, westchnął i spojrzał na matkę - jak wracałem miałem przygodę...
- Przygodę? – Natalia podniosła oczy na syna.
- Niestety... Zabiłem sarnę – mówiąc to, Kuba patrzył matce prosto w oczy, po chwili jednak spuścił wzrok i wolnym ruchem odsunął od siebie szklankę z pomarańczowym sokiem. Wiedział, zanim dojechał do domu, że szklanka zimnego soku będzie czekać niego na kuchennym stole, teraz jednak nie był w stanie nic przełknąć.
- Sarnę? Jak to się stało? Wyskoczyła na drogę? – Natalia nie mogła zatrzymać pytań.
- Nie wiem. Nie jechałem szybko. Nie, nie piłem – dodał, uprzedzając pytanie, czy przypadkiem, jakiś drink u Kevina i może dlatego... – Wiesz, że unikam alkoholu. Wyskoczyła, nagle, zupełnie nagle. Nie zdążyłem zahamować, zobaczyłem tylko oczy, jak niewidome, takie białe, szklane guziki, i prawie białe wnętrza uszu, mokry nos, cały pyszczek, jak na fotografii, jak w obłoku magnezji. Każdy włosek... Mam to ciągle przed oczami.
- Oj, to przykre, bardzo przykre – Natalia patrzyła na syna i zrobiło się jej żal, że coś takiego dała mu w prezencie letnia noc. Przypomniała sobie, że tylekroć zastanawiała się, czy nie warto byłoby zainstalować na samochodach gwizdków do odstraszania zwierząt. Podobno działają, podobno zwierzaki uciekają przed ich dźwiękiem. Ale słyszała też, że nie zawsze, bo w porach godów zamroczone chucią nie zwracają na nic uwagi, albo wtedy, gdy mają małe.
- Co z samochodem? – zapytała syna.
- Przyjechałem taksówką – odparł Kuba. – Samochód musiałem zostawić niedaleko od tamtego miejsca, bo po ujechaniu kilku metrów coś strasznie zaczęło w nim walić. Zresztą miałem tylko jedno światło, drugie jest rozbite...coś tam wisi u dołu maski, połowa przodu wgnieciona, boczne drzwi. Total mess. I am so sorry.
- Jestem okropna – odezwała się Natalia – Co za matka. Nieważny samochód, syneczku, ty? jak ty się czujesz? – Natalia, patrząc na Kubę, dopiero teraz uświadomiła sobie, że ten jego początkowy spokój, opanowanie świadczą o tym, że jest w szoku. Z opóźnieniem dociera do niego, i teraz do niej, co naprawdę się stało.
- Ja? Okej. Ja, dobrze. Smutny, zły. Zmęczony. You know, I am a big mess right now.
- Zły? Nie masz powodu – Natalia broniła syna. – Przecież mówiłeś, że nie jechałeś szybko, nie piłeś, to ona wyskoczyła na drogę.
- Taaak, ale jestem zły, że to mnie się musiało coś takiego przytrafić. Taka piękna sarna... I wiesz, mamuśku, jak już jechałem tą taksówką do domu, to myślałem, że tam było kiedyś tylko jej miejsce, jej prawo...
- Słuchaj – Natalia wstała od stołu, podeszła do syna i zaczęła głaskać go po głowie – w takich okolicach, jak nasza, to często się zdarza. Dzięki Bogu, że tobie nic się nie stało. Ludzie lądują w szpitalach, giną w takich wypadkach. Przecież to duże zwierzęta. Nie masz o co się winić. Czy ... czy wiesz na pewno, że ją zabiłeś? – dorzuciła.
Przez chwilę łudziła się, że może sarna oślepiona światłami, zatoczyła się tylko, ale zdążyła uskoczyć i wystraszona uciekła a Kuba mógł tego nie zauważyć. Tak też się zdarza, może i tym razem?
- Niestety, wiem. Jak wysiadłem, żeby sprawdzić co się stało, zobaczyłem ją, nie żyła.
- Bardzo mi przykro synku. Ale proszę nie myśl, że to twoja wina. One są nieobliczalne. Naturalnie - szkoda zwierzaka, ale nic nie poradzimy.
- Czy obudzić tatę? – zapytała Kubę.- Może chcesz z nim porozmawiać?
- Myślę, że nie. Nie ma potrzeby, nie teraz. Niech się wyśpi. Rano i tak muszę tam jechać, załatwić holowanie samochodu. Może wtedy będę potrzebował pomocy taty. No i co z ubezpieczeniem? – dodał, wzdychając.
- O to się nie martw. To wypadek losowy, zapłacą, może nawet wszystko.
- To dobrze. Ale i tak jestem zły na siebie – powtarzał Kuba. – Gdybym wyjechał wcześniej, jak było widno. Ale było tak miło, długo rozmawialiśmy, zupełnie jakbym nigdzie nie wyjeżdżał i te maluchy. Ech...- Kuba wstał od stołu i podszedł do balkonowego okna, patrzył w noc za oknem.
- Kubusiu, proszę – Natalia wiedziała, że będzie musiała co najmniej kilka razy powtórzyć synowi, że to nie jego wina, że nic nie mógł zrobić – przestań się winić. Najważniejsze, że tobie się nic nie stało. Wypij sok – Natalia pomyślała, że teraz nie ma sensu dłużej roztrząsać całej sprawy. Wstała od stołu, podeszła do syna, przytuliła go, pocałowała w czoło, wspinając się przy tym na palce.
- Dobranoc synku. Nie siedź długo.
- Dobranoc. Wezmę tylko prysznic, może szybciej usnę.
Jeszcze przez dobre pół godziny Natalia widziała w drzwiach swojej sypialni zmieniającą się smugę światła włączonego na dole telewizora.
Zasypiając pomyślała tylko, że noc ma swoje prawa, rządzi inaczej życiem człowieka, a inaczej życiem sarny.
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
wiesz, do mnie, do Łośna jedzie się 6 km lasem, później jeszcze 1 km duktem - naprawdę trzeba uważać - ale ponoć nawet całkiem powolna jazda może nie pomóc - sarna i tak może wskoczyć tuż przed samochodem z pobocza, dzik również... niekiedy widze je na poboczu - czaem całe stadko - wtedy wygaszam światła na postojowe i powolutku przejeżdżam - nie chciałbym by kiedykolwiek coś się wydarzyło...
wiesz, do mnie, do Łośna jedzie się 6 km lasem, później jeszcze 1 km duktem - naprawdę trzeba uważać - ale ponoć nawet całkiem powolna jazda może nie pomóc - sarna i tak może wskoczyć tuż przed samochodem z pobocza, dzik również... niekiedy widze je na poboczu - czaem całe stadko - wtedy wygaszam światła na postojowe i powolutku przejeżdżam - nie chciałbym by kiedykolwiek coś się wydarzyło...
Tak Marku, w moich okolicach jest wiele lasów mniejszych i większych, dużo saren, jeleni, też trzeba uważać. Czasem absolutnie się nie da uniknąć wypadku. Ludzie, nie tylko zwierzęta, giną w takich wypadkach.
Wzdłuż długiego odcinka bardzo ruchliwej, międzystanowej autostrady 55 do Chicago, ustawiono całe mile specjalnych płotów, żeby zwierzęta się oduczyły przebiegania na drugą stronę. Ludzie pewnie wygrają, zwierzęta będą się musiały podporządkować, ale może to ochroni sarny, jelenie, szopy przed kołami samochodów.
Gwizdki, które przyczepia się do samochodów, pomagają, odstraszają zwierzęta, ale podobno też nie zawsze.
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
artur bodler [Usunięty]
Wysłany: 2009-11-20, 12:00
Ja tylko ,,drapnę". Przeczytałem wszystkie części i czekam na next.
Ja tylko ,,drapnę". Przeczytałem wszystkie części i czekam na next.
To się cieszę, bo prawdę powiedziawszy zastanawiałam się, czy od czasu do czasu zaglądasz w moje strony serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
To się cieszę, bo prawdę powiedziawszy zastanawiałam się, czy od czasu do czasu zaglądasz w moje strony
co do mnie chyba nie masz takich wątpliwości
właśnie przyswoiłam kolejny unit Twojej prozy
i mimo niepokoju nurtującego bohaterów
poszło gładko
Dafne ja zawsze, zawsze mam wątpliwości, ale to podobno zdrowo
Dziękuję za przyswojenie serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E