Wysłany: 2011-05-29, 14:54 /Za co oddałabym duszę diabłu./
„Czmychnąwszy dziurką od klucza,
Dotąd jak czmycha, tak czmycha”
A.Mickiewicz
Dusza u Platona jest „więźniem ciała”. Powinna wyrwać się z niego i żyć sama. Jest czymś na tyle ważnym, że przypisuje jej trzy władze: „rozumną, impulsywną i zmysłową”. Zatem czy chcę oddać coś,co jest dla mnie zdecydowanie ważniejsze aniżeli miłość, życie? – nieśmiertelność.
Od jakiegoś czasu nurtuje mnie problem młodych małżeństw i dowcipów o teściowych.
Zastanawiałam się również, co w tym wszystkim robi szatan?
Kiedy miałam osiemnaście lat gotowa byłam przyjąć, że nie ma diabła. Czmychnął dziurką od klucza. Przestraszył się obcowania z żoną Twardowskiego i zrezygnował.
Dzisiaj patrząc całkiem realnie widzę, że diabeł wraca w najróżniejszych postaciach, przestrzeniach czasowych i miejscach.
Za co ja oddałbym „piekielnemu nasieniu” , to co najcenniejsze?
Mmmm, w gruncie rzeczy, to nic egzotycznego. Chciałabym tylko żeby moja była teściowa z byłym teściem zaczęli gdakać jak kury i machać skrzydłami tuż pod moim oknem.
Widziałam podobną scenę w polskim serialu „Niania”. Chociaż to nie teściowie, a najgorszy wróg jednej z bohaterek drugoplanowych został sprowokowany do gdakania. Wracając jednak do tematu: według najnowszych danych statystycznych, 76 % małżeństw rozpada się dzięki toksycznym teściom. Wystarczy, że młoda para zamieszka u rodziców i już zaczynają się schody. Szanownej mamusi nie podobają się nawyki żywieniowe synusia, więc go skutecznie tępi. Kiedy on jest wegetarianinem, to ona piecze ogniste schabowe. Potencjalny Miruś zwierza się, że kocha kiełbaski, to teściówka gotuje warzywa na parze. Mirek oczywiście odbiera te epizody kulinarne jako ataki na swoją osobę i zaczyna się otwarta wojna.
Psycholog Ireneusz Kwiatkowski powiedział:
-„ W głównej mierze ogromną rolę w konflikcie młodzi kontra teściowie odgrywa popularna różnica wieku i pokoleń. Schematy zachowań, które były obecne pół wieku temu teraz są nie do przyjęcia. Trudno kobiecie wychowanej w przekonaniu, że ma usługiwać mężowi przyjąć, że jej synowa zachęca męża do pomocy przy porządkach domowych. Kiedy próbuje zwrócić uwagę córce ściąga na siebie lawinę niechęci. Nakręca tym samym spirale nieustannych utarczek słownych.”
Zatem analizując wypowiedź specjalisty wszystko należałoby „zwalić” na biegnący czas, „posuwanie się w latach” i takie tam? Świat pędzi przed siebie, młodzi ludzie zupełnie jakby posiadali niezliczoną ilość klonów bywają w tysiącach różnych miejsc, chwytają się kurczliwie idoli, skazują się na niestabilność.
Ugruntowani teściowie zaś nie są dla nich po prostu odpowiednimi kompanami. Należałoby jednych odizolować od drugich i koniec problemu!
Duszy nie oddałbym
bo i skąd mam wziąć
dawno temu oddałem
nie diabłu lecz nadobnej
dziewczynie stąd braki
mam w obyciu i zwą
mnie bezdusznym
za teściową murem
stanę będę bronił
nie jest zła kobiecina
nakarmi opierze
jak trzeba łezki otrze
gdy zła żona obije
i jeszcze pożałuje
oj biedny ty nieboże
A na poważnie problem teściowych znany jest od wieków. Zasadniczą przyczyną konfliktów są cechy charakterologiczne. Najczęściej powstają gdy pozycja Matki Głowy Rodziny jest w jej odczuciu zagrożona. Niegdyś wprowadzenie do domu synowej wiązało się z przekazaniem kluczy, symbolu władzy. Matka szła w odstawkę, nie należy mylić z zasłużoną eneryturą.
Miałem jedną teściową, jak dotąd i mile ją wspominam. Pomimo tego iz wiele bojów z nią stoczyłem, małych i dużych swarów. Musiałem dojrzeć by dostrzec po latach że zawsze była w pogotowiu. Marudziła, coś wspominała o głupocie młodych i nierozsądku ale była gdy mielismy kłopoty, czy potrzebna była pomoc.
Wiem że bywają gorsze odmiany teściowych, tych które szarogęszą się i próbują dominować. Co z nimi zrobić? Ano spróbowac polubić i zrozumieć. Myślę że ich postawa wynika z obawy że są niepotrzebne, Przeciez ich całe życie skupiało się na dzieciach. Są tylko samotne.
O innych, tych najgorszych plujących jadem nie wspomnę, bo to osobny temat a ja nie jestem psychiatrą.