POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Głuchy telefon
Głuchy telefon
Autor Wiadomość
Cathriona 
Monika Nowosad


Wiek: 42
Dołączyła: 13 Sie 2009
Posty: 1249
Skąd: lubelskie
  Wysłany: 2010-11-16, 18:27   Głuchy telefon

Tłum ludzi przed bramą cmentarza gęstniał. Jeśli w czasie pogrzebu zachowywał się w miarę cicho, tak teraz słychać było rzucane jedno po drugim pytania. W stronę żałobników wychodzących przed teren nekropolii wyciągały się jak stworzenia z filmów science-fiction główki mikrofonów w kudłatych osłonkach. Gdzieniegdzie błyskały flesze aparatów; po ziemi, jak przerośnięte dżdżownice, wiły się kable podłączone do kamer. Tłum napierał, nie chciał wypuścić uczestników pogrzebu z terenu cmentarza.
- Jak pani myśli, czy teren w pobliżu „Głodziska” zostanie zamknięty? - Natarczywy głos rudowłosej dziennikarki w czerwonym płaszczu przedarł się przez gąszcz innych pytań.
- Czy myśli pan, że dziewczynka, która była przy wypadku, powinna mieć zapewniony kontakt z psychiatrą? - Koleżanka Rudowłosej szarżowała z mikrofonem w ręku w kierunku jednego z żałobników.
Zuzia rozglądała się zdezorientowana. Tłum obcych ludzi napierał na nią z każdej strony. Gdzieniegdzie w tłumie migała jej raz po raz kokardka lub płaszczyk jakiejś koleżanki z klasy. W pewnym momencie poczuła szarpnięcie za kaptur swojej kurteczki.
- Mała, to ty tam byłaś, prawda? - włochata końcówka mikrofonu podjechała pod sam nos dziewczynki. - Co czułaś, gdy to się stało?
Dziewczynka z przerażeniem w oczach spoglądała na kobietę o włosach koloru bardzo jasnego blond. Nagle mikrofon gwałtownie odskoczył od dziecka, a wraz z nim dziennikarka, która zachwiała się nieelegancko i prawie upadła. Przez tłum przeciskała się kobieta, na widok której twarz dziewczynki rozjaśniła się w pełnym ulgi uśmiechu.
- Wstydu pani nie ma?! Nawet świętego miejsca nie uszanuje, flądra jedna!
Kobieta wyciągnęła rękę do dziecka.
- Mama!
- Chodź, Zuziu! Musisz trochę odpocząć, dziecko. Za dużo przeżyć jak na jeden raz.
Rudowłosa przepychała się przez tłum, łokciami torując sobie drogę w kierunku dziecka.
- Malutka, jakie były ostatnie słowa twojej koleżanki? Czy wiedziała, że umrze?
- Bój się Boga, kobieto! - wśród ludzi ukazała się twarz grubszego pana o rumianych policzkach. Kołnierzyk koszulki sprawiał wrażenie, jakby za chwilę miał się wpić w szyję jegomościa. - Co za hieny cmentarne! Dajcie wy ludziom święty spokój! Co się czepiliście biednego dziecka? Toż ono jeszcze w szoku po tym, co przeszło. Uszanujcie chociaż dzisiaj ból przyjaciół i rodziny!
W tłumie dało się usłyszeć gniewne pomruki, wyrażające poparcie dla słów oburzonego mężczyzny.
W tym momencie w bramie cmentarnej ukazała się postać kobiety. Nie była stara, a nawet można rzec, że całkiem młoda. Gdyby ktoś zajrzał jej w dokumenty, mógłby się przekonać, że tak naprawdę miała zaledwie trzydzieści trzy lata. Teraz wyglądała jednak jak swoja własna babka - zgarbiona, złamana cierpieniem i przytłoczona bólem. Podkrążone oczy, zapadnięte i blade policzki, sine i spękane usta. Czarna chusta przykrywała jej potargane jesiennym wiatrem włosy.
Kobieta zerknęła w stronę ludzi, ale tak, jakby nikogo nie widziała. Skierowała kroki w bok, nie chciała iść główną alejką. Przy parkanie czekał na nią mężczyzna. Otworzył przed kobietą tylne drzwi i pomógł jej wsiąść do środka. Zanim stado dziennikarzy zwęszyło nową ofiarę, pisk opon zabrzmiał drwiąco i auto ruszyło.
Zuzia odwróciła głowę w kierunku grobów za bramą. Nie, stąd już nic nie widać. Ale Zuzia wie, że on tam jest. Wysoki stos świeżych kwiatów, wieńców, wstęg i połyskującej folii wrył się w pamięć dziewczynki. Zuzia miała wrażenie, że jeszcze nigdy w życiu nie widziała tylu kwiatów na raz. Było ich tak wiele, że czarna tabliczka ze złotymi literami ginęła w ich gąszczu. Zuzia nie musiała na nią patrzeć. Wiedziała, co tam jest napisane. W końcu miała już sześć lat, a czytać nauczyła się jeszcze w przedszkolu. Gdy zamknęła oczy, w pamięci wciąż miała obraz czarno-złotej tabliczki. W czasie pogrzebu czytała ją wiele razy. Tak długo, aż nauczyła się napisu. Było to ciekawsze zajęcie, niż słuchanie nudnej przemowy księdza. Poza tym obserwowała ludzi. Niektórzy przyszli na pogrzeb z obowiązku. Byli tam krewni, znajomi, przyjaciele, sąsiedzi, nawet cała klasa Zuzi wraz z wychowawczynią. Każde dziecko trzymało w ręku pojedynczą białą różyczkę. Były tam jednak również takie osoby, których przygnała zwykła ciekawość. Łatwo było poznać, którzy to. Zazwyczaj przepychali się do przodu, by choć przez chwilę popatrzeć na matkę stojącą nad grobem jedynego dziecka. Patrzyli, co ona robi. Czy płacze? Czy może stoi niewzruszona? Zuzia przypomniała sobie wyraz twarzy kobiety, gdy ich spojrzenia na chwilę się spotkały.
Z zamyślenia wyrwało ją ponaglające szarpnięcie za rękaw.
- Chodź, Zuziu. Musimy iść.
Głos matki był cichy, wyrażał jednak zniecierpliwienie.
- Mamusiu, pani Żukowska mnie nienawidzi, prawda?
Kobieta przystanęła i popatrzyła córce w oczy.
- Zuziu, dziecko, skąd ci to przyszło do głowy?
- Ona mnie nienawidzi, bo zabiłam jej córkę.
- Zuzia, na Boga, nie mów tak! Nie zabiłaś Kasi, zapamiętaj to sobie! Przecież to był wypadek. Nic nie mogłaś zrobić. - Kobieta odgarnęła z oczy kosmyk włosów i pogładziła dłonią policzek dziewczynki.
- A właśnie, że zabiłam. Gdybym ją mocniej trzymała, Kasia nadal by żyła. Ja ją zabiłam! - Ostatnie słowa dziewczynka prawie wykrzyczała.
Kobieta rozejrzała się i rzuciła nerwowy uśmiech w stronę kilku głów, które obróciły się w ich kierunku.
- Nie gadaj głupstw! - Syknęła, ciągnąc córkę za łokieć i prowadząc w kierunku samochodu. - Sama słyszałaś przecież. Wszyscy mówią, że jesteś bohaterką. Chciałaś pomóc Kasi i prawie ci się to udało.
- Ale się nie udało. - Dziewczynka wyrwała łokieć z dłoni matki. - Kasia nie żyje i to ja ją zabiłam! - Zuzia pobiegła w kierunku przycmentarnego parkingu, nawet się nie oglądając i nie sprawdzając, czy matka idzie za nią.
- Zuźka! - Wołanie kobiety doleciało do dziewczynki ze znacznej odległości.
"Może nauczycielka miała rację? Może trzeba umówić Zuzię na wizytę u psychologa dziecięcego albo psychiatry? Przecież to musiało być dla małej naprawdę wstrząsające przeżycie. Co prawda nie były najlepszymi koleżankami, Zuzia nie jeden raz wracała do domu z płaczem, bo Kaśka jej dokuczała, ale mimo wszystko to właśnie Zuzia była świadkiem jej śmierci. Nie chcę, żeby do końca życia budziła się w nocy z krzykiem na ustach."
Kobieta w zamyśleniu potarła czoło i wsiadła do auta, w którym czekał już na nią mąż. Na tylnym siedzeniu cichutko pochlipywała Zuzia, tuląc do piersi pluszowego królika.
- Zuźka, zapnij pasy. I nie płacz już. Kasia jest teraz w niebie. Na pewno jest jej tam dobrze. Pomyśl o czymś przyjemnym. O, już wiem. Przypomnij sobie, w co bawiłyście się ostatnio. Pamiętasz?
- W głuchy telefon - mruknęła Zuzia i wybuchła płaczem.
- Widzisz, a nie mówiłem, że to zły pomysł, żeby zabierać takie małe dzieci na pogrzeb? - Odezwał się mężczyzna za kierownicą. - To dla nich za duże przeżycie. A poza tym oni tego jeszcze nie rozumieją.
- Co innego pogrzeb jakiejś obcej osoby, a co innego pogrzeb koleżanki z klasy. Ja uważam, że pani Madej dobrze zrobiła, zabierając wszystkie dzieci z zerówki. I taki ładny gest z tymi białymi różami... - Kobieta przerwała i zaczęła poprawiać makijaż w małym lusterku.
Mężczyzna westchnął, zapalił papierosa i ruszył z parkingu.
Zuzia przytulała królika, wyglądając przez okno w samochodzie. Jej wzrok powędrował w kierunku cmentarza, który z każdą sekundą stawał się coraz bardziej odległy i coraz bardziej opustoszały. Gdzieś pośród setek pomników pozostał jeden świeży kopczyk przykryty grubą warstwą kwiatów. W blasku ostatnich promieni zachodzącego słońca lśniły złote litery na czarnej tabliczce:

"Katarzyna Żukowska
ur. 07.04.2004
zm. 13.10.2010
Śpij, Aniołku"


Następnego ranka cała klasa Zuzi została poproszona o przerwanie zabaw w klasie. Dzieci niezbyt chętnie poodkładały na półki zabawki, klocki i kolorowanki. Ze stolików sprzątnięto kredki, farbki, flamastry i kartony. Same stoliki odsunięto pod ścianę, a dzieciom kazano usiąść na miękkim, choć nieco wytartym już dywanie ze wzorem imitującym ulice w mieście.
Dzieci usiadły nieco zdezorientowane. Nie wiedziały, czego od nich oczekiwano. Z wyczekiwaniem spoglądały na wychowawczynię, panią Madej, która tego dnia założyła ciemnografitowy kostium i czarny golf. Pani Madej rzadko nosiła biżuterię. Uważała, że to niezbyt praktyczne. Tym razem jednak jej szyję w czarnym golfie zdobiły korale w tym samym kolorze, a w uszach dyskretnie błyszczały delikatne czarne perełki. Pani Madej spięła swoje ciemnoblond włosy w elegancki kok z tyłu głowy. Tuż nad czołem umieściła okulary, których zwykle używała tylko do czytania.
Kobieta przysunęła sobie nieduże krzesełko i usiadła przed grupą sześciolatków.
- Moi drodzy. Wczoraj braliśmy wszyscy udział w pewnej bardzo smutnej uroczystości, prawda? - Pani Madej wygładziła niewidzialne zmarszczki na idealnie wyprasowanym kostiumie.
W tym momencie wśród gromadki dzieci dało się zauważyć strzelającą w górę małą dłoń.
- Tak, Kubusiu? Chciałeś coś powiedzieć?
- Tak, proszę pani. - Odparł piegowaty blondynek, nieco sepleniąc ze względu na brak dwóch przednich zębów. - Bo moja mamusia mówiła, że Zuzia jest bo... bo... bohatrem.
- Mówi się "bohaterem", Kubusiu. - Wychowawczyni poprawiła chłopca automatycznie.
- No, właśnie, bohaterem. - Ciągnął niezrażony Kuba. - No bo tylko Zuzia pomogła Kasi. Tylko że Kasia tak czy siak umarła, więc Zuzia nie jest takim bohaterem jak Superman albo Spiderman. Oni na pewno by tak wszystko zrobili, żeby Kasia dalej żyła.
- Yyy, tak, Kubo. Tylko wiesz, ci twoi bohaterowie tak naprawdę nie istnieją. A życie nie jest bajką i czasami zwykły człowiek nie może sobie poradzić ze wszystkim. Tak jak mała Zuzia, która, choć się starała, była za słaba, by pomóc Kasi. - Pani Madej potarła dwoma palcami płatek ucha. Zawsze tak robiła, gdy się denerwowała. - Ale wróćmy do tematu. Tak, byliśmy wczoraj na pogrzebie Kasi. Już jej z nami nie ma, ale pozostały nam wspomnienia, w których Kasia zawsze już będzie z nami. Czy wiecie, co to są wspomnienia?
- Tak! - Chór dziecięcych głosów odpowiedział na pytanie nauczycielki.
W grupce znów zamachała jakaś rączka.
- Tak, Elizko?
- Wspomnienia - zaczęła ciemnowłosa dziewczynka, nabierając z przejęciem powietrza - to są wtedy, kiedy nam się w głowie wyświetla taki film. I wtedy możemy oglądać wszystko, co już się stało.
- Tak, Elizo, masz rację. Wspomnienia są wtedy, gdy możemy sobie przypomnieć coś, co już się zdarzyło, nasze życie. I dlatego właśnie rozmawiamy teraz o wspomnieniach, żebyście mogły sobie przypomnieć te wszystkie dobre chwile, w których Kasia była z wami. Na przykład - pani Madej podrapała się w głowę, zruszając okulary, które o mały włos nie spadły na podłogę - no, nie wiem, na przykład wasza ostatnia wspólna zabawa z Kasią. Co to było? Pamiętacie?
Wśród dzieci rozległy się szmery i szepty. Po chwili znów w górę strzeliła rączka.
- Tak, Elizko?
- No bo ja pamiętam, że ostatnio to się bawiliśmy w głuchy telefon, tak jak nam pani powiedziała. I było fajnie, tylko Kasia nie chciała się bawić, bo pani powiedziała, żeby zaczynała Zuzia, a Kasia powiedziała, żeby ona zaczynała i pani powiedziała, że ona będzie zaczynać odpowiadać i... i... i... - wygłoszona jednym tchem tyrada zmusiła w końcu Elizę do zaczerpnięcia powietrza.
Pani Madej wykorzystała ten moment.
- Tak, widzisz, Elizko, nauczyłam was nowej zabawy, w którą mogłyście się bawić z Kasią. I to już jest jedno z miłych wspomnień.
- Wcale nie było miłe, proszę pani, bo Kasia powiedziała, że Zuzia jest głupia i że zaraz wymyśli coś głupiego, i że takie dzieci jak Zuzia, to trzeba trzymać w domu, bo są brzydkie i głupie, a ich rodzice nie mają nowych samochodów ani kina domowego, ani...
- Wystarczy, Elizo. - głos nauczycielki lekko drżał, a policzki przybrały kolor dojrzałych malin. - Nie wszystkie wspomnienia musimy zachowywać w pamięci. Możemy zostawić sobie te dobre, a te złe wyrzucić.
W tym momencie pani Madej zauważyła Zuzię. Dziewczynka nie była w ogóle zainteresowana tym, co się działo w klasie. Patrzyła nieobecnym wzrokiem w okno, z którego rozlegał się widok na przyszkolny plac zabaw.
- Zuziu, a ty? Co nam możesz powiedzieć miłego o Kasi?
- Nic. - Dziewczynka spojrzała na nauczycielkę. - O Kasi nie mogę powiedzieć niczego miłego.
- Zuziu! Jak możesz? Wasza koleżanka umarła, chcemy powspominać miłe rzeczy z nią związane, a ty nie chcesz nic powiedzieć?
- Nie. Ona nie była miła. Nie lubiłyśmy się. I nie będziemy. Nigdy. - Zuzia znów odwróciła się do okna.
- Zuziu! Ale Kasia nie żyje! - Pani Madej niechcący podniosła głos. - Przynajmniej dzisiaj powiedz o niej coś miłego!
- Wielkie mi coś! - Zuzia ze złością spojrzała na wychowawczynię. - Jak Kaśka żyła, wszyscy na nią chuchali i dmuchali, a jak nie żyje, to tak samo! Nie będę o niej dobrze mówić. Nie i już! - Tupnięcie nogą miało podkreślić wagę słów dziewczynki. Była głupia. I dalej jest głupia. Nawet jak jest umarta!
- Nie mówi się umarta... - zaczęła pani Madej, natychmiast jednak jej wzrok i ton głosu się wyostrzył - Zuźka, natychmiast do kąta! Po lekcjach zawiadomię twoich rodziców, jak ty się zachowujesz.
Dziewczynka dumnie uniosła brodę i pomaszerowała do kąta. W tym samym momencie zabrzęczał dzwonek.
- Zuzanno, masz zakaz opuszczania kąta w czasie przerwy. - Kobieta pogroziła palcem i wyszła z pozostałymi dziećmi na szkolny korytarz.
Zuzia odwróciła się w stronę drzwi i pokazała język w kierunku miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą stała pani Madej.

Tymczasem wychowawczyni wyjęła z torebki jabłko i wytarła je chusteczką. Przez chwilę stała ze zmarszczonym czołem, niepewnie odwracając się w stronę drzwi klasy, którą przed chwilą opuściła. "Może zbyt surowo ukarałam Zuzię? Może powinnam z nią porozmawiać na osobności, bez świadków? Ale to przecież jej wina! Nie powinna być taka bezczelna! I to żadne wytłumaczenie, że ma tylko sześć lat. Czasami sześcioletnie dzieci potrafią robić takie rzeczy, o jakie w życiu ich byśmy nie podejrzewali." Nauczycielka ugryzła jabłko i znów oddała się rozmyślaniom. Przypomniały jej się słowa Elizki, które jak cierń wbiły się w jej pamięć.
"- Wcale nie było miłe, proszę pani, bo Kasia powiedziała, że Zuzia jest głupia i że zaraz wymyśli coś głupiego, i że takie dzieci jak Zuzia, to trzeba trzymać w domu, bo są brzydkie i głupie, a ich rodzice nie mają nowych samochodów ani kina domowego, ani..."
Pani Madej poczuła, jak zalewa ją fala gorąca. Sama nieraz obserwowała zachowanie dzieci w swojej grupie. Faktem było, że Kasia Żukowska grała rolę gwiazdy. Jej mama była modelką. Może nie była najsłynniejsza w tej branży, ale od czasu do czasu pojawiały się w lokalnych gazetach jej zdjęcia w reklamach odzieży czy kosmetyków. Andrzej Żukowski był dyrektorem liceum w sąsiednim mieście. Powodziło im się dobrze, a nawet bardzo dobrze. Kasia nosiła tylko najmodniejsze ubrania renomowanych firm. I, nauczycielka mogłaby przysiąc, nieraz dziewczynka rzucała pogardliwe spojrzenia i uwagi pod adresem innych dzieci, które nie były tak dobrze sytuowane. Takich dzieci, jak Zuzia Tchórzewska.
Nauczycielka pamiętała dokładnie ten dzień, w którym po raz ostatni widziała Kasię żywą.
- Proszę pani, nudzi nam się na długiej przerwie. Co możemy robić?
- Pobawcie się w coś. Na przykład w chowanego.
- Eee, to nudne. - Kasia Żukowska z pogardą wykrzywiła usta, pociągnięte delikatnie błyszczykiem, najprawdopodobniej z kolekcji kosmetyków mamy.
- A znacie taką zabawę jak głuchy telefon?
- Głuchy telefon? - Kasia okazała lekkie zainteresowania. - A co to takiego?
- Chodźcie, to wam pokażę i wyjaśnię. - Wychowawczyni zebrała chętne dziewczynki i posadziła jedną obok drugiej na ławeczce. Potrzebujemy najpierw jednej osoby, która zacznie. O, może Zuzia.
- Nie! Dlaczego Zuźka? Ja chcę zacząć! - Głos Kasi nie znosił sprzeciwu.
Pani Madej przez chwilę się zawahała. Znowu to samo. Zawsze Kasia musi być wyróżniona. Jeśli tylko coś było nie po jej myśli, zaraz na drugi dzień zjawiała się w szkole Sylwia Żukowska z pretensjami, dlaczego jej córeczka skarży się w domu, że jest w szkole ignorowana i traktowana jak śmieć. Siłą rzeczy, nauczycielka zawsze faworyzowała Kasię, omijając przez to wszystkie inne dzieci. W każdym przedstawieniu, czy to z okazji Dnia Matki, Ojca, Dziadka, Babci, Dziecka czy jakiegokolwiek innego, Kasia MUSIAŁA grać główną rolę. We wszystkich zabawach musiała być pierwsza i najważniejsza. Inni musieli zostać pominięci. Ech, ciężko być nauczycielem...
- Kasiu, ty zaczniesz, ale odpowiadanie. Bo przecież najważniejsza jest osoba, która odpowie prawidłowo, prawda? - Pani Madej zwróciła się do dziecka z przymilnym uśmiechem.
- No dobra. - Kasia była już nieco bardziej udobruchana. - Ale jak zabawa będzie nudna, to przestajemy się w to bawić.
- Ech, no dobrze. - Nauczycielka westchnęła i pozwoliła dziewczynce usiąść na końcu ławki. - A teraz zasady. Pierwsza osoba wymyśla jakieś hasło. Potem musi to hasło szeptem przekazać następnej osobie. I tak po kolei. Każdy przekazuje to, co usłyszał od sąsiada. Jasne do tej pory?
- Tak. - Odpowiedział chórek.
- To dobrze. A ostatnia osoba ma za zadanie powiedzieć na głos to, co usłyszała. W naszym przypadku będzie to jako pierwsza Kasia.
W tym momencie Kasia podniosła do góry niedbale rączkę. Nie czekała na pozwolenie zabrania głosu. Nigdy tego nie robiła.
- Czyli, że Zuźka wymyśla hasło?
- Tak.
- Phi, ona zaraz wymyśli coś głupiego. Takich jak ona...
- Kasiu! Nie wolno tak mówić.
Dziewczynka ze złością szturchnęła sąsiadkę i teatralnym szeptem wycedziła głosem pełnym jadu:
- Takich jak ona to trzeba trzymać w zamknięciu. Przecież popatrzcie tylko na nią - ona jest taka brzydka i w dodatku biedna. Nawet nie ma w domu kina, ani nawet zwykłego odtwarzacza DVD. A poza tym to bękart!
Pani Madej udawała, że niczego nie słyszy. Tak było bezpieczniej. Szkoda jej było tylko Zuzi. A ta, jakby nigdy nic, siedziała cicho i czekała na dalszy rozwój sytuacji.
Nauczycielka przypomniała sobie inną sytuację sprzed kilku tygodni, gdy siedzieli w klasie i wszystkie dzieci miały za zadanie narysować swoje rodziny.
- Proszę pani?
- Tak, Kasiu?
- A co to jest bękart?
- Skąd znasz takie słowo, Kasiu? - Pani Madej była wyraźnie zaskoczona słownictwem uczennicy.
- Bo ostatnio moja mamusia rozmawiała przy kawie z mamą Elizki i mówiły, że Zuźka jest bękartem. No to co to znaczy?
"Że też ci rodzice nie mogą nigdy sprawdzić, czy dzieci nie słyszą ich rozmów!", ta myśl tak zezłościła nauczycielkę, że aż złamała niechcący ołówek.
- Kasiu, na pewno coś ci się przesłyszało. A poza tym to nieładnie podsłuchiwać rozmowy dorosłych!
Ech, dzieci potrafią być okrutne...
A Zuzia patrzyła na nią niczego nie rozumiejącym wzrokiem.
Fakt, sama słyszała nieraz, jak ludzie szeptali, gdy mijali czasem panią Tchórzewską, że Zuzia w rzeczywistości jest córką dawnego sąsiada Tchórzewskich. Ale żeby takie tematy poruszać przy dzieciach...
Z zamyślenia wyrwał ja ponaglający głosik Kasi Żukowskiej.
- No to gramy, czy nie?
- A, tak, już, przepraszam. Proszę bardzo, Zuziu. Wymyśl jakieś hasło i podaj na ucho Hani. Hania - Julce i tak dalej, aż do Kasi.
Zuzia długo się nie namyślała. Zaczęła szeptać coś do dziewczynki obok. Po chwili dziewczynka zerknęła ze zdziwieniem na Zuzię i pochyliła się w stronę następnej osoby.
Wreszcie hasło doszło do Kasi.
- "Nie przyszyjesz futra"? Takie było hasło? - Pogardliwie wykrzywiona twarz zwróciła się w kierunku Zuzi. Dziewczynki przez chwilę patrzyły sobie w oczy.
- Tak. - Powiedziała cicho Zuzia. - Takie było hasło.
- Phi, mówiłam, że coś głupiego wymyśli. Chodźcie, idziemy się bawić lalkami. Głupia ta gra. Zuźka też głupia.
Z dumnie podniesioną głową Kasia ruszyła w kierunku półek z zabawkami. Za nią gęsiego poszły koleżanki. Na ławce została tylko Zuzia, patrząca tępym wzrokiem za szczebioczącymi przy lalkach koleżankami.
To był ostatni raz, gdy pani Madej widziała Kasię. Później zadzwonił dzwonek na lekcję. Zerówka miała mieć teraz religię, którą prowadziła siostra Barbara. Wychowawczyni zebrała więc swoje rzeczy i poszła do domu.

Tymczasem Zuzia w kącie wcale nie była smutna z powodu kary. Wreszcie miała pretekst, żeby pobyć trochę w spokoju. Ona też myślała o Kasi i jej pogrzebie. Przypomniała sobie tę zabawę w głuchy telefon. Jej się podobała. Chciała się dalej w to bawić, ale Kasia powiedziała "nie", więc nikt nie mógł się już w to bawić.
Dziewczynka przypomniała sobie, jak po lekcji religii wyszły ze szkoły. Tego dnia nikt po nią nie przyszedł. Mama musiała zostać dłużej w pracy i kazała Zuzi wrócić drogą na skróty między blokami, a następnie obok terenu wysypiska. Mam nie musiała się o nią bać. Tamtędy nie jeździły samochody, więc nie było obawy o żaden wypadek.
- Tylko uważaj tam przy wysypisku, Zuzieńko, bo jest ślisko, a tam jest dosyć stromy teren.
- Dobrze, mamciu.
Ku swojemu zdziwieniu Zuzia zauważyła, że za nią podąża mała Żukowska. Przystanęła.
- Nie czekaj na mnie. Nie będę z tobą szła. Sama dam sobie radę. - Dziewczynka uniosła dumnie głowę i wyminęła koleżankę.
- A czemu nie jedziesz samochodem? - Zapytała Zuzia.
- Wcale ci nie odpowiem. Nie rozmawiam z tobą. - Po chwili jednak dodała. - Ale powiem sama sobie, że mamusia ma dzisiaj bardzo ważną sesję fotograficzną i nie mogła przyjechać.
Przez dłuższy czas Zuzia szła kilka kroków za Kasią. Szły w ciszy. Żadna nie chciała się odzywać do tej drugiej. Gdy wyszły poza teren bloków znalazły się na prawie otwartej przestrzeni. Wąska ścieżka prowadziła tuż nad krawędzią skarpy. Sto metrów niżej znajdował się teren wysypiska, a obok niego wyłożony betonowymi płytami plac, na którym urządzono skup złomu. Z drugiej strony ścieżkę ograniczały płoty i siatki zabudowań. Stały tutaj niewielkie domki. niektóre służyły tylko i wyłącznie jako domki działkowe, zamieszkane tylko latem. W innych ludzie mieszkali cały rok. Potoczną nazwą tych terenów było "Głodzisko". To tutaj mieszkali najubożsi mieszkańcy miasteczka. Tutaj swoje meliny mieli menele z okolicy. I to tutaj mieszkańcy "porządnych" dzielnic woleli się nie zapuszczać po zmroku.
Ale teraz było wczesne popołudnie i słońce świeciło, zsyłając na ziemię ostatnie ciepłe promienie tej jesieni.
W pewnym momencie Kasia odwróciła się do koleżanki.
- Miałaś za mną nie iść.
- Nieprawda. - Zuzia zrobiła krok w jej stronę. - Miałam nie iść z tobą. O iściu za tobą nic nie mówiłaś.
Kasia chciała zrobić krok idąc tyłem i spod jej buta wystrzelił nagle sporej wielkości kamień. Stopa straciła oparcie i ześliznęła się po mokrej po ostatnich deszczach ziemi. Dziewczynka krzyknęła rozdzierająco, zachwiała się i zaczęła spadać w tył. Rozpaczliwie machając rękoma usiłowała się czegoś schwycić, ale w pobliżu niczego nie było. Z jej oczu wyzierał strach, a z gardła wydobył się jeszcze jeden krzyk i dziewczynka zaczęła się zsuwać po zboczu.
Zuzia nie czekała. Jednym susem jak dziki kot przyskoczyła do koleżanki. Upadła na kolana i w ostatniej chwili schwyciła rękaw markowej kurtki Kasi. Na rekach czuła bolesne ukłucia w miejscach, gdzie Kasia w panice wbijała swoje paznokcie.
- O rany! Ale ty jesteś ciężka!
- Zuzia! Nie puszczaj mnie! - Żukowska na oślep machała nogami i jedną ręką, którą nie miała czego się schwycić.
- Przestań! - Krzyknęła Zuzia. - Przestań się wiercić, bo spadniesz!
Kasia nie reagowała. Jej krzyki było słychać na pewno w domkach. Ale czy ktoś był w domu? Miały nadzieję, że tak.
- Przestań, bo cię puszczę!
To ostatnie podziałało i Kaśka przestała się tak mocno rzucać.
Próbowała ostrożnie wyszukiwać oparcia dla stóp, ale prawie pionowa ściana składała się wyłącznie z mokrej i śliskiej ziemi i skał, na których ślizgały się modne różowe buciki.
- Zuźka, nie puszczaj mnie! Będziemy się razem bawić. Już nie będę mówić, że jesteś bękartem. Tylko mnie wciągnij! - Płacz i krzyki dziewczynki niosły się ponad złomowiskiem, którego betonowe płyty widniały u stóp skarpy.
Kątem oka Zuzia zauważyła jakiś ruch przy jednym z domów.
- Jezus Maria! Dziecko! Trzymaj się, już lecę! Mietek! Mietek! Szybko! - Głos kobiety w szarym płaszczu dobiegł obie dziewczynki.
- Widzisz? Już ktoś idzie. Zaraz nam pomoże. - Zuzia próbowała uspokoić koleżankę.
Kasia nerwowo zaśmiała się przez łzy.
- Jeszcze chwilę wytrzymam. Ale nie zbyt długo.
- A nie pytasz, ile ja wytrzymam? - Zuzia uśmiechnęła się drwiąco.
- Oj, ty nie jesteś taka delikatna jak ja.
Zuzia zaśmiała się krótko.
- A pamiętasz dzisiejszą zabawę w głuchy telefon?
- No. A co to ma do rzeczy?
- A pamiętasz moje hasło?
- Tak. Głupie było. "Nie przyszyjesz futra". Beznadziejne.
- No. Ktoś przekręcił.
- Co przekręcił?
- No moje hasło.
- Dziecko! - Kobieta była już jakieś dwieście metrów od nich. Wyraźnie kulała. A i staruszek, który szedł z nią, był niewiele szybszy. - Dziecko, już idziemy.
Zuzia popatrzyła znów na Kasię.
- Hasło brzmiało "Nie przeżyjesz jutra".
- Co? - Kasia nie skojarzyła o czym mówi koleżanka. Myślała już o nadchodzącym ratunku.
- "Nie przeżyjesz jutra" - wyszeptała Zuzia ponownie i wypuściła z rąk markową kurtkę koleżanki.
Krzyki dziewczynek zmieszały się z krzykami staruszków, którzy właśnie dobiegli do skarpy.
- Wyśliznęła mi się! - Płakała Zuzia. - Nie mogłam jej utrzymać!
Kobieta tuliła dziewczynkę do siebie i szeptem powtarzała słowa jakiejś modlitwy.
Na drugi dzień Zuzia zobaczyła gazetę, którą tato czytał przy śniadaniu. Na pierwszej stronie dwa zdjęcia, jej i Kasi Żukowskiej. Zuzia poznała to zdjęcie. Wszyscy mieli takie same - dziewczynki z kwiatami, a chłopcy z piłką. No cóż, urok szkolnych fotografii. Uwagę dziewczynki przykuł tytuł artykułu.


"RYZYKOWAŁA WŁASNE ŻYCIE RATUJĄC KOLEŻANKĘ. NA PRÓŻNO.

Według zeznań świadków, sześcioletnia Zuzanna T. bez zastanowienia ryzykowała własne życie, by pomóc uwieszonej na krawędzi skarpy koleżance, Katarzynie Ż. Niestety, dziewczynka wyśliznęła się koleżance z rąk, gdyż materiał jej kurtki był zbyt śliski. Dziewczynka zginęła na miejscu, upadłszy na betonowe płyty złomowiska. Rada mieszkańców po raz kolejny podniosła temat zabezpieczenia skarpy, która stwarza ogromne zagrożenie, zwłaszcza dla dzieci. To już trzeci śmiertelny wypadek w tym miejscu..."
_________________
Black Mary

Zwali ją Czarną Mańką wśród ulicy,
Znali ją wszyscy wszerz i w krąg...
 
 
 
eva_14 

Wiek: 105
Dołączyła: 28 Lis 2007
Posty: 8981
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-11-17, 11:34   

bardzo dobrze mi się czytało i wyrzuć tego :zawstydzony:
_________________

Zbyt smutku by to powiedzieć.
Drzewa oszukują
Tymczasem w blasku tylko idą wody.
Tylko ziemia jest twarda.


Vicente Aleixandre
 
 
Cathriona 
Monika Nowosad


Wiek: 42
Dołączyła: 13 Sie 2009
Posty: 1249
Skąd: lubelskie
Wysłany: 2010-11-17, 18:20   

Ewuś, teraz to tym bardziej :zawstydzony: :zawstydzony: :zawstydzony:
_________________
Black Mary

Zwali ją Czarną Mańką wśród ulicy,
Znali ją wszyscy wszerz i w krąg...
 
 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 28
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2010-11-19, 22:19   

Ciekawi mnie, co Cię zainspirowało do napisania tego tekstu?

serdeczności
E
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
Cathriona 
Monika Nowosad


Wiek: 42
Dołączyła: 13 Sie 2009
Posty: 1249
Skąd: lubelskie
Wysłany: 2010-11-20, 20:20   

Widzisz, Eluś, czasami mam tak, że łażą za mną na przykład dwa słowa, które koniecznie chcą być tytułem lub fragmentem czegoś większego. A później układa się do nich reszta i męczy mnie, żebym ją napisała ;)
_________________
Black Mary

Zwali ją Czarną Mańką wśród ulicy,
Znali ją wszyscy wszerz i w krąg...
 
 
 
norobob 
Robert Szary Czytelnik


Wiek: 62
Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 1162
Skąd: W-wa
Wysłany: 2010-11-20, 20:28   

:)
 
 
Cathriona 
Monika Nowosad


Wiek: 42
Dołączyła: 13 Sie 2009
Posty: 1249
Skąd: lubelskie
Wysłany: 2010-11-20, 20:41   

A Ty jak zwykle małomówny, Robercie ;)
_________________
Black Mary

Zwali ją Czarną Mańką wśród ulicy,
Znali ją wszyscy wszerz i w krąg...
 
 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 28
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2010-11-21, 05:55   

Cathriona napisał/a:
Widzisz, Eluś, czasami mam tak, że łażą za mną na przykład dwa słowa, które koniecznie chcą być tytułem lub fragmentem czegoś większego. A później układa się do nich reszta i męczy mnie, żebym ją napisała ;)

Dziękuję za wyjaśnienie :) Cathri.

Co do opowiadania, to szkoda, że nie podzieliłaś na wyraźniejsze paragrafy - np linijka pomiędzy. Lepiej by się czytało. Oczywiście, to tylko moje zdanie, które niekoniecznie musi się zgadzać z Twoim.

Masz w tekście chyba dwie literówki, ale niestety nie zanotowałam dokładnych cytatów. Jedna to chyba zamiast mama jest mam.
Pomyślałabym też troszkę nad dialogami, szczególnie gdy mówią dziewczynki. Może nie mam racji, bo ostatnio :P nie słyszę rozmów małych dziewczynek, ale wydawało mi się, że troszkę dorosło mówią te sześciolatki.

serdeczności
E
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
Cathriona 
Monika Nowosad


Wiek: 42
Dołączyła: 13 Sie 2009
Posty: 1249
Skąd: lubelskie
Wysłany: 2010-11-21, 08:23   

Dzięki, Eluś, za uwagi :) Co do odstępów, to zrobiłam po prostu "kopiuj-wklej" z innego portalu, gdzie odstępy były automatycznie ustawione na większe, a tutaj już nie edytowałam.

Poszukam tych literówek :zawstydzony:

A co do rozmów, to są na "faktach autentycznych", gdyż często mam dyżury na korytarzu w szkole i zauważyłam (zresztą nie tylko ja ;) ), że w zależności od domu, z jakiego pochodzą, sześciolatki mają różny sposób wysławiania się. Właśnie te niechcący podsłuchane rozmowy stały się inspiracją do pisania, plus dwa słowa, które krążyły mi po głowie ;) Wystarczyło połączyć ;)

Pozdrawiam :)
_________________
Black Mary

Zwali ją Czarną Mańką wśród ulicy,
Znali ją wszyscy wszerz i w krąg...
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Głuchy telefon


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo