POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » ODSKOCZNIA » Lubię poczytać... » Charles Baudelaire
Charles Baudelaire
Autor Wiadomość
Kamil K.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-03-26, 22:30   Charles Baudelaire

Charles Baudelaire (1821-1867) – poeta i krytyk francuski, parnasista zaliczany do grona tzw. "poetów przeklętych". Znany także z cenionych przekładów, m.in. wierszy Edgara Allana Poego. Prekursor symbolizmu i dekadentyzmu, powszechnie uznawany za jednego z najwybitniejszych i najbardziej wpływowych twórców literatury XIX wieku.





Balkon

Matko wspomnienia, kochanie kochania,
Ty, wszystkie moje więzy i wszystkie rozkosze!
Pieszczot piękność przypomnisz, oto się odsłania
Cisza domu, wieczorów uroki najsłodsze,
Matko wspomnienia, kochanie kochania!

Wieczory rozjaśnione węgli tlących żarem
I wieczory w różowych dymach na balkonie.
Jakże dobra pierś twoja! Serce jakim darem!
Słowa które nie giną mówiliśmy sobie
W wieczory rozjaśnione węgli tlących żarem.

Jakże piękne są słońca w te ciepłe wieczory!
Przestrzeń jaka głęboka! W sercu jaka siła!
Chyliłem się ku tobie, wielbiona z wielbionych,
Wdychałem zapach krwi, co twarz twoją paliła.
Jakże piękne są słońca w te ciepłe wieczory!

Noc gęstniała powoli niby ściana ciemna
I moje oczy źrenic twych w czerni szukały,
I piłem oddech twój, słodyczy trucizn pełna,
I twoje stopy w dłoniach mych braterskich spały.
Noc gęstniała powoli niby ściana ciemna.

Znam sztukę i szczęśliwe chwile znowu wskrzeszę.
Przeszłość u twoich kolan zamkniętą widziałem,
Bo gdzież jest radość równa bolesnej uciesze,
Jaką ty swoim drogim nasycałaś ciałem?
Znam sztukę i szczęśliwe chwile znowu wskrzeszę!

Te szepty, pocałunki, przysięgi natchnione,
Z przepaści, w którą wejrzeć nie śmie nikt, czy wstaną,
Jak wznoszą się na niebo słońca odmłodzone,
Obmyte w głębi mórz, zbryzgane słoną pianą?
O szepty! Pocałunki! Przysięgi natchnione!
 
 
Leszek Wlazło 


Wiek: 70
Dołączył: 18 Paź 2007
Posty: 19075
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2009-03-27, 19:03   

nie dziwię się że lubisz poczytać :)
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2009-09-08, 20:26   

Przemiany wampira

Niewiasta, ust czerwienią znaczona zuchwałą,
Niby żmija na węglach w skrętach prężąc ciało,
Trąc o łoże pierś pełną żądz nieujarzmionych,
Potok słów wylewała piżmem nasyconych:
- «W wilgotnych moich wargach wiedza upojenia;
Umiem w łożu zatopić skrupuły sumienia;
Suszę łzy; krwi stygnącej bić każę goręcej
I starczym ustom uśmiech przywracam dziecięcy -
A kogo do nagości mej dopuszczę łaski,
Zastąpię mu księżyca, gwiazd i słońca blaski!
Bo, mój mędrcze, w pieszczotach ja tak wyćwiczona,
Gdy owijam wybrańca w wężowe ramiona,
Lub do hojnych mych piersi puszczam głodne usta -
I skromna, i rozpustna, i groźna, i pusta -
Że dla mnie za otchłanie takie upieszczenie
Anioły by w niemocy szły na potępienie! »

A kiedy z kości moich wyssała szpik cały,
Ja zaś zwróciłem wreszcie ku niej wzrok omdlały -
Na jej miejscu ujrzałem tuż przy boku swoim
Jakiś bukłak oślizły, napełniony gnojem!
Zamknąłem oczy, lodem przerażenia ścięty;
A gdym otworzył, chcąc sen odegnać przeklęty,
Na chłodnem łożu, zamiast machiny potężnej -

Niespożytej jak morze, nadmiarem krwi prężnej -
Drżały nagie piszczele i czerep śluzawy,
Wydające pisk smętny chorągiewki rdzawej -
Lub szyldu, co w noc zimną na żelaznym pręcie
Na wietrze pojękuje w żałosnym lamencie.
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2009-09-08, 21:10   

gamin napisał/a:
Na chłodnem łożu, zamiast machiny potężnej -

Niespożytej jak morze, nadmiarem krwi prężnej -
Drżały nagie piszczele i czerep śluzawy,
Wydające pisk smętny chorągiewki rdzawej -
Lub szyldu, co w noc zimną na żelaznym pręcie
Na wietrze pojękuje w żałosnym lamencie.


ano! bywa ! nie należy zatem za bardzo podążać za:
gamin napisał/a:
Niewiasta, ust czerwienią znaczona zuchwałą,
;)
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2010-02-27, 12:37   

Do Przechodzącej

Miasto wokół mnie tętniąc huczało wezbrane.
Smukłą, w żałobie, w bólu swym majestatyczna
Kobieta przechodziła, a jej ręka śliczna
Lekko uniosła wyhaftowaną falbanę.

Zwinna, szlachetna, z posągowymi nogami.
A ja piłem, skurczony, dziwaczny przechodzień,
W jej oku, niebie modrym, gdzie huragan wschodzi,
Rozkosz zabijająca i słodycz, co mami.

Błyskawica... i noc! - pierzchająca piękność,
Co błyskiem oka odrodziłaś moje serce,
Czyliż cię mam zobaczyć już tylko w wieczności?

Gdzieś daleko! Za późno! Może nigdy więcej!
Bo nie wiesz, dokąd idę, nie wiem, gdzieś przepadła,
Ty, którą mógłbym kochać, ty, coś to odgadła!
 
 
artur bodler
[Usunięty]

Wysłany: 2010-04-29, 21:00   

Podróż


I

Dziecku zapatrzonemu w mapy i ryciny
Ziemia zdaje się wielka jak jego pragnienia.
Ach, jakże w świetle lampy ten świat jest olbrzymi!
Jakże mały wydaje się w oczach wspomnienia!

Pewnego dnia ruszamy z rozpaloną głową,
Z sercem ciężkim od uraz i pożądliwości,
Ruszamy, by kołysać w rytmie fal miarowo
Własną swą nieskończoność na mróz skończoności.

Jedni z nas przed ojczyzną uchodzą zhańbioną,
Przed grozą swej kolebki. Są tacy szczęściarze,
Co nim w oczach jedynych na zawsze utoną,
Zdążą umknąć przed Cyrce o trującym czarze.

Zamiast w jej łożu stracić swoją ludzką postać,
Chłoną przestrzeń i fale, nie doznając zdrady.
Słońce będzie ich prażyć, mróz będzie ich chłostać,
Usuwając powoli pocałunków ślady.

Lecz prawdziwi wędrowcy jadą od niechcenia,
Lekko niczym balony wznoszące się w niebo,
Posłuszni wyrokowi swego przeznaczenia,
Zawsze wołają: „W drogę!”, nie wiedząc, dlaczego.

Ich chęci przybierają chmur kapryśne formy,
Oni roją, jak rekrut o surmach bojowych,
O rozległych rozkoszach, zmiennych i niesfornych,
Dla których nie ma nazwy w słowach ludzkiej mowy!

II

Naśladujemy, zgrozo, bąka albo kulę
Z ich skokami, pląsami; nawet w śnie niestety
Ciekawość nas opada, gna i torturuje,
Niczym okrutny Anioł, co smaga planety.

Dziwaczne przeznaczenie, w którym cel ruchomy
Nie będąc nigdzie, może być tak samo wszędzie!
Gdzie człowiek o nadziei nigdy nie znużonej,
Aby znaleźć spoczynek, gna w szalonym pędzie.

Nasz duch to statek mknący do swych wysp Szczęśliwych.
Na mostku kapitańskim przestroga zabrzmiała,
Lecz z bocianiego gniazda woła głos żarliwy:
„Miłość... bogactwo... sława!” - A to naga skała!

Byle nędzna wysepka ujrzana z daleka
Marzycielowi zda się Ziemią Obiecaną!
Wyobraźnia ją swoim czarem przyobleka,
Lecz cóż - jedynie rafę znajduje się rano.

O biedny zakochany w krajach swej chimery!
Trzebaż go zakuć w dyby? Wrzucić do otchłani,
Tego majtka pijaka, odkrywcę Ameryk,
Którego miraż złudną nadzieją nas mami?

Jest jak stary włóczęga utytłany błotem,
Urzeczony marzeniem, od tęsknoty chory:
Jego wzrok tam odkrywa gród kapiący złotem,
Gdzie łojówka oświetla okno nędznej nory.

III

Niezwykli podróżnicy, cóż to za wspaniały
Świat przygód w waszych oczach głębokich jak morza!
Otwórzcie nam pamięci waszej futerały,
Te cudowne klejnoty, w których płonie zorza!

Pragniemy podróżować bez żagli, bez pary!
Więc aby nam umilić beznadziejne trwanie,
Nałóżcie waszych wspomnień malownicze dary
Na płótno naszych mózgów, naszych myśli, marzeń:

Mówcie, coście widzieli!

IV

„Bezkresne odmęty
I piaski, i niezwykłe planety na niebie,
Lecz mimo nagłych zderzeń i klęsk niepojętych
Częstośmy się nudzili, całkiem jak u siebie.

Fiolet morza zmieszany ze słońca mosiądzem,
Gloria miast oglądanych w zachodu płomieniach,
Zapalały nam w sercach niespokojne żądze,
By pogrążyć się w nieba nęcących odcieniach.

Najokazalsze miasta, świetne krajobrazy
Nigdy nie miały tego tajnego uroku,
Jaki traf nam z obłoków czyni po sto razy,
A pragnienie w nas zawsze budziło niepokój!

Rozkosz to dla pragnienia jest podnieta stała.
O żądzo, stare drzewo, rozkoszy ci trzeba!
Im bardziej twoja kora staje się zgrubiała,
Tym bardziej twe gałęzie chcą być blisko nieba!

Czy będziesz ciągle rosło, drzewo pełne ruchu,
Żywsze niż cyprys? - Jednak skrzętnieśmy zebrali
Kilka szkiców dla waszych zachłannych sztambuchów,
Bracia, dla których piękne wszystko, co jest w dali!

Pozdrawialiśmy bóstwa o słoniowej trąbie,
Wysadzane drogimi kamieniami trony,
I pałace rzeźbione, ich baśniowej pompie
Nie sprostałby bankierów waszych sen szalony;

Stroje, którymi każde oko się upije,
Kobiety o barwionych paznokciach i zębach,
I uczonych żonglerów pieszczonych przez żmije...”

V

- I co jeszcze? Co jeszcze?

VI

„Czegóż jeszcze trzeba?

Dobrze więc, za pamięci pierwszą rzecz wspomnijmy:
Spotykaliśmy wszędzie, daleko i blisko,
Od góry aż do dołu fatalnej drabiny
Nieśmiertelnego grzechu nudne widowisko.

Kobieta, niewolnica głupia, pełna pychy,
Bez granic zakochana w swym własnym uroku,
Mężczyzna, tyran chciwy, okrutny i lichy,
Niewolnik niewolnicy i strumień w rynsztoku.

Kat, co używa życia, jęcząca ofiara,
Uczty poprzyprawiane wonią krwi rozlanej,
Jad władzy, ta despotę nękająca kara,
I lud, w ogłupiającym bacie zakochany.

Liczne religie, naszej bliźniacze połowy, -
Wszystkie pną się ku niebu; Świętość się panoszy,
Jak delikacik mości się w łożu puchowym,
Tak ona szuka w gwoździach i włosiu rozkoszy.

Ludzkość pijana swoją wiedzą, obelżywa,
Której wiecznym znamieniem szaleństwo i wina,
Wołająca do Boga w swych dzikich porywach:
- „O mój bliźni, mój władco, ja ciebie przeklinam!”

I najmniej głupi, Szału kochankowie śmiali,
Gardzący wielką trzodą partą przeznaczeniem
I chroniący się w opium niezmierzonej fali -
Oto całego świata odwieczne streszczenie!”

VII

Gorzką wiedzę wyciąga się z każdej podróży:
Świat mały, monotonny, nigdy się nie zmienia,
Jak lustro, co nasz własny obraz nam powtórzy:
To na pustyni nudy źródło przerażenia!

Jechać - czy zostać? Zostań, jeśli zostać możesz.
Jak musisz - jedź. Ci biegną, tamci, przerażeni,
Chcą się ukryć przed Czasem, co i tak ich zmoże!
Niestety! są biegacze nigdy nie znużeni,

Co jak Żyd, wieczny tułacz, lub apostołowie
Wciąż w drodze, uciekając, a wszystkiego mało,
Aby zwieść zapaśnika, co ich siecią łowi;
Inni zaś już w dziecięctwie niegodziwca zgładzą.

A gdy wreszcie postawi nam na karku stopę,
Możemy jeszcze krzyknąć „Naprzód!” żądni zmiany,
Jak wtedy, gdy żegnaliśmy starą Europę
Z okiem wbitym w odmęty i włosem rozwianym.

Wyruszymy radośnie na Morze Ciemności,
Jak młodziutki podróżnik, marzący o świecie.
Czy słyszycie te pełne wdzięku i żałości
Głosy: „Pójdźcie tu do nas, wy, którzy pragniecie

Pożywać wonny Lotos! Tu jest winobranie
Owoców, których łaknie dusza głodująca.
Przyjdźcie się upić boskim, błogim niezrównanie
Tutejszym popołudniem, nie znającym końca!”

Po znajomym akcencie odgadliśmy zjawę:
To Pylades nas wzywa, ciągnie dal nieznana,
„Płyń do twojej Elektry na serca odprawę!”
Mówi ta, którejś niegdyś całował kolana.

VIII

O Śmierci, stary szyprze, odbijaj - dal woła!
Ten kraj nas nudzi. W drogę, do nowej przestrzeni!
Chociaż niebo i morze są czarne jak smoła,
Nasze serca - ty znasz je - są pełne promieni!

Twą krzepiącą truciznę wchłoniemy z ochotą!
Pragniemy - tak ten ogień rozpala nam głowę -
Paść w głąb otchłani - Piekła? Nieba? Mniejsza o to,
Byle znaleźć w Nieznanym coś, co będzie nowe!
 
 
korien 
kamil kwidziński


Wiek: 37
Dołączył: 20 Wrz 2010
Posty: 349
Wysłany: 2011-03-15, 01:05   

Gra

W wypłowiałych fotelach stare kurtyzany,
Zwiędłe, wymalowane, z okiem pełnym cieni,
Mizdrzące się: na szyjach pereł sznur nizany,
W chudych uszach brzęk złota i drogich kamieni.

W krąg zielonych stolików bezwargie oblicza,
Bezbarwne szare wargi i bezzębne szczęki;
Wzrok w piekielnej gorączce pieniądze przelicza,
Próżną kieszeń miętoszą palce drżącej ręki.

Pod niechlujnym sufitem mdły szereg kinkietów
I ogromne pająki leją lśnień pokoty
Na zachmurzone czoła wykwintnych poetów,
Co przyszli marnotrawić swoje krwawe poty:

Oto posępny obraz, co w sennym marzeniu
Do mych jasnowidzących przywarł dzisiaj oczu;
Siebie także widziałem, jak - stojący w cieniu,
Wsparty na łokciu, zimny, niemy, na uboczu -

Zazdrościłem tym kurwom trupiego wesela,
Podziwiałem tych graczy chciwość wiecznie młodą,
Gdy tak chwacko kupczyli bez skrupułów wiela -
Jedni swoim honorem, drugie swą urodą!

I ze zgrozą pojąłem, że zazdrościć zdolny-m
Temu, co w otchłań biegnie z skwapliwością wściekłą,
I, własną krwią pijany, po życiu mozolnym
Na śmierć przeniósłbym mękę, a nad nicość piekło.
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2011-03-15, 21:37   

:) dzięki!Poczytałem!
 
 
Indianeczka 
Beata Patrycja Klary

Dołączyła: 19 Maj 2009
Posty: 1694
Wysłany: 2011-04-07, 11:40   

czyje przekłady? dobre!
 
 
Handlarz Iluzji 


Wiek: 34
Dołączyła: 11 Kwi 2013
Posty: 17
Skąd: Kielce
Wysłany: 2013-04-13, 17:55   

Jest to chyba najlepszy utwór tego poety przeklętego jaki znam w dodatku ma odniesienie do wszystkich poetów. To wspaniały, dla mnie, twórca - niedoceniony, a szkoda.

Albatros

Czasami dla zabawy uda się załodze
Pochwycić albatrosa, co śladem okrętu
Polatuje, bezwiednie towarzysząc w drodze,
Która wiedzie przez fale gorzkiego odmętu.

Ptaki dalekolotne, albatrosy białe,
Osaczone, niezdarne, zhańbione głęboko,
Opuszczają bezradnie swe skrzydła wspaniałe
I jak wiosła zbyt ciężkie po pokładzie wloką.

O jakiż jesteś marny, jaki szpetny z bliska,
Ty, niegdyś piękny w locie, wysoko, daleko!
Ktoś ci fajką w dziób stuka, ktoś dla pośmiewiska
Przedrzeźnia twe podrygi, skrzydlaty kaleko!

Poeta jest podobny księciu na obłoku,
Który brata się z burzą, a szydzi z łucznika;
Lecz spędzony na ziemię i szczuty co kroku -
Wiecznie się o swe skrzydła olbrzymie potyka.
_________________
"Dawno, dawno temu..."
Wszystko tak się zaczyna. Tworzymy naszą historię zmuszeni do pogodzenia się z życiem takim jakie jest - z jego wadami, brakami i regułami. Wszystko po to, by stale móc wierzyć w szczęście, które jest często daleko.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » ODSKOCZNIA » Lubię poczytać... » Charles Baudelaire


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo