Z siodła perspektywa jest szersza i dłuższa. Równiny, doliny i wzgórza a to wszystko jednym obrazem przedstawione. Jak oczy Mony Lisy, piękno wędruje za mną skądkolwiek nie spojrzę. Wysokie słońce "wyciąga" esencję koloru bujnych traw i czerwieni muchomorów. Zapominam, że istnieje miasto, praca, wszelkie troski. Zapominam, że jest człowiek. wszystko na to wskazuje... może tylko ta polna dróżka, opuszczona chata w oddali albo znak szlaku na drzewie. Może tylko ja i moich paru towarzyszy - oto wątły znak ludzkości, mała pieczęć na wypchanej kopercie listu przyrody. Zgodziłbym się na tę kruchość wosku, uginam więc kark przed majestatem pleneru, jak mój koń przed znojem wędrówki. W końcu to wszystko Bóg wpierw stworzył przed człowiekiem. Gdybyśmy tylko świadkiem natury byli, bez rąk - narzędzi zniszczenia, unosili się na skrzydłach, pozbawieni złożonego intelektu, cieszyli się prostotą istnienia.
Kłus
Gdy wodze skracam i łydki dodaję wnet koń przyśpiesza i krok wyższy nadaje. Krajobraz się zmienia, gęsty las otula wąską ścieżkę. Bujne korony przydrożnych drzew zasłaniają widok. W tej alei jak w tunelu śpieszę przed siebie, unikając niebezpiecznych dziur, oszczędzam kostki wierzchowca.
Smagany gałęziami po twarzy, za twoją głowę chowam się bezpiecznie, ty dzielnie zniesie razy. Wtulony w długą szyję ufnie czekam na prześwit by zerknąć czy na manowce nas nie sprowadzam. Tak mija minut kilka, wizja się rozjaśnia, więcej światła pada, bieg nasz uspokajam.
Galop
Wolny marsz czas zakończyć,
oto rozległe jest ściernisko
Równe pole, zboże ścięte,
wszystkie twarze promieniste
Łobuzerski, szeroki uśmiech
znak gonitwy wszystkim daje,
łydki przykładam, naprężam wodze,
na strzemionach teraz staję
Dam pohulać rumakowi,
niech się nieco "wystrzela"
kopyt cztery - to jest foule'a
tak się kręci karuzela
Pierwszy jestem niedługo,
wnet mój druh mnie wymija,
na swej siwej klaczy,
pędzi - batem wywija
Ambicja kobyły wielka,
zastęp lubi swój prowadzić,
jeźdźcowi oddana i wierna,
pochwały na szyi chce gromadzić.
Cwał
Koń zniża głowę, szyja się wyciąga i całe zwierzę jest jakby dłuższe. Widać jak ścięgna na łopatkach rozciągają się po kres plastyczności. Wszystkie żyły, a jest ich cała masa, są nabrzmiałe i wyglądają jakby zaraz miały wyjść spod sierści i zacząć żyć własnym życiem. Koń zaczyna szklić się i błyszczeć od potu a razem z potem pojawia się sól, która miejscami w swym nadmiarze odkłada się barwiąc ten dostojny boski twór na biało. Kiedy pomimo ciepłego dnia widać jak para wydobywa się z wielkich nozdrzy tego stworzenia jak z komina lokomotywy, a serce jego bije szybciej od serca polnej myszy... kiedy z twoich oczu łzy zalewają Cię mocniej niż po stracie bliskiego, znak to byś skończył, przerwał to szaleństwo i gdziekolwiek gnasz, choć zapewne tylko przed siebie, zatrzymaj się... daj odetchnąć biedakowi i spłynąć po karku twojej adrenalinie.
_________________ Pretensjonalna i cyniczna,
piękna i bestia,
świetlista i mroczna,
poezja markotna.
Przeczytałam z zainteresowaniem. Ciekawy pomysł, ale według mnie
- tylko proszę pamiętaj, że są to wyłącznie moje odczucia, wrażenia z lektury, obserwacje kogoś, kto nie jest krytykiem a jedynie opowiada o swoim odbiorze -
nie do końca dopracowany.
Zaznaczyłam zdania, gdzie zastanowiło mnie użycie takiego, a nie innego słowa, zaimki wskazujące, które się powtarzają, inne drobiazgi. Nie zajmowałam się interpunkcją, jest tu El, która jest specem od interpunkcji, więc jej zostawiam pole do popisu
powodzenia
serdeczności
E
Krzysztof_Kamil napisał/a:
TEMPO
Jackowi, przyjacielowi o wielkim sercu.
Stęp
Powoli i dokładnie, szanuję??? spojrzeniem widoki. Z siodła perspektywa jest szersza i dłuższa. Równiny, doliny i wzgórza a to wszystko jednym obrazem przedstawione. Jak oczy Mony Lisy, piękno wędruje za mną skądkolwiek nie spojrzę. Wysokie słońce "wyciąga" esencję koloru bujnych traw i czerwieni muchomorów. Zapominam, że istnieje miasto, praca, wszelkie troski. Zapominam, że jest człowiek. wszystko na to wskazuje... może tylko ta polna dróżka, opuszczona chata w oddali albo znak szlaku na drzewie. Może tylko ja i moich paru towarzyszy - oto wątły znak ludzkości, mała pieczęć na wypchanej kopercie listu przyrody. Zgodziłbym się na tą??? kruchość wosku, uginam więc kark przed tym??? majestatem, jak mój koń przed znojem wędrówki. W końcu to wszystko Bóg wpierw stworzył przed człowiekiem. Gdybyśmy tylko świadkiem natury byli, bez rąk - narzędzi zniszczenia, unosili się na skrzydłach, pozbawieni złożonego intelektu, cieszyli się prostotą istnienia.
Kłus
Gdy wodze skracam i łydki dodaję wnet koń przyśpiesza i krok wyższy nadaje. Krajobraz się zmienia, gęsty las spowija??? wąską ścieżkę. Bujne korony przydrożnych drzew zasłaniają widok. W tej alei jak w tunelu śpieszę przed siebie, unikając zbędnych??? dziur, oszczędzam kostki wierzchowca. Smagany gałęziami po twarzy, chowam się za twoją??? głowę, ty dzielnie zniesiesz razy. Wtulony w twoją szyję ufnie czekam na prześwit by zerknąć czy na manowce nas nie sprowadzam. Tak mija minut kilka, wizja się rozjaśnia, więcej światła pada, bieg nasz uspokajam.
Galop
Wolny marsz czas zakończyć,
oto rozległe jest ściernisko.
Równe pole, zboże ścięte,
wszystkie twarze promieniste
Łobuzerski, szeroki uśmiech
znak gonitwy wszystkim daje,
łydki przykładam, naprężam wodze,
na strzemionach teraz staję
Dam pohulać rumakowi,
niech się nieco "wystrzela".
kopyt cztery - to jest foule'a
tak się kręci karuzela
Pierwszy jestem niedługo,
wnet mój druh mnie wymija,
na swej siwej klaczy,
pędzi - batem wywija.
Ambicja kobyły wielka,
zastęp lubi swój prowadzić,
jeźdźcowi oddana i wierna,
pochwały na szyi chce gromadzić.
Cwał
Koń zniża głowę, szyja się wyciąga i całe zwierzę jest jakby dłuższe. Widać jak ścięgna na łopatkach rozciągają się po kres plastyczności. Wszystkie żyły, a jest ich cała masa, są nabrzmiałe i wyglądają jakby zaraz miały wyjść spod futra??? i zacząć żyć własnym życiem. Koń zaczyna szklić się i błyszczeć od potu a razem z potem pojawia się sól, która miejscami w swym nadmiarze odkłada się barwiąc ten dostojny boski twór na biało. Kiedy pomimo ciepłego dnia widać jak para wydobywa się z wielkich nozdrzy tego??? stworzenia jak z komina lokomotywy???, a serce jego bije szybciej od serca polnej myszy... kiedy z twoich oczu łzy zalewają Cię mocniej niż po stracie bliskiego, znak to byś skończył, przerwał to szaleństwo i gdziekolwiek gnasz, choć zapewne tylko przed siebie, zatrzymaj się... daj odetchnąć biedakowi i spłynąć po karku twojej adrenalinie.
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
1. Powoli i dokładnie, szanuję spojrzeniem widoki. (Stwierdziłem, że to zdanie jest niepotrzebne, lepsze rozpoczęcie będzie od następnego.)
2. Zgodziłbym się na tą??? kruchość wosku, uginam więc kark przed tym??? majestatem
2'. Zgodziłbym się na tę kruchość wosku, uginam więc kark przed majestatem pleneru
3. Krajobraz się zmienia, gęsty las spowija??? wąską ścieżkę.
3'. Krajobraz się zmienia, gęsty las otacza wąską ścieżkę.
4. W tej alei jak w tunelu śpieszę przed siebie, unikając zbędnych??? dziur, oszczędzam kostki wierzchowca.
4'. W tej alei jak w tunelu śpieszę przed siebie, unikając niebezpiecznych dziur, oszczędzam kostki wierzchowca.
5. Smagany gałęziami po twarzy, chowam się za twoją??? głowę, ty dzielnie zniesiesz razy. Wtulony w twoją szyję ufnie czekam na prześwit by zerknąć czy na manowce nas nie sprowadzam. Tak mija minut kilka, wizja się rozjaśnia, więcej światła pada, bieg nasz uspokajam.
(Od początku czułem że zmiana z osoby trzeciej na drugą - w zwrocie do konia może razić, zatem):
5'. Smagany gałęziami po twarzy, chowam się za jego głowę, on dzielnie zniesie razy. Skulony i wtulony w długą szyję ufnie czekam na prześwit by zerknąć czy na manowce nas nie sprowadzam. Tak mija minut kilka, wizja się rozjaśnia, więcej światła pada, bieg nasz uspokajam.
6. Wszystkie żyły, a jest ich cała masa, są nabrzmiałe i wyglądają jakby zaraz miały wyjść spod futra??? i zacząć żyć własnym życiem.
(Mógłbym użyć słowa "skóra", które oczywiście się nasuwa jako pierwsze ale użyłem "futro" gdyż precyzyjniej tłumaczy stwierdzenie o żyłach : "zacząć żyć własnym życiem". Mianowicie, najpierw wychodzą spod skóry, potem spod futra i wtedy sobie już żyją całkowicie poza ciałem konia ;p)
7. Kiedy pomimo ciepłego dnia widać jak para wydobywa się z wielkich nozdrzy tego??? stworzenia jak z komina lokomotywy???
Wytłumacz mi Elu czemu Ci się nie podoba to porównanie, a postaram się odpowiedzieć. Mi się wydaje, że wszystko jest tu w porządku. Dym z komina lokomotywy wydobywa się w odstępach, tak samo jak powietrze podczas wypuszczania go przez konia...
Zgadzam się zatem, że były usterki i niedociągnięcia. Poprawiłem je już i oryginał zmieniłem. Zobaczymy jak teraz.
Dzięki za zainteresowanie i poświęcony czas.
_________________ Pretensjonalna i cyniczna,
piękna i bestia,
świetlista i mroczna,
poezja markotna.
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
1. Powoli i dokładnie, szanuję spojrzeniem widoki. (Stwierdziłem, że to zdanie jest niepotrzebne, lepsze rozpoczęcie będzie od następnego.)
a-ja-bym : 'Powoli i z namysłem szacuję spojrzeniem okolicę.'
2. Zgodziłbym się na tą??? kruchość wosku, uginam więc kark przed tym??? majestatem
2'. Zgodziłbym się na tę kruchość wosku, uginam więc kark przed majestatem pleneru
wiesz, najbardziej chodziło mi o powtórzenie zaimków tak blisko siebie w tekście. Ja sama popełniam podobne błędy, dlatego czytam wielokrotnie swoje teksty i odchudzam je, gdy tylko się da.
3. Krajobraz się zmienia, gęsty las spowija??? wąską ścieżkę.
3'. Krajobraz się zmienia, gęsty las otacza wąską ścieżkę.
a może: owija, otula?
'spowija' miało ciekawszy wydźwięk, niż zwykłe 'otacza', tym bardziej że orzekłeś, że Tempo, to proza poetycka, ale nie chciałam nic sugerować a jedynie podkreślić.
4. W tej alei jak w tunelu śpieszę przed siebie, unikając zbędnych??? dziur, oszczędzam kostki wierzchowca.
4'. W tej alei jak w tunelu śpieszę przed siebie, unikając niebezpiecznych dziur, oszczędzam kostki wierzchowca.
tak, o to mi chodziło, myślę, że te zbędne były zbędne
albo coż takiego: 'unikając zbędnego trudu wierzchowca w pokonywaniu dziur'
5. Smagany gałęziami po twarzy, chowam się za twoją??? głowę, ty dzielnie zniesiesz razy. Wtulony w twoją szyję ufnie czekam na prześwit by zerknąć czy na manowce nas nie sprowadzam. Tak mija minut kilka, wizja się rozjaśnia, więcej światła pada, bieg nasz uspokajam.
(Od początku czułem że zmiana z osoby trzeciej na drugą - w zwrocie do konia może razić, zatem):
5'. Smagany gałęziami po twarzy, chowam się za jego głowę, on dzielnie zniesie razy. Skulony i wtulony w długą szyję ufnie czekam na prześwit by zerknąć czy na manowce nas nie sprowadzam. Tak mija minut kilka, wizja się rozjaśnia, więcej światła pada, bieg nasz uspokajam. nie, nie - ja rozumiem przejście z trzeciej osoby na drugą i jest to ciekawy zabieg, ale wyróżniłabym ten paragraf z całości, albo zastosowałabym kursywę, żeby bardziej zaakcentować różnicę. mogę się mylić.
6. Wszystkie żyły, a jest ich cała masa, są nabrzmiałe i wyglądają jakby zaraz miały wyjść spod futra??? i zacząć żyć własnym życiem.
(Mógłbym użyć słowa "skóra", które oczywiście się nasuwa jako pierwsze ale użyłem "futro" gdyż precyzyjniej tłumaczy stwierdzenie o żyłach : "zacząć żyć własnym życiem". Mianowicie, najpierw wychodzą spod skóry, potem spod futra i wtedy sobie już żyją całkowicie poza ciałem konia ;p)
ja myślałam o 'sierści', albo 'gładkim futrze'. Przyznam, że nigdy nie miałam okazji widzieć zachowania żył cwałującego konia, więc trudno mi osądzać, Ty jesteś ekspertem
7. Kiedy pomimo ciepłego dnia widać jak para wydobywa się z wielkich nozdrzy tego??? stworzenia jak z komina lokomotywy???
Wytłumacz mi Elu czemu Ci się nie podoba to porównanie, a postaram się odpowiedzieć. Mi się wydaje, że wszystko jest tu w porządku. Dym z komina lokomotywy wydobywa się w odstępach, tak samo jak powietrze podczas wypuszczania go przez konia...
tu chodziło mi o przedobrzenie - pamiętaj proszę, to tylko moje odczucia, nie racje - wydawało mi się, że np z 'parowozu' byłoby trafniejsze, ale podkreślam, że to moje odczucie.
Zgadzam się zatem, że były usterki i niedociągnięcia. Poprawiłem je już i oryginał zmieniłem. Zobaczymy jak teraz.
Dzięki za zainteresowanie i poświęcony czas.
Proszę miałam nadzieję, że tak właśnie odpowiesz, chociaż nigdy nic nie wiadomo, prawda?
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Dzięki raz jeszcze, najbardziej podoba mi się zastąpienie słowa "otacza" na "otula". Jest dużo bardziej przyjemne i przytulne.
Lokomotywy nie zmienię , to "przedobrzenie" jest dobre, podczas cwału powietrze rzeczywiście z wielką siłą jest wypuszczane przez nozdrza konia.
Nie wiem czemu nie pomyślałem o sierści zamiast futrze, rzeczywiście niepotrzebnie się uparłem na to "futro" ;p
Przemyślę jeszcze sprawę zmiany osoby na drugą. Może uda mi się to jakoś ułożyć.
Co do zaimków to jest mi ciężko zastąpić je w niektórych zdaniach ale doskonale rozumiem, że trzeba uważać żeby nie przedobrzyć z nimi.
Utwór wrzuciłem do prozy poetyckiej bo nie pasowało mi to do opowiadania. Wydaje mi się, że za mało tu było treści, jest to głownie forma więc pomyślałem, że lepiej jak trafi do p. poetyckiej. Czasami może brakować w tekście poetyki właśnie ale to dlatego, że w "Tempie" jest też dużo suchej relacji( część "Kłus" i "Cwał"), która wynika z mojej chęci zobrazowania poszczególnych "biegów" konia.
Część trzecią chciałem ułożyć w wiersz o krótkich linijkach i zwrotkach czterowersowych by brzmiała właśnie jak galop.
Cieszę się, że właśnie ją zostawiłaś w spokoju hehe
Pozdrawiam!
_________________ Pretensjonalna i cyniczna,
piękna i bestia,
świetlista i mroczna,
poezja markotna.