O, widzę ciebie, jak blask w pomarańczy,
kiedy się ją rozkrawa -
twoja cisza oświetlała źrenice
z daleka, nie tknąwszy jeszcze,
jakbyś patrzyła
jeszcze spoza źrenic -
tam, w głębi,
gdzie gorąco i czerwień.
Jakbyś ramionami i szyją
tłumaczyła moim ramionom,
gdzie w bliskości jest mijanie się,
i czy to było krzywdzące,
kiedy było
cichsze od ramion, cichsze od szyi, cichsze od rąk.
Więc jak otwarte lufciki zapamiętałem
wszystkie twoje imiona dziecięce,
znałem je tylko ja i pozostały
jak śnieg na zewnątrz
zatrzaśniętej bramy -
cichsze od śmierci
i cichsze od ciebie.
Tutaj
niczym leśny matecznik umiłowaliśmy
naturę schowków
strzegących człowieka
i życie uchodziło w siebie jak droga w las
i hieroglifem jego zaczęło mi się wydawać
słowo "tutaj"
które oznacza i ziemię i niebo
i to co w cieniu
i to co naoczne
i to czym dzielić się w wierszu nie umiem
i rozwikłanie sekretu nieśmiertelności
nie wyżej stoi od rozwikłania sekretu
krzaka rozświetlonego w noc zimową -
białych gałązek nad śniegiem
cieni czarnych na śniegu
tutaj wszystko odpowiada sobie wzajem
językiem pierwotnej wzniosłości
jak odpowiada część życia
przyległej niezniszczalnej części
tutaj na końcach złamanych gałęzi
ucichłego sadu
skrzepów pokracznych soku nie szukamy
do świątków frasobliwych tak podobnych
obejmujących ukrzyżowanego
w wieczór nieszczęścia
i słowa ani znaku nie znamy
które by wyżej stały od innego
tutaj żyjemy tu jesteśmy piękni
i tutaj milknąc zawstydzamy jawę
lecz jeśli pożegnanie z nią jest twarde
to i w tym także uczestniczy życie
jako władza konturu i wieczna nowina