świat się zatacza między czernią a bielą
pod niebem rozmytym zamglone postacie
przed zrozumieniem w niemej prośbie klęczą
na ścianie zamiast obrazu - naciek
grzyb go pożera z prawdy kpiąc wytwornie
maskę założył układnej mądrości
wielu do biegu na sto procent porwie
choć o zadumanie grajek cicho prosił
ref. głos na pustyni zamów
niech brzmi gdy spiker zamilkł
powraca czas bardów
i sensu między wersami
oko za zapałką blednie zaskoczone
nic nie rozumiem - czemu śmiech wokoło
noga dygocze - cokolwiek nie powiem
worek grochu pusty - niech Bóg będzie z tobą
milczeć pozostaje gdy piętno szaleńca
włóczy się po cieniu przedrannej latarni
chciałbym - naprawdę - wreszcie ciszę przerwać
ale z mgły ktoś woła - poczekaj zamilcz
ref.
jeszcze buty luźne - o numer za duże
chociaż kilku mówi - na dziś ci wystarczy
w sumie - niby prawda - nie usiedzę dłużej
w oczach piasek trzeszczy lecz łez nie zobaczy
czas szczekania błaznów jak zwykle nadejdzie
nagle się okaże że budy za małe
i tylko wstyd trochę będzie
ciasto tak łatwo dało się zagnieść