Wysłany: 2010-06-03, 06:19 Nie budźmy ryb, bo najzwyczajniej odfruną
Nie budźmy ryb, bo najzwyczajniej odfruną
Takie chwile zostają, wczepiają się podskórnie, albo przylegają jak łuski, przezroczyste, niezauważalne, dopiero w świetle, pod kątem, gdy słońce, wtedy widać, że są. Pancerz, który się nakłada się, a i zdejmuje powoli, milimetr po milimetrze, podważając paznokciem, żeby nie zniszczyć wymyślnego wzoru. Łuski można schować w portfelu, na długie lata szczęścia.
Wyszli z domu, gdy było już zupełnie ciemno. W śniegowych ramach nawet najciemniejszy wieczór jaśnieje. Świat przekrojony na pół, jak yin i yang, jak walka czerni z bielą, pochłaniające się z upartą wzajemnością smoki, jak na chińskiej rycinie, kotłują się raz nad, a raz pod.
Kobieta i mężczyzna szli wąską ścieżką, prowadzącą wzdłuż uśpionego osiedla. Cisza skrzypiała mrozem, kłuła zamarzającymi igłami w nosie, szurała śniegiem pod stopami, usuwała się na boki w niewysokie zaspy. Ciągnęli za sobą spore drzewko, rozebraną ze świecidełek choinkę, która po kilku tygodniach świętowania w domowym cieple miała zmienić miejsce życia.
Przydatność drzewka była oczywista. Najpierw w lesie, zielone mieszkanie dla zwierzaków, owadów, cienia, aromatów. Później ścięta, czekała na placyku na przygarnięcie przez kogoś, dla kogo była tym jedynym na okazję najpiękniejszym drzewkiem. Tej nocy miała zamieszkać z rybami.
Kobieta co chwilę podnosiła głowę, rozglądała się po niebie. Było czarne, skrzyła się na nim Ursa Minor, natomiast od południowego zachodu podpinały je gwiazdy z konstelacji Auriga. Sprawdziła nazwy na fosforyzującej mapie, jaką kupiła kiedyś synowi, wtedy jeszcze małemu chłopcu, żeby zaciekawić go kosmosem, wszechświatem, w którym ludzie byli maleńkimi iskierkami, zapalonymi przez boga, w którego po swojemu wierzyli, którego tworzyli.
Wyszukiwacz gwiazd był zrobiony z tektury. Napis w górnej części sporej wielkości kwadratu głosił: Luminous Star Finder with Zodiac Dial. Podpisany był też dziecięcym charakterem pisma, na wszelki wypadek, bo przecież jeśliby się zawieruszył, to miał większą szansę wrócić do prawowitego właściciela, który - dzięki tej prostej w użyciu mapie - orientował się w swoich nocnych wędrówkach po niebie.
Już nie pamiętała dokładnie, co powiedziała małemu, gdy dawała mu Star Finder, może coś takiego:
- Widzisz, to bardzo proste. Staniesz twarzą na północ, ustawisz tarczę. Przy dobrej pogodzie, każda noc, synku odkryje swoje tajemnice. Będziesz dokładnie wiedział, gdzie jesteś: tu na ziemi i tam na niebie.
Tarcza przedstawiała uproszczone niebo, schemat najbliższego wszechświata. Na jej obrzeżach zaznaczone były miesiące, dni, godziny, a na samej tarczy nazwy konstelacji, pojedynczych gwiazd. Wierzchnia część, z okienkiem, służyła za peryskop, który nastawiało się na wybrany odcinek nieboskłonu.
- Tu Auriga, a Arcturus po przeciwnej stronie – mówiła kobieta.
Mężczyzna przystanąwszy, otupywał śnieg z butów.
Ciągnięte lekko udeptaną ścieżką drzewko oblepiły kryształki lodu i śnieg, co sprawiało, że stawało się coraz cięższe. Na szczęście do celu było niedaleko.
Kobieta i mężczyzna przystanęli. Przed nimi był duży staw, który w zimowym krajobrazie, po wielu bardzo mroźnych dniach nie przypominał stawu, lecz duże, zasypane śniegiem pole, zimową arenę. Zatrzymali się tuż przy niewidocznym w ciemności brzegu.
- Czy myślisz, że lód wytrzyma? Nie boisz się? – zapytała kobieta.
- Jak wejdziemy dalej, to się okaże – odpowiedział mężczyzna.
Staw wyglądał jak biała, zaokrąglona arena, na której usypano śnieżne pagórki. Pomiędzy pagórkami widać było ciemne nieregularne plamy, błyszczące oleistą czernią.
W oddali słychać było syrenę karetki pogotowia.
- Ciekawe, czy zdążą? – zamyśliła się kobieta.
- Kto? – zapytał mężczyzna – O, mówisz o syrenie? Na pewno, czemu mieliby nie?
Wypuścił z ręki ciągniętą choinkę i zostawiwszy kobietę przy brzegu sam ruszył w stronę środka stawu, ślizgał się na wymyślonych, niewidzialnych łyżwach, rozsuwając wierzchnią warstwę śniegu. Przystawał co chwilę, przytupując, napierając na czarną taflę ciałem, sprawdzając grubość lodu, wsłuchując się w dźwięki pod stopami.
- Jest bezpiecznie – powiedział po jakimś czasie do kobiety.
Wrócił na brzeg i razem weszli na taflę, ciągnąc za sobą drzewko, które teraz na gładzi lodowej zrobiło się dużo lżejsze, poddawało się, zupełnie jakby spieszyło się do nowego domu.
- Myślę, że wystarczy, nie warto iść dalej – odezwał się mężczyzna, gdy dotarli prawie na sam środek stawu.- Tu powinno być na tyle głęboko, że jak tylko się ociepli, zatonie.
- Pewnie masz rację – odpowiedziała kobieta.
Szła o jeden mały krok za mężczyzną, pomagając ciągnąć drzewko, które w blasku śniegu iskrzyło zaplątanymi cienkimi resztkami włosów anielskich. Przed wyjściem z domu starali się zerwać jak najdokładniej ich nici, żeby nie zaplątały się w nie ryby, jednak trochę srebrnych włosów zostało na gałązkach.
- Położymy? – zapytała.
- Nie wiem. Jak myślisz?
- Spróbujmy postawić, będzie ładnie wyglądać – odparła.
Ustawili choinkę pionowo, przysuwając śnieg do zostawionego u podstawy, przykręconego drewnianego stojaka.
Z daleka wyglądali jak pozytywka w szklanej kuli, snow globe. Ona w białej puchatej kurtce, białej czapce i w białych rękawiczkach, on w czerwonym grubym swetrze, w czapce ze śmiesznym pomponem - o który poprosił, żeby mu zrobiła z kolorowej włóczki, bo kiedyś miał podobną, gdy był mały, bardzo mały i chodził z bratem do parku na sanki - a między nimi choinka, rozebrana ze świecidełek, połyskująca resztkami srebrnych włosów, aniołów, które odleciały w daleką podróż do następnych Świąt.
Woda żyła. Nie było tego widać z powierzchni, bo gruba warstwa śniegu i lodu zasłaniały taflę. Ale pod spodem grało życie, pływały drobne żyjątka, rośliny, ryby, przysypiające w ten zimowy czas, kiedy górna warstwa stawu zamarza. Pływały we śnie, marzyło im się światło, przefiltrowane okruchy słońca, wpadające w algi, toczące się po większych głazach i mniejszych kamieniach. Pływały śpiąc, śniąc, poruszając płetwami, ogonami, pyszczkami, w rozmowach o zimie, dającej chwile wytchnienia, im, rybom, teraz mogącym spać, drzemać do woli, bezpiecznie ukryte w wodzie, przykryte lodem, śniegiem, bez strachu przed haczykami, które nigdy nie wyglądają tak samo i dlatego nie wiadomo kiedy uciekać i nie wiadomo, kiedy nie łakomić się na coś, co pociągnie za sobą nieuniknioną podróż na nieznaną powierzchnię i jeszcze bardziej pewną śmierć.
Gdy staw odmarznie, gdy lód puści, ryby dostaną niespodziewaną zabawkę - choinkę z anielskimi włosami, podwodną bajkę, choinkowe święto. Czy ryby dostają spodziewane zabawki?
- Ładnie wygląda – kobieta odeszła kilka kroków od choinki, żeby się przyjrzeć drzewku w nietypowym miejscu,
- Ładnie – potwierdził mężczyzna.
- Wracamy? – zapytał. – A może chcesz się poślizgać?
- Dobrze, chwilkę i wracamy.
Na środku zimowego stawu, na czystej tafli czarnej jak smoła, w której odbijały się zmarznięte gwiazdy, ślizgały się dwie postacie, krążyły wokół choinki, a ta już wspominała ciepło domu, zapach kompotu ze śliwek, i anioły, co pogubiły srebrne włosy, w popłochu odlatując w swoje anielskie strony.
- Zrobimy snow angels? – zapytała kobieta.
- O! Jaka odważna – odpowiedział mężczyzna. – Dopiero co nie chciałaś wejść na lód – dodał.
- Ale weszłam – uśmiechnęła się.
Usiadła ostrożnie, on niedaleko przy niej. Położyli się na śniegu, blisko siebie, ale na tyle daleko, by sobie nie przeszkadzać, dotykając się tylko czubkami palców.
Anioły, śnieżne anioły, zmącony śnieg skrzydłami ramion, czarne odbitki leżących w białej zaspie ciał, ponad nimi Auriga i inne bezimienne iskry. Yin-yang, yin-yang, yin-yang.
- Wiesz, chciałabym zapamiętać to miejsce, noc – powiedziała kobieta, gdy zeszli z lodowej tafli na ścieżkę prowadzącą w stronę oświetlonego osiedla. – Są takie chwile, które chciałabym zatrzymać na zawsze, zostać w nich. Takie zwykłe, niezwykłe.
- Ech romantyczko, są twoje – na zawsze.
- Tak, tak. Chodźmy, robi się zimno – odpowiedziała, jakby chciała zasypać śniegiem, zatuszować swoje słowa.
Pomyślała też o czymś, co nie dawało jej spokoju, gdy tańczyli wokół drzewka, a i później, gdy tak leżeli oblepieni śniegiem, zostawiając na tafli negatywy siebie - snow angels.
- Lepiej nie budźmy ryb, bo najzwyczajniej odfruną.
Nie powiedziała tego na głos. Tę chwilę zostawiła dla siebie.
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Cóż ja biedny "bezwenowy" mogę napisać?
To takie sobie cudeńko śniegowo-nocno-gwiezdne z dodatkiem DWOJGA! O co moja zazdrość!
A on tu leży, kaszle, kicha, smarka - a za oknem słoneczko - pierwsze od kilku dni!
A nie mógł się go doczekać i rowerkiem lasami w deszczu jeździł. Teraz ma. Za swoje!
Dzięki za ten tekst - trochę mnie "rozświetlił"!A może nawet trochę więcej niż trochę!
Pozdrowienie!
PS.
A swoją drogą to trochę szkoda choinki. Jak sie roztopi lód i śnieg to będzie pływała jakiś czas po powierzchni. Wiatr ją będzie to tu to tam "przeżeglowywał". Skończy gdzieś na brzegu pośród szuwarów... Chyba że przytwierdziliście obciążnik - wtedy sobie "postoi" w wodzie i rybki będą miały uciechę!
Ot. taka dywagacja.
Cóż ja biedny "bezwenowy" mogę napisać?
To takie sobie cudeńko śniegowo-nocno-gwiezdne z dodatkiem DWOJGA! O co moja zazdrość!
A on tu leży, kaszle, kicha, smarka - a za oknem słoneczko - pierwsze od kilku dni!
A nie mógł się go doczekać i rowerkiem lasami w deszczu jeździł. Teraz ma. Za swoje!
Dzięki za ten tekst - trochę mnie "rozświetlił"!A może nawet trochę więcej niż trochę!
Pozdrowienie!
PS.
A swoją drogą to trochę szkoda choinki. Jak sie roztopi lód i śnieg to będzie pływała jakiś czas po powierzchni. Wiatr ją będzie to tu to tam "przeżeglowywał". Skończy gdzieś na brzegu pośród szuwarów... Chyba że przytwierdziliście obciążnik - wtedy sobie "postoi" w wodzie i rybki będą miały uciechę!
Ot. taka dywagacja.
Marku no przecież, przecież napisałeś i dziękuję za Twoje niemilczenie.
I niechże Cię to kichanie, smarkanie, zziębnięcie opuści, życzę Ci z całego serca.
Opowiadanie chodziło za mną od jakiegoś czasu... Zainspirowane chwilą, obrazkiem trochę przeżytym, trochę wymyślonym...
Choinki - tu taki zwyczaj w niektórych miejscach - wrzuca się do stawów, żeby ryby miały wzbogacone środowisko, żeby miały gdzie się mnożyć, chować, odpoczywać, w gałęziach, jak ptaki...
buźka i malinowa herbatka na katar
wiosennie
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Choinki - tu taki zwyczaj w niektórych miejscach - wrzuca się do stawów, żeby ryby miały wzbogacone środowisko, żeby miały gdzie się mnożyć, chować, odpoczywać, w gałęziach, jak ptaki...
Acha!
Teraz jasne! Wytłumaczone.
Tylko jakby z całego osiedla.... albo chociaż bloku jak u nas to by dla rybek miejsca nie starczyło. Więc niech ten zwyczaj tam już zostanie. Nie będziemy rozpowszechniać.
Choinki - tu taki zwyczaj w niektórych miejscach - wrzuca się do stawów, żeby ryby miały wzbogacone środowisko, żeby miały gdzie się mnożyć, chować, odpoczywać, w gałęziach, jak ptaki...
Acha!
Teraz jasne! Wytłumaczone.
Tylko jakby z całego osiedla.... albo chociaż bloku jak u nas to by dla rybek miejsca nie starczyło. Więc niech ten zwyczaj tam już zostanie. Nie będziemy rozpowszechniać.
Noooo, może nie
Tu osiedle, w moich okolicach, to wiesz, domy, domki, kilkadziesiąt, czasem i mniej, wiele osób kupuje sztuczne choinki a takich się do stawów nie wrzuca. Nie wrzuca się też sypanych sztucznym śniegiem, czy malowanych.
A ryby się dziwują i cieszą, chyba wiosennie
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
który nakłada się, a i zdejmuje się powoli, - się drugie bym sobie darowała
Tu bym widziała tak:
Świat przekrojony na pół. Jak jing i jang, jak walka czerni z bielą, pochłaniające się z upartą wzajemnością smoki, jak na chińskiej rycinie - kotłują się raz nad, a raz pod.
szli wąską żcieżką, - lterówka
która po kilku tygodniach świętowania w domowym cieple, miała zmienić miejsce życia. - zbędne przecinkowanie po: miała
Będziesz dokładnie wiedział gdzie jesteś- przecinek przed gdzieś
dni, godziny a na samej tarczy - przecinek przed a
że, jak tylko się ociepli, - zbędny przecinek przed jak
Pomiędzy pagórkami widać było ciemne, nieregularne plamy -chyba z przecinkiem
Ciekawe, czy zdążą? - bez przecinka
że, jak tylko się ociepli - bez przecinka
Ale pod spodem grało życie, - Pod spodem
które nigdy nie wyglądają tak samo i dlatego nie wiadomo kiedy uciekać, i nie wiadomo ,kiedy nie łakomić się na coś, co niesie ze sobą nieuniknioną podróż na powierzchnię , i jeszcze bardziej pewną śmierć - chyba tak
Wolałabym:
Gdy staw odmarznie, gdy lód puści, ryby dostaną niespodziewaną zabawkę - choinkę z anielskimi włosami, podwodną bajkę, choinkowe święto
odpowiedział – Na zawsze. lepiej duza literą to Na
Pomyślała też o czymś, co nie dawało jej spokoju, gdy tańczyli wokół drzewka - brak kropki
A pomysł na sześć
_________________ kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
Dziękuję, El
No, no mi się udało dwa razy zajrzałaś
Tekst świeży, to mam na usprawiedliwienie niedociągnięć przestankowych i innego kalibru. Wrócę i naniosę poprawki.
Jeszcze raz dziękuję.
wiosennie
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Jej... A skąd wiesz, że dwa razy? Obróciło mi się na prozę, więc kukam ciekawa nowości
dwa posty miałam na myśli, więc sobie pomyślałam, że dwa razy zajrzałaś
Gdzieś czytałam Twoją uwagę, że "przeszłaś" na prozaiczną stronę. Podziel się tym, co piszesz. Chyba że nie możesz, że szuflada jedynie, albo wydawca kusi?
Poprawki naniosę jutro - u mnie jeszcze dzisiaj, niebo wchodzi przez świetliki a świetliki - te skrzydlate - przyklejają się do szyb, podglądają co robię wiosennie
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Takie chwile zostają, wczepiają się podskórnie, albo przylegają jak łuski, przezroczyste, niezauważalne
taką chwilą
pozdrawiam Elżbieto
Dziękuję serdecznie
Bardzo miło Cię gościć w prozaicznej krainie I..
wiosennie
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Czytałam już wcześniej ale nie do końca, bo mi przerwano , za to dziś wróciłam z przyjemnością przeczytać od deski do deski
To się cieszę, że wróciłaś i do tego z Przyjemnością
... tylko gdzie te deski? raptem choinka bez świecidełek wiosennie
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
A poza tym okazało się, że wkleiłam nie to, co miałam wkleić. Jedna scena, która się zawieruszyła przy redakcji...
Teraz jest całość.
Zapraszam wiosennie
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E