[wychodzi ktoś w masce arlekina. Cicha, beznamiętna czarna sala weselna. Po środku stoi konik na biegunach]
karoce czekają, kaszkiety na krawężnikach
leżą suche
wozy stoją w lecie zawsze po tamtej stronie…
idziemy Jasny Człowieku?
[patrze na lustro, popycham je, usiłuje przewrócić, ale nie rusza się. Uciekam, zostawiam czarny ślad od dłoni na jego powierzchni. Ktoś stroi gitarę]
Arlekin: Może już to teraz mi iść daleko, ale nie aż tak
Trzasnąć lustro i czarny fałszywy ślad?
Złapać za rękę małego króla?
Znajdę inne miejsce
Większe, różańsze…będę sadzić winogrona i oliwki żebyśmy mogli pachnieć przez chwile Izraelem.
[słychać huk przewracanej drabiny, świerszcze, słychać, że lato]
wbiega Król, staje pacyficznie przed oknem, czarny ptak siada obok niego, waha się nad krukiem, waży każdy gest, kładzie koronę na parapecie, obok kruka, żeby ten mógł popatrzeć]
Król: Widziałeś lepszych blasków korowody?
Zaprzeczam Matce Jedynej
W półśnie moja źrenica…
[ptak milczy, Król trzaska pięścią w szybę, śmieje się]
Król: Ha! Silny jesteś Pomurniku…Nocna szabelko…
Ruszam w człowieka, porywam się ze złotą pałką w tumult kos, szczerbców, kosiarzy
A sam kata do ramienia przyciskam, zamykam utracenie,
Wolność dwóch…ona, w trawach czeka…za morzami…z włosami w słoniowej kości…
Poza moimi murami…buduje coraz większy mur, przy tym coraz większe bluszcze i iluzje białych róż wokół baszty sadze…
Nie potrafimy inaczej tworzyć…twór umyka nam jak paź królowej ze słoika w dalekość…
Roi się w wielkich głowach od przerośniętych marszów i szarży
[wybija się z normalnego rytmu monologu, kruk trzepoce skrzydłami, Król tupie nogą, kładzie się z papierosem na posadzce]
Król: śpię Ludu...śpię…wy też idźcie spać (z niewyobrażalnym spokojem)
[wbiega arlekin, szuka ceremonialnie czegoś po szacie króla, zostawia czarne ślady rąk, Król dotyka w półśnie ust arlekina, z papierosem. Trwają tak w milczeniu]
Scena II
[czerwone światło, konik na biegunach mocno rozbujany, Król gra na gitarze]
Król zza sceny krzyczy: Ktoś tu marzył!
Scena III
[światło migoce, dzwoni. Szum fal, widać, że lato. Widać cień króla na ogromnej górze, mówi jakby do krzewu, który pod nią stoi]
K: ach jagody! Tyle rozszypułkować truskawek, tyle w zachody nimi rzucać, tyle grać bez opamiętania, rzucać się w bure dzieci wojny….[chwila przerwy, jakby zakłopotany]
Żeby ziemię obrać z tej skorupy, widły schować i chleb upiec…żeby światło zatańczyło…żeby królom świat spod szaty uciekł…[ze smutkiem] mógłby bez korony papierowe łódki składać…pływać nimi, podpowiadać…klaunom, malowanym pannom z piórem strusim w talii…wszystko takie sztuczne, liche…BARDZIE GŁUPI ŁABĘDZIU! Spójrz na swojego króla! Ręce w kieszeni kula, do piersi tuli ostre dzioby trzcin…[zrezygnowany]