Wysłany: 2010-12-21, 19:03 Fragmenty z życia wzięte III
Powieki były tak ciężkie, jakby zostały czymś powleczone. Nadludzkim wysiłkiem starałam się je choćby uchylić i po chwili mi się to udało. Natychmiast jednak skleiłam je z powrotem, ponieważ światło raziło mnie, niczym ogień. Za drugim podejściem było już nieco prościej - po chwili źrenice przyzwyczaiły się do ogromnych lamp, wiszących nad łóżkiem, na którym leżałam. Nie wiedziałam, gdzie jestem, ani jak się tu znalazłam. Otaczały mnie jasne ściany, rząd pustych łóżek i te okrutne reflektory. Chciałam podnieść rękę i przetrzeć powieki i wtedy ujrzałam rzecz straszną - w lewej ręce tkwił wenflon, do którego podłączona była ogromna kroplówka, drugą rękę miałam zabandażowaną. Nogami także nie mogłam poruszyć - obie tkwiły w ciasnym gipsie. Chciałam krzyczeć, jak nigdy wcześniej, by zawołać kogoś, kto objaśniłby mi otaczające mnie piekło. Z suchych ust nie wydobył się jednak ni jeden dźwięk. Sięgnęłam do pamięci - niczego jednak nie mogłam sobie przypomnieć. Po chwili uderzyło mnie kilka krótkich, urywanych obrazów. Stukam obcasami po usłanym liśćmi chodniku, wypuszczam z płuc papierosowy dym i nagle nic nie czuję, coś uderza we mnie z ogromną siłą i dotyka mnie ból tak ogromny, że zatracam świadomość. Potem już nic, już nic, tylko światła i krzyki, ale nie słyszę, tylko jak przez mgłę docierają co mnie pojedyncze wyraz - telefon, karetka, dziewczyna, nieuważnie, żyje... Moje rozważania przerwała Anielica, która nagle znalazła się przy mnie nie wiedzieć skąd. Dotykała mojej dłoni, tej z kroplówką, i było to przyjemne uczucie. Takie lekkie, jakby ktoś dotykał mnie pawim piórkiem.
- Kochanie, słyszysz mnie? Słyszysz?! - nie musiałam na Nią patrzeć, by dostrzec Jej przerażenie. Słyszałam to w głosie, który co nocy tulił mnie do snu. Tym razem nie mówiła czule i spokojnie - oprócz czułości w Jej tonie pobrzmiewała także nieskrywana panika.
Nie mogłam odpowiedzieć, więc na Nią spojrzałam. Słońce miało zapłakaną twarz, zupełnie jak po kilku nocach bez towarzystwa snu. Uśmiechnęła się przez łzy i zaczęła do mnie mówić, już najzupełniej spokojnie.
- Miałaś wypadek - niczego nie czułam, ale gdybym mogła, z pewnością bym zadrżała - nie uważałaś, potrącił Cię samochód. Kochanie, jak się cieszę, że żyjesz. Nie wiem, co bym...
Wtedy zobaczyłam, że poza Nią w pokoju jest ktoś jeszcze. Stał za plecami Anielicy, więc nie widziałam dokładnie jego twarzy. Ta sylwetka jednak kogoś mi przypominała - nie mogłam sobie przypomnieć kogo dokładnie, ale...
- Skarbie, już dobrze. Najważniejsze, że się obudziłaś, jestem przy Tobie... I jest też ze mną człowiek, który także czekał, aż się przebudzisz.
Wtedy wyszedł zza Jej pleców i zobaczyłam tą twarz. Idealną, bez ni jednej skazy, rozciągającą się w szerokim uśmiechu. Tą, która dała mi minuty radości i długie dni pełne łez.
- Już nigdy nie odejdę, Julio. Cały Twój. - powiedział, jakby czytał mi w myślach.
I, leżąc na niewygodnym, szpitalnym łóżku, cała sparaliżowana, byłam najszczęśliwszą istotą na świecie, ponieważ miałam przy sobie dwie Osoby, które kochałam nad życie. Dwie Osoby, dla których chciałam to życie poświęcić...
_________________ tym jesteśmy, co najbardziej w Nas niedostępne
Anielica - nie anioł, to ciekawe, bo anioły podobno są bez płci
marudka: popracowałabym nad stylistyką...
świątecznie
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E