Mamo,
do nieba pójdę sama. Tam nie trzeba potwierdzać danych dowodem tożsamości.
To dobrze się składa, bo nie wiem kim jestem. Mam dłonie, paznokcie, babcia powiedziała, że są tak ślicznie zarysowane, jak u dziadka. To był chyba jedyny komplement, jaki usłyszałam w domu.
Widzę, słyszę i niestety czuję, ale zapominam, że jestem kobietą, zapominam, że mam temperaturę w normie i że nie płaczę z byle powodu. Zapominam, że mam usta i piersi, że one nie służą do płacenia za bliskość.
Dobrze, że nie musisz składać zeznań, że nie popełniłam żadnych zbrodni, bo przecież musiałabyś się długo zastanawiać.
Nie wiesz, co czuję, kiedy przykładam ciężką głowę do klejącej się od mleka poduszki, bo Antoś znowu sprawdzał wchłanianie białej cieczy w pierze.
Nie masz pojęcia, jak bezradnie miotam się pomiędzy szafką na leki, a szukaniem kapci w środku nocy.
Jak dławię się kolejnym haustem powietrza.
Zastanawiałam się, co w ogóle mogłabyś o mnie powiedzieć, poza próbą samobójczą, kiedy miałam 13 lat. Mogłabyś nawet to spieprzyć. Powiedziałabyś, że to wynik mojego szaleństwa, bo przecież, każdy piszący jest wariatem i należy zamknąć go w psychiatryku. Powtarzałaś, to codziennie aż uwierzyłam. Obsesyjnie pilnowałam każdego swojego gestu, by nie zdradzał mojej inności.
Zapewne przypomniałabyś sobie jak wyglądam, z niekorzyścią dla mnie. Nie wiesz wszak, że codziennie biegam i nie jem, moje ciało diametralnie się zmieniło. Nie musiałabyś się wstydzić.
Był czas, żeby spotkać się w połowie drogi. Przygotowałam mocną kawę i modny fotel, najdroższy na jaki mnie stać. Wiem, że wszystko, co robisz wymaga świadków i paragonów więc, o wszystko zadbałam. Czekałam.
Mamo, spokojnie – nie musisz już mnie dotykać ani na mnie patrzeć. Nie wzywam cię, o drugiej w nocy, nie jestem głodna co dwie godziny. Nie sprawiam kłopotów, już możesz mnie kochać.
Nie tnij. Zostaw ten zapis, a na bazie tego co w nim, napisz wiersz - jako niezależny utwór. Tyle tu emocji, niemal gotowych wersów i międzywersi! Jestem pewna, że warto.