POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Proza poetycka » Powrót do bossa novy
Powrót do bossa novy
Autor Wiadomość
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2010-06-01, 11:47   Powrót do bossa novy

Powrót do bossa novy
fragment


dla bardzo dziwnej Natalii


Staramy się wtedy robić coś, czego nikt przed nami jeszcze nie robił. Dla przykładu John jest wzorcem syna – i zawsze gaśnie, gdy pomysł nas rozpala. Robimy to nocą, wyskakujemy z siatek, hamaków, łóżek i wielkich szaf; stąpamy cicho, skradamy się za olbrzymie plecy cudzoziemców i klaszczemy w ich łopatki. Ja staram się jak najdelikatniej, ledwo muskam te wszystkie suknie i kamizelki, przy czym one nie wiedzą czy to dreszcz czy człowiek, a może raczej iluzja. Staram się więc być iluzją. Robert z kolei uderza najmocniej, jak tylko może, niekiedy twarz mu przy tym czerwienieje ze wstydu. Robert jest buntownikiem, krzywdzi go własne oślepienie, musi przezwyciężać rzeczy poboczne i to odbiera cały sens klepania cudzoziemców w ich kościste łopatki. Robert jest w takim wypadku rzemieślnikiem deklamującym stale siedem zdań dramatu, którego nigdy – wszyscy to wiemy - nie dokończy:

Za oknem rośnie ponury warkocz światła, rynnami burdelu spływa czyjś dotyk i nadmiar lakieru do włosów. Moja żona leży nieruchomo; wiem teraz, że wszystko jest dopracowaną maszyną – ciało się zapada, fosforyzuje, usta twardnieją, z jamy gardła paruje smutek. A jednak coś nią – wyraźnie widać – dalej targa. Najpewniej płynie zaprzężona wciąż w cudze koszmary. Do dziś pamiętam gorycz i zgrzytanie zębów twojej matki, kiedy wyszła ze szpitala i zaczęła powoli osuwać się między łóżkowy stolik , a twarde i surowe szaleństwo. Widzę jej napompowane szkarłatem wargi i blade policzki, choć możliwe, że są już moje, tak mówi lustro. Jestem więc tą nieszczęsną matką i czeka mnie powolne opuszczanie się w wannę czarnej pościeli.



Jorge Ben


Czasem spacerujemy z parasolami i zaczyna padać deszcz, a Karolina wyskakuje ponad każdą większą kałużą i jest to widok, którego się nie zapomina – niebieskie fałdy sukienki falują, a w tle przemyka wieża Eiffla, pola naftowe, wyjałowione place dżungli. Zawsze mam nadzieję, że Karolina zapomni wylądować i z całą intensywnością pozostaniemy tak - wpatrzeni w drobną kobietę wiszącą nad lusterkiem wody.


Niewiele w tobie obłędu o czwartej nad ranem,
kiedy ciało puchnie, w szwach będąc rozluźnianym.
Straszne są wargi odjęte wtedy z twarzy; nie dziwi krew,
lecz kto cię poskłada, zaciśnie mięśnie wszystkich gorsetów?
Takie dłonie trudno znaleźć, takich chłopców jest niewielu.


Nie wiem dlaczego za każdym razem pozwalam jej witać rodziców własnymi dłońmi. Dlaczego nie stać mnie na odrobinę fantazji, jakiś wyszukany pocałunek w grzbiecik środkowego palca albo zawinięty w kokardę ukłon z nachyleniem nienoszonego kapelusza? Dorosłaś i z twojego ucha wyjechał pierwszy karawan. I myślę, że możesz bez obaw i snucia reperkusji, zostać moją żoną.
Tylko po to tutaj przyjechałem, bo przecież nie dla tych paru kuleczek groszku huśtających się pomiędzy brzegami talerza, nie dla wysłuchiwania elektronicznych ciekawostek z ust twojego ojca. Nie. Przyjechałem tu patrzeć, jak bledniesz, jak umierasz w oczach swoich rodziców, jak stajesz się kobietą.

Na długość ramienia to ty mnie nie sięgasz, a ja opuszkiem
wkłuwam się w ciebie, nie będąc jednak pewnym - czy przez
luźne szwy tu wpełzam czy przez nieustanne podniecenie?



I ulatuje z nas cała symetria, która przybliżała przecież, przyciągała wszelkie przeciwności gestów.
Jednak nie ma w nas nic nieistotnego, póki zważamy jeszcze na ciało leżące obok. Kiedy wplatamy palce między palce drugiego człowieka, to albo, by się schować albo, by go prowadzić. Jest to więc człowiek, którego żywo chcemy czuć między palcami.
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2010-06-01, 13:31   

kamil kwidziński napisał/a:
Kiedy wplatamy palce między palce drugiego człowieka, to albo, by się schować albo, by go prowadzić. Jest to więc człowiek, którego żywo chcemy czuć między palcami.


Świetne.
Nooo i poza tym dowód, że przeczytałem całość. Z zaciekawienim. Jak zawsze.
 
 
menałe 
Małgorzata Helena


Wiek: 54
Dołączyła: 25 Sie 2009
Posty: 5262
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2010-06-01, 13:39   

Cytat:
Z zaciekawieniem. Jak zawsze.


podzielam
:padam:
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2010-06-01, 17:28   

Dzięki wam za czytanie.
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2010-06-01, 21:55   

Sobie wróciłem. I drugą "perełkę" sobie wybrałem:
kamil kwidziński napisał/a:
Przyjechałem tu patrzeć, jak bledniesz, jak umierasz w oczach swoich rodziców, jak stajesz się kobietą.
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2010-06-02, 20:13   

Miło!


http://www.youtube.com/watch?v=pnxeKl-Kbqw
http://www.youtube.com/watch?v=3DbaJgSkDVg
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2010-06-05, 22:53   

Dla słuchającego fado z nieustannym i jednolitym zaciekawieniem, nużącego wszystkich tekstami w hłaskowym stylu:

Co nam daje jedno życie? Wiersz się napisał, sztuka została zagrana. Wiersz zbyt banalny, a sztuki nikt za bardzo nie zrozumiał.





Wystarczy uważniej przypatrywać się życiu wtedy, kiedy nic się z nami nie dzieje. Kurwa, krzyczy Robert i wychodzi na balkon, i wszyscy zaczynamy powoli uświadamiać sobie, że ta nicość, którą sobie urządziliśmy, wielu ludzi przyparła do ściany, wielu wyniosła na balkony. Robert nigdy nie wiedział, kim jest, więc zawsze chciał być którymś z nas. Katarzyna natomiast wstaje, wstawia wodę, przygotowuje herbatę.

Cóż nam po ludziach, którzy nie potrafią zagospodarować samych siebie? Co mogą nam przynieść - prócz nudy i pustki? To wielki rys na mojej duszy, kiedy Katarzyna wchodzi przez niedomknięte okno obcego mieszkania i robi herbatę z nowej paczki miętowych saszetek. I nie robi tego z buntu, nie z przekory, lecz z głębokiego przekonania o słuszności swoich działań.

Robert nigdy nie wiedział, o której wyjść z mojego mieszkania – ociągał się, mówił, że radio wciąż gra, że papieros nadal się pali, że coś go jeszcze zżera. Robercie, wieść o twojej nocnej eskapadzie szarpnęła wszystkimi w pokoju jak plikiem gitarowych strun. Tylko mnie ominął ten spocony czarny kciuk grający właśnie piękne konwulsje na twoich mięśniach, jednak, mimo bycia ominiętym, wiedziałem, że pękła jakaś ważna membrana, że radio nie zagra nic istotnego, że wszystkiego papierosy po prostu się wypalą, a twoja matka od dzisiaj poświęci się rodzeniu jeszcze spoconych ubrań, niewywołanych zdjęć, niewymienionej żarówki nad biurkiem i obrzyganej poszewki kołdry. Śmierć jest więc pokojem, w którym nigdy nic się już nie zmieni.

Odkąd tylko pamiętam, bałeś się wstać z wygodnej czerwonej kanapy. Teraz jednak poderwałeś się, zaśmiałeś, wybiegłeś; gratuluję ci, Robercie, choć wszyscy płaczą i popadają w fantazje o własnej śmierci – przerost wyobraźni pogłębia ich smutek nad tym, co się nie stało, umniejszając jeszcze bardziej wątpliwą wartość tego, co rzeczywiście się dokonało. Cóż nam po wstydliwych chłopcach, którzy nigdy nie wstają z kanapy, by zrobić sobie herbatę?




http://www.youtube.com/watch?v=3px0m1Y9Tuc
http://www.youtube.com/watch?v=sKLxnjBPyDI
http://www.youtube.com/watch?v=3DbaJgSkDVg
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2010-06-05, 23:22   

Poczytałem i posłuchałem.
Jest ok.
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2010-06-06, 21:03   

Dzięki za czytanie.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Proza poetycka » Powrót do bossa novy


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo