Wysłany: 2010-05-24, 18:49 Na razie bez tytułu - czy ktoś może poprawić interpunkcję ?
PRZEDSŁOWIE
Drogi odbiorco .
Nie mam pewności czy jest to mądre posunięcie, ale skoro to czytasz - z własnej i nieprzymuszonej woli - zostałeś właśnie czytelnikiem dziwnej księgi.
Dziwnej nie z powodu tego jak jest napisana, ale o czym opowiada. Dziwnej , bowiem jej zamiarem jest sprawienie, abyś poczuł się dokładnie jak autor.
Autor , który spisując wszystko to, co księga zawiera, czuł się dokładnie tak jak czytelnik.
Nie wydaje mi się, abym pominął cokolwiek o czym – z racji bycia człowiekiem inteligentnym – nie pomyślałeś chociaż raz w życiu.
Jeśli jednak odnajdziesz taką rzecz, będzie to najlepszym dowodem na to, że sam mógłbyś z powodzeniem napisać to, co za chwilę przeczytasz. A zatem zostałeś czytelnikiem wyłącznie z lenistwa. Pomijając skomplikowaną sytację w jakiej się właśnie znalazłeś , o jednej rzeczy mogę cię zapewnić, niemal w stu procentach.
Niezależnie od tego czy owa księga przypadnie ci do gustu, czy nie, jej kontynuacja nigdy nie powstanie. Nie będzie żadnej części drugiej. Powód jest prozaiczny. Książka powstaje na bieżąco – jeśli dobiegnie końca, będzie on oznaczał również koniec autora .
Zatem, kolejna część nigdy nie powstanie.
W każdym razie ja nie napiszę jej na pewno.
Cała sprawa z pisaniem jest wystarczająco skomplikowana. Zdaje się, że to jednak dopiero początek. Postaram się skomplikować twoje czytelnicze życie aż do granic absurdu .
Aby przez to wszystko przebrnąć, będzie ci potrzebna tak wielka cierpliwość, jaka towarzyszyła twórcy przy pisaniu.
Drogi przyjacielu – słodka przyjaciółko :
Jeśli zamierzasz poświęcić swój krótki, bezcenny czas, na czytanie tych " dziwacznych koncepcji ", sprawiasz mi wielki zaszczyt .
Nie ma pewności czy jest to dobre posunięcie, ale skoro to czytasz ....
L.G.
Rozdział 1
ODPRAWA
Każdy z nas ma jeszcze swój własny adres na Ulicy Sezamkowej.
Nie ma niczego zdrożnego w dopuszczaniu do kidnapingu czasu. Nikt nie żąda okupu za złudznia i przemyślenia. Każdy czuje tak mocno i tak bardzo, jak tylko jest do tego zdolny.
Stopnie owej wolności bywają różne. Odczuwam je dotkliwie.
Najdotkliwiej wtedy, kiedy “ ona “ maszeruje owinięta tylko kołdrą na górę. Ja zostaję na dole. Z walizką świętego spokoju, którego tak pożądam, a który właśnie w tym wypadku smakuje mi najmniej .
Niczego nie zmienia fakt, że walizka dynda dziwacznie pomiędzy nocą a powiekami.
Jeśli nie czujesz jeszcze ochoty na sen, z pewnością ucieszy cię to dyndanie.
Jeśli chce ci się spać – bedzie cię najzwyczajnie wkurzać .
Jak ulubiony film, który właśnie dobiegł końca. Po ostatnim napisie, który pojawi się na ekranie jesteś już siłą rzeczy, skazany na bajki. Tracisz kartę biblioteczną i nie możesz wypożyczyć żadnej książki, a przecież czytać uwielbiasz ponad wszystko.
Twoją wolną wolę trafia nagły szlag. W głowie słyszysz dźwięki. Nagłe i bezustanne.
Odpraw to, jak chcesz. Odpraw to z wielkim ciężarem, albo pozostaw spadaniu.
I jak ci się podoba ta akrobatyczna pisanina ?
Jest całkiem nieżle, jak na początek czy zupełnie do kitu ?
Będziesz się teraz cały ( cała ) wzbraniał przed odczuciem, że czujesz się własnie w ten sposób ,ale uwierz mi – nie potrwa to zbyt długo.
Wtedy postanowisz:
• zostać i poczekać na kolejną dawkę podobnych do siebie, pozornych durnoctw.
• Nie zostawać, bo wcale cię nie interesuje to, co zostanie dalej napisane.
W obu przypadkach musisz się wykazać wrażliwością specyficznego rodzaju.
Kto wie - może nawet uwarunkowaną genetycznie?
W obu przypadkach baw się dobrze, przyjacielu.
Zabawiaj się przednio, przyjaciółko.
Jakiż power?
Jakiż entuzjazm cię tu czeka?
Czy poznałeś już króla zmierzchu? Czy podałeś mu swoją świecę? Czy pamiętasz jej płomie?
Zawsze kończy dzieło niepamięci i kąpie wszystko w morzu minionego. Czy to coś złego ?
Życie w stereo?
Kanał prawy – wszystko to, co było. Kanał lewy – wszystko co będzie. Środkowa separacja - to co jest właśnie odtwarzane.
Wszystko co będzie, gra ostre solo. Pod jego naporem spadasz z wysokiej skały. Łamiesz ręce i nogi, a potem mając to gdzieś, zaczynasz czuć się bezpieczny. Po locie w dół wszystko wygląda inaczej. Dojrzewanie przez "czas" przestaje być czymś idiotycznym. Sprawia, że przestajesz zastanawiać się nad schematem dobrego i złego końca ]. Przypominasz sobie o tym dopiero w kinie a potem i tak zawsze czujesz, że mierzysz zbyt wysoko. Ręka drży ci za każdym razem, kiedy przykładasz się do celowania. Obojętnie w co mierzysz i z czego. Od czasu do czasu odzywa się także kręgosłup. Wtedy już nie zabijasz, a tylko zatajasz. Taka " ewakuacja serca i duszy ". Czas, kiedy Philip Morris przegrywa na całej linii, choć jego ostateczne zwycięstwo jest nieuniknione.
Mam trochę radości z tego, że pozwalam sobie na takie wyzwania. Pozwalam sobie na wszystko, co dotyczy " dzieci " tego świata. Pozwalam sobie na płacz, czytając listy od przyjaciół. Ostatniej zimy odkryłem, że nawet śnieg służy miłości.
"Ona" miała krótkie włosy, długie nogi, i sporo rozumu w głowie. " On" miał nad nią tylko przewagę wyobrażni. Był prawdziwie prawdziwy, chociaż taki stan cuchnie fałszem na odległość.
Kochali się szybko, dziko i namiętnie na dwudziestu centymetrach białego puchu. Stos scenarzystów, stylistów i techników wytrzeszczał oczy ze zdumienia. Sztuka uwielbia poczucie humoru. Nie jestem do końca pewny czy jest to akurat prawdziwe?
Ostatnio słyszałem, że prawdziwy jest tylko Michał Wiśniewski Michał Wiśniewski jest, kurwa, bardzo prawdziwy . Wypada pełnić dyżur obok tej jego prawdziwości. Stos zielonych banknotów też jest prawdziwy. Ja jestem prawdziwy i ty też jesteś prawdziwy. Absolutnie bezinteresownie.
Jak dzieci karmione piersią wdzięczności, choć porwane bardzo dawno temu.
cdn...
_________________ " Każdy dzień to takie małe życie "