Po jej bladych ramionach spływa nitka potu
i w oczach tętnienie – splot prostych harmonii;
łydki porastają wklęsłym ściegiem mięśni,
a w przegubach zaczął pulsować rdzawy słowik.
1.
Jest więc człowiek do bólu wychudzony i myśli o ojcu,
który co w młodości podniósł, teraz znosi z grymasem
i szarpie nim wciąż – to widać – niestrudzona pamięć!
Są więc ludzie wychudzeni przez ojców.
2.
To nie ostatnie świtanie, kiedy patrzę, jak się zmienia
nocny madrygał w ociężałą głowę z rudym warkoczem
i kredą na policzkach. Światło nie wchłania człowieka,
a jednak coś bezpowrotnie zabiera.
3.
Masz dwadzieścia jeden lat, poznałeś samogłoski,
wydarłeś strony z ulubieńcami powieści. Miłość!
Budzi nas z otępienia nowa godzina. Są więc struny,
w które możemy dalej uderzać.
Na grzbiecie fotela lśnią niebieskie rajstopy,
o szybę mieszkania szoruje drżąca zasłona;
róż zakwitł, więc z łóżka powoli wstają ogrody
- na podrapanych twarzach jeszcze stygnie
melodia.