POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Iluminacje - I-VIII
Iluminacje - I-VIII
Autor Wiadomość
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 28
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2010-02-14, 22:07   

norobob napisał/a:
cmok! cmok! :)

Robercie :)
cmok! cmok! :)
się nie zmieściła VII ...
wiedziałam, że to się stanie, ale nie wiedziałam dokładnie kiedy, nie włączyłam licznika.

Poza tym w świetle dzisiejszych dyskusji walentynkowych, wkleiłam VII z bardzo mieszanymi uczuciami :(
serdeczności
E
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
trafo 
Iwona

Dołączyła: 12 Maj 2009
Posty: 188
Wysłany: 2010-02-15, 10:51   

Przeczytałam z dużą przyjemnością.
Cieszy zapowiedź CDN.
Pozdrawiam :)
 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 28
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2010-02-15, 18:44   

trafo napisał/a:
Przeczytałam z dużą przyjemnością.
Cieszy zapowiedź CDN.

Trafo :) dziękuję.
Mnie przyjemnie, że zajrzałaś :)

Finał się pojawi niedługo, może nawet dzisiaj ;)
serdeczności
E
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2010-02-15, 21:11   

Gdzie ta siódemka , bo się zaplątałam :zdegustowany:
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2010-02-15, 21:15   

Na trzeciej stronie!
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2010-02-15, 21:23   

:)
 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2010-02-15, 21:46   

- Nie zapomnij o sprawozdaniu z seksu – żartuje na odchodnym Basia. Reszta przytakuje.
- Rzeczywiście, oczywiście, sprawozdanie. Na piśmie?


Czyżby to by miał być cd.? ;)
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 28
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2010-02-15, 21:51   

el napisał/a:
- Nie zapomnij o sprawozdaniu z seksu – żartuje na odchodnym Basia. Reszta przytakuje.
- Rzeczywiście, oczywiście, sprawozdanie. Na piśmie?


Czyżby to by miał być cd.? ;)

:hyhy:
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2010-02-15, 21:57   

No co? :hyhy:
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 28
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2010-02-15, 22:08   

Wszystko w odpowiednim czasie ;)
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
el 

Dołączyła: 16 Gru 2007
Posty: 8708
Wysłany: 2010-02-15, 22:10   

Jasne :D
_________________
kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 28
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2010-02-15, 23:18   Iluminacje - Część VIII - Finał

część VIII

Dla mnie martini

- Witaj, witaj kochana – mówi Waldek i całuje mnie, przytulając serdecznie do siebie. Wiem, że w tej samej chwili Danka robi filuterne oczy do mojego męża i oni też całują się po przyjacielsku na powitanie.

- Miałem trudny dzień. Niby tylko dwa zwykłe woreczki żółciowe, ale jeden facet był tak gruby – mówi Waldek.
- Oszczędź nam szczegółów – prosi Danka. – Jakiś poród? Bliźniaczki, albo trojaczki, to by było coś, nie woreczek.
- Poród był jeden, błyskawica. Dałem epidurę i szybciutko poszło. Piękna mamuśka – dodaje Waldek, żeby udobruchać Dankę.
- To co, wiara – wiara, to jego ulubiony zwrot – siadamy do stolika, czy zaczynamy od bufetu? – pyta.
- Może siądźmy, poczekajmy, aż będzie wiadomo, kiedy zacznie się tango – proponuje Danka.

Waldek z Moim godzą się pod warunkiem, że jednak będą mogli pójść na chwilę do bufetu.
- Oczywiście – mówię. - Jeśli zdążycie wrócić przed występem, to idźcie gdzie chcecie.

Nasi mężowie odchodzą.

- Znowu ładnie wyglądasz – mówi Danka z aprobatą. – Co prawda spodziewałam się jakiejś czerwonej kreacji.
Miły komplement, myślę sobie. Ubieramy się podobno dla siebie, dla innych kobiet, trochę dla mężów, ale podobno głównie dla siebie. Ostatnio jakoś mniej się stroję. Więcej niż dawniej siedzę w domu przez te zlecenia tłumaczeń, nie biegam po sklepach, nie łowię modnych nowinek na wyprzedażach. Trochę się znudziło, trochę brakuje czasu. Dzisiaj założyłam ulubioną czarną sukienkę i do niej duże bursztynowe serce. Już, już miałam założyć srebrne, grawerowane serduszko od naszego dużego, dorosłego, małego, ale w ostatniej chwili zmieniłam zdanie.

Wracają nasi mężowie, z kieliszkami, rozmawiając o ostatnim wypadzie na farmę Danki i Waldka, o polowaniu, z którego nic nie przywieźli, ponieważ mieli przykazane, żeby nie zabijać a jedynie polować.

Siadają przy stoliku. Rozmawiamy chwilkę i w pewnej chwili wszyscy zwracamy uwagę na telewizory zawieszone nad barem, słyszymy głos prezentera lokalnych wiadomości telewizyjnych. Na ekranie pojawia się "nasza" para z Panery. Spoglądam porozumiewawczo na Dankę.

- Nieprawdopodobne, wiesz, nie myślałam, że tak szybko będą mieli swoje piętnaście minut, nawet dwa razy po piętnaście – mówię.
- O czym mówisz? – pyta mój mąż.
- Widziałyśmy to na żywo. Byłyśmy w Panerze, kiedy to się działo – tłumaczę.
- Co? Co? – pyta Waldek, który akurat zajął się przeglądaniem menu i nie wiedział o czym mowa – Co widziałyście?
- Tych ludzi z tivi – mówi Danka. – Jakaś Andżelika Stevenson i on...
- Na przykład... może powiedzmy-Tom – dopowiadam, przypominając sobie, że tak właśnie dałam chłopakowi na imię.
- Oświadczył się tej Stevenson. Na oczach wszystkich – mówi Danka i jej oczy za okularami w fioletowych oprawkach błyszczą, trochę inaczej niż zwykle, a może mi się wydaje?
Nie jest sentymentalna, czego jak czego, ale tego jej nie można zarzucić.

- O kurcze – wykrzykuje Waldek – Ale odważny! A pamiętasz, Słoneczko – do Danki nigdy nie mówi po imieniu – jak ja się Tobie oświadczyłem? Pamiętasz?
- Oczywiście, że pamiętam, ale to było dawno.

Waldkowi błyszczą oczy, wydaje mi się, że naprawdę się wzruszył, ujął dłoń Danki w swoje wypielęgnowane dłonie lekarza.
- I ujął jej dłoń w swą! – udaję narratora – Popatrz, ujął jej dłoń – mówię do mojego męża, jakby go tu nie było i jakby nie mógł widzieć, co robi Danka i Waldek.
- Ech, przestań, się nie śmiej – karci mnie mój mąż i dodaje - Mogę ująć obie Twoje – żartuje i rzeczywiście ujmuje.

- Heeej gołąbki – budzi nas Waldek, wyciągając nas swoim głosem na powierzchnię, ratując ze studni spojrzenia, które po wielu latach małżeństwa rozumiemy oboje doskonale. – Co zamawiamy? Jakieś wino? Czerwone? Białe? Szampan?
- Dla mnie porto, poproszę bardzo – mówię do mojego męża.
- Ja martini – to Danka, lubi martini.
- Dla nas butelka tego samego? - wskazuje na półpełne już kieliszki - Czerwonego? – mój mąż kieruje to pytanie do Waldka.
- OK, się robi – Waldek zamawia trunki i jakąś przekąskę.

- To mówicie, że to było przy Was? Te oświadczyny? Co to było dokładnie? – mój mąż wraca do sceny z wiadomości.
- Tak, bardzo romantyczne, oświadczyny. Tyle ludzi, no wiesz pora lunchu, a on wcale się nie wstydził. Ona chyba tak, ale on wcale – relacjonuję.
- Ale potem szybko wyszli. Na pewno chcieli być sami. Nie dziwię się – dodaje Danka.
- Pobiorą się? – pyta mój mąż.
- Myślę, że tak – mówię – Po takich oświadczynach, po takiej reklamie dla Panery, muszą, nie mają wyjścia. Kawa i zestaw lunchowy na całe życie.
- I to było dla was romantyczne? – pyta mój mąż.
- O bardzo! – odpowiadamy obie z Danką.
- Może trochę za dużo świadków, ale romantyczne, a na pewno inne.

Każde jest inne, wyjątkowe, zapamiętuje się, nie zapomina, nawet po wielu innych ciepłych wspomnieniach.

Podchodzi kelner z trunkami. Gasną ekrany telewizorów, światła przygasają i nad parkietem rozbłysł reflektor. Zza kotary, którą dopiero teraz zauważyłam, zamocowanej chyba specjalnie na dzisiaj, wyszła dziewczyna...

... ciemno-karminowa suknia, zszyta z szerokich falban, które spływały prawie do ziemi, ciemnokasztanowe włosy, a w nich wpięta róża, karminowa jak suknia, długie rękawiczki zakrywające łokcie, czarne buty na niezbyt wysokich, dobrych do tańca, obcasach, czarna koronkowa chusta obszyta karminowymi paciorkami okrywała jej nagie plecy. Twarz miała bladą, podkreślaną światłem pojedynczego reflektora.

Twarz... czemu tak przeraźliwie smutna?

Dziewczyna usiadła na fotelu, ustawionym na parkiecie, zdjęła rękawiczki, zsunęła szal, wzięła do rąk kopertę z małego stolika i wyjęła list, przez moment czytała, później odłożyła białą kartkę i siedziała bez ruchu.

W tle słychać było Bolero Ravela. Dziewczyna siedziała. Bolero płynęło, nasilało się, przycichało, gasło, aż w końcu odeszło.
Ktoś mocno zastukał w blat stolika. Strumień światła przepłynął w drugi kąt sali, gdzie stał mężczyzna w śnieżnobiałej koszuli i granatowych spodniach. Dziewczyna wstała z fotela, mężczyzna wszedł na parkiet, zauważył list na stoliku, wziął go do ręki, podarł, na parkiet posypały się skrawki elektrycznie białego papieru, konfetti niepotrzebnych słów.

Zabrzmiało tango.

tańczyli,
a ja zamiast tańca widziałam słowa,
szepty wypowiadane w najbliższej bliskości,
gdy oddechy się mylą i mylą się ciała,
kiedy trudno odgadnąć,
czy to moja dłoń, czy Twoja,
gdy wszystko wiruje, i plącze się,
i staje się w nas cisza ogromna
do końca świata
i chce się, żeby jeśli już musi
świat dobiec do końca, to niech teraz dobiegnie,
bo nie będę się bała ciemności i ciszy,
smutku tam nie będzie na tym końcu drogi,
będzie róża zielona, zielona jak las,
który dla nas wyrósł
i po którym będziemy błądzić, szczęśliwi, bo razem...

Obudziły mnie brawa. Para na parkiecie kłaniała się, dziewczyna przebiegała, jak przyczepiona sznureczkami marionetka, to na prawą to na lewą stronę partnera, kłaniali się, zapaliły się światła.

Znikła zielona róża.

Fryzjerzy z McLean County

- Trzeba przyznać, że dobrze tańczyli – odezwał się Waldek.
- Dobrze. On był naszym nauczycielem, kilka lat temu – powiedział mój mąż.
Miał rację, też go poznałam. To on, ten mężczyzna w nieskazitelnie białej koszuli, nauczył nas tańczyć czaczę, fokstrota, sambę. Niski, drobny, o twarzy zwykłej, której się nie pamięta, za to pamięta się ciało, ruchy. Gdy zaczyna tańczyć, natychmiast pojawia się fascynacja tańcem, który jakby przerastał niewysokie ciało, rytmy które prowadzą przez życie.

- Jak Ci się podobało? – pyta Danka.
- Och, o, tak,tak podobało mi się. Naturalnie – ocknęłam się po mojej podróży, tańcu w lesie zielonej róży.
- Hej mała? Rozmarzyłaś się? – zapytał mój mąż.
- Nie, tak tylko, może ociupinkę, ta muzyka... Wiecie, Bolero zawsze robi na mnie ogromne wrażenie, większe niż najpiękniejsze tango – odparłam.

Kelnerzy tymczasem zaczęli roznosić przekąski, wodę w szklankach. Na salę weszła dziewczyna z bukiecikami miniaturowych różyczek.

- Dzisiaj będzie miała dobry zarobek – skomentował pojawienie się kwiaciarki Waldek.- Ale nie ode mnie – zaśmiał się.
- No jasne – powiedziała Danka – Przecież to wstyd kupić tak publicznie kwiaty swojej żonie.
- Słoneczko! Nie wstyd, ale po co? To takie przewidywalne – odparł Waldek.
- Oczywiście, bo dla was mężczyzn, w pewnym wieku, romans jest niemodny – odezwała się Danka, która czasem nie mogła się powstrzymać i chciała, by do niej należało ostatnie słowo.
- O, miła oso, w pewnym wieku? O jakim wieku mówisz? – mój mąż próbował obrócić wszystko w żart, dodając - Modny, Danko, modny.

Zajęliśmy się sałatą, wybieraniem sosów, przypraw. Kątem oka zauważyłam, że na ulicy zatrzymała się duża limuzyna. Danka również to zauważyła.

- Tego jeszcze brakowało. Znowu jakieś zaloty – powiedziała Danka. - Może trzeba było zostać w domu? – w jej głosie brzmiało zniecierpliwienie, ale i przekora.

Obie patrzyłyśmy z ciekawością, kto wysiądzie z samochodu. Najpierw wyszedł kierowca, otworzył drzwi od strony chodnika. Z wnętrza wysiadł mężczyzna w smokingu. Stanął na chodniku, po chwili wysiadł drugi również w smokingu, i trzeci, i czwarty. Kierowca zniknął z pola naszego widzenia, czterej panowie także zniknęli.


Kelnerzy właśnie zaczęli roznosić zupę, rozstawiali przenośne tace na podstawkach w przejściach między stolikami. Rozłożyłam czerwoną serwetkę na kolanach, wypiłam łyk wody z oszronionej szklanki i jeszcze raz w pamięci przetańczyłam sceny z tango na parkiecie. Serwetka z kolan zsunęła się na podłogę. Mój mąż chciał się po nią schylić, ale zatrzymałam go spojrzeniem: dziękuję, ja sama, jesteś taki miły.

Gdy podniosłam głowę, przy naszym stoliku stali czterej panowie w smokingach...

Central Station biła brawa. My nie wiedziałyśmy co ze sobą zrobić. Wejść pod stolik, wyjść z sali, zasłonić purpurowe twarze czerwonymi serwetkami? Nie było sensu, po co właściwie? Jesteśmy dojrzałymi kobietami, mężatkami od lat, zawstydzić nas? jak jakieś dzierlatki.

Zasłonić się? Schować? Przed czym? przed romansem? Takim otwartym? Szczerym i ciepłym? Przed kwartetem w smokingach, który dla nas, i właśnie, kiedy? no kiedy ich zamówili?

specjalnie dla nas, tutaj, dzisiaj z tymi amorkami, tangiem, świecami, mini-różyczkami, dla nas przyjechał, ten kwartet, na czas, specjalnie, żeby nam wyśpiewać, że nie, że to jeszcze nie koniec, że wszystko, tak dużo wszystkiego przed nami, że za nami to dopiero początek, wąska ścieżka, dalej aleja obsadzona słodko pachnącymi wiśniami, magnoliami.

Fryzjerzy z McLean County śpiewali dla nas o miłości, nasi mężczyźni, mężowie, którzy nie wstydzili się swojego zakochania, nie kryli twarzy za serwetkami, siedzieli dumni z siebie, z nas, z tego, że są zawsze młodzi, że tak się im udało zaskoczyć, zadziwić, że nie tylko Andżeliki i powiedzmy-Tomowie wiedzą, co to romans, co to znaczy zaskoczyć swoją żonę, wzruszyć do łez, przypomnieć o tym, jak się poznawało życie we dwoje, lata temu w jakże innym świecie a przecież zupelnie takim samym.

Powtórka filmowa

- Mateusz!? Mateuszu! Gdzie jesteś? Nawet nie rozpakowałeś swojej walentynki – woła Natalia z kuchni. Na stole leży nietknięte zawiniątko w czerwonym, błyszczącym papierze.
- Przepraszam. Za chwilę. Mówiłaś, że mam się nacieszyć po powrocie. Ciekawe co...- jednym ruchem rozrywa opakowanie.
- The Man and The Woman... – czyta na głos. – A jednak – mówi.

Oczy Natalii wilgotnieją.

"szabadabada szabadabada
wciąż mi cię za mało
szabadabada za mało szabadabada
Jak to się stało? przypomnij mi..
."

The End... Fin... Koniec...

Chwilowy.

© Elżbieta
piętnastego dnia lutego 2010 roku
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
trafo 
Iwona

Dołączyła: 12 Maj 2009
Posty: 188
Wysłany: 2010-02-16, 08:22   

Poczytałam. Miły początek dnia :)
Pozdrawiam :)
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2010-02-16, 19:02   

Ano, poczytałem!
Fantaziorka z Ciebie! W pozytywnym sensie tego słowa - to oczywiste!
A wiesz, że Bolero skomponował M. Ravel zupełnie przypadkowo? Trochę jest "historii" wokół tego utworu...
A z Twojego zapisu najbardzieszy dla mnie ten z czasu kiedy tańczyli one tango :) (ciekawe jakie!, które!może znane?)
Elżbieta napisał/a:
tańczyli,
a ja zamiast tańca widziałam słowa,

...
żeby nie przytaczać całości...
A tak w ogóle za całość i końcowkę (z tangiem, z tangiem nade wszystko!!) :padam:
 
 
Abi 


Dołączyła: 31 Gru 2008
Posty: 4286
Wysłany: 2010-02-16, 20:10   

Elżbieto,
jestem po seansie Fotos
zostałam, aż ześlizgnął się końcowy napis
resztę będę dozować
jak niecierpliwy czas :)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Iluminacje - I-VIII


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo