Przedwczoraj przyszedł z wizytą do mnie jeż
przywitał się kiwając główką malutką.
Nie sam, z żoną przyszedł, wiesz
przypłynęli z lasu drewnianą łódką.
Dwa dni wcześniej:
Co to za odgłos? Tupanie drobnych łapek
jeże szły po schodach mojego bloku.
Ciężko wejść i zimno, a one bez czapek
tup,tup pod drzwiami słyszałam krok po kroku.
Otworzyłam drzwi, wzrok na podłogę spuściłam,
a tam czwórka małych jeżyków psotnych.
Usta otworzyłam, uwierzyć nie mogłam
kłębowisko igiełek i nosków wilgotnych.
Oj z dalekich stron rodzinka przybyła
na krótkich nóżkach trochę błota naniosła.
Chyba z pięć kilo jabłek przytaszczyła
a w łapkach trzymały ogromne wiosła.
Stary jeż wysunął się mówiąc jak z nut,
rzekł:"kochana moja" pykając z fajki
"przynieśliśmy jabłka, szarlotkę nam zrób"
"zjemy, potem wrócimy do naszej bajki
W prodiżu ciasta upiekłam dwie formy,
jeżyki jeszcze ciepłym poczęstowałam.
Popijając herbatę, mlaskając jadły
niezjedzone w tobołku im spakowałam.
Pakunki na grzbiety jeże zarzuciły
wzięły w łapki drewniane, ciężkie wiosła
"A my hej, a my ho" szanty zanuciły
i w dal bajkową piosnka ich poniosła.