złamane. krew po porcelanie cichuteńko melodzi.
puszcza w której kot wypłynął na ziemie jak Matka Marianna
i w obręczy na głowie wisielcom przewodzi
i nie tulę już nici
nie tłoczę drewna
ubita miazga kakaowa wykraśnia się w makowej łezce
myszy jak koraliki wiercą mi się na szyi
a pot z palca dotyka szatana gleby
i stalagmitem się staję.
masz tu mój odór Poniży.
Czarne płuco i drzwi z których odbiłaś mnie jak kulczyka.