Żądam! W imię? W imię niczego! Czy to nie imię miłości?
Mojej choroby nie przykryje zsunięty na czoło kapelusz,
po co woal, po co szminka; weź nóż i we mnie wyceluj,
jako że w tobie tylko znajduję powód własnej bladości.
Cyrulik
Radzę myśleć więcej - nie rozmyślać, mówić - nie wymawiać
tego, co nie dość, że nie musi być nazwane, to raz zamknięte
w słowie, będzie takie wiecznie.
Bezsenna
Myśl, którą noszę, ma początek w miłości! Ciężką tobie będę
w ramionach, jeśli mnie nie nazwiesz, jak chcę być nazywana.
Widzisz? Leżę na łóżku, a przy mnie wstecz dziesięć pokoleń –
tak mądra stałam się w uczuciu, tak przesiąknięta prochem.
Cyrulik
Mądra w uczuciu - uczuć chciałaby mniej. A pani się wzmaga, udaje,
zadręcza; każda myśl z pani sterczy jak z ciała pijanej. To nie cynober
z pani toczę, lecz bladość, bladość, pragnienie bycia mętną! Pijany
ogród, który schodzi ku morzu – tak panią nazwę w karcie pacjenta.
Bezsenna
Tak...Pijana! A czy słowik odmawia śpiewu mordercy?
Kiedy ten mdleje na wąskiej desce w głodzie zabijania,
gdzie wszystko zjada szparą, niczego chcąc najwięcej.
Jak w tobie widzę słowika, tak miej mnie za przestępcę.
Cyrulik
Wie pani co? Na dziesiątym piętrze widziałem okrągły taborecik.
Został po studentce, która zamierzała się powiesić, ale – biedna -
podarła tylko sukienkę. Ja pani przyniosę ten taboret. I dziesięć
sukienek.
............................................................Przypis:
Cyrulika wezwał jej ojciec, chociaż nie był do tego wcale przekonany; niepokojony przewlekłymi bólami córki, wzywał medyków z wszystkich zakątków państwa, a dopiero nieskuteczność owych przyczyniła się do tego, że ,,krwawiec” zapukał do ich drzwi. Wypiwszy herbatę, pochylił się nad ciałem drążonym przez nieznaną chorobę. I uśmiechnął się. W tej zapomnianej syberyjskiej dziczy odnalazł miasto, a w nim ulicę, na tej ulicy blok, w tym bloku mieszkanie, w mieszkaniu tym łóżko, gdzie szesnastoletnie ciało ogarnięte nie znajdującym ujścia miłosnym szałem, zdarło z siebie wszelkie nazewnictwo, stając się wartkim strumieniem koszmaru. Krew zaczęła czernieć, wybijając guzami na piszczelach, brzuchu i ramionach, a dziewczyna, trącona chyba palcem demona w membranę ciała, wykrzykiwała najsprośniejsze szaleństwa. Były to imiona i czyny, nie diabłów wcale, ale ludzi, morderców, gwałcicieli, piwnicznych kolekcjonerów dziecięcej skóry...
Mogłoby to stanowić zaczątek całkiem inspirującej legendy. Myślę, że wynika to z tego, że rzeczywiste przeżycia, których charakter oddany został przez dialog, łatwo można rozszczepić. Słowa, które zmuszają do pisania, nie są słowami, które chcemy zapisać, tak jak zdarzenia, które opiszemy, nigdy nie będą stenogramem przeżytych zdarzeń. Naciśnięcie klawisza i puszczenie, a dźwięk płynie długo potem.
Kamil, tak naprawdę to ja dziękuję...
i masz się nie zmieniać lub być jeszcze lepszy, tylko w tę jedną stronę
inaczej znajdę Cię tam na tej Grenladii, czy gdzie Ty tam teraz jesteś... i dostaniesz solidnego kopa... Ty już wiesz w co
Pozdro
_________________ z grochu powstałeś to wstań i się otrzep
to jest poezja a nie pogrzeb
mi to czasem aż głupio komentować...
wiem jedno, że wśród autorów których mogę czytać w internecie, najpierw jest Korien, później długo długo nic. i nie zamierzam się wstydzić tego, wręcz przeciwnie, jestem z tego dumny.
_________________ z grochu powstałeś to wstań i się otrzep
to jest poezja a nie pogrzeb
Arti... Grono tych, których czytam jest duże, a najbardziej podoba mi się to, że tak różni od siebie - to jest też zajmujące. Myślę, a raczej mam nadzieję, że i Twojego tomiku się doczekam (tu przymówiła się perfidnie ).
_________________ kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
mój to nie wiem czy tak szybko wyjdzie no i ten groch kurde, trochę się Ciebie boję ale jak coś spróbuję się przełamać i dać Ci go w pierwszej kolejności
a skoro juz tak sobie tomików życzymy, to mam nadzieję, że i moją półkę zasilą dwie świetne książki (z waszymi autografami - nie inaczej)
Pozdro
_________________ z grochu powstałeś to wstań i się otrzep
to jest poezja a nie pogrzeb