sierpień na Otrycie ochrypł bez przedtaktu
złote chryzantemy ktoś przy drzwiach ususzył
grzechoczą w przeciągu na pogrobne latu
jakby chciały grajków trzeźwości nauczyć
ref. my degeneraci nie śpimy po nocach
jak tu upaść niżej - echem brzmi w poduszce
czasem postrzelamy palcami na postrach
flaszka znowu pusta - lecz nie koniec uciech
a nuda w kołysce przysypia znudzona
czekaniem na chwilę koncertu na skrzypcach
hałas jej przeszkadza ktoś nowe szkło podał
zemrze ze zmęczenia jutro będzie stypa
ref.
urżnąć się wypada kiedy noc na marach
fochy jeszcze stroi - świec za dużo płacze
szabla gdzieś rozbłysła - to ta ukochana
bo nie potrafimy przecież żyć inaczej
ref.
śmierć jest dla wybrańców - rano się zbudzimy
parę nut wieczorem rzuconych na wiatr
zabrzęczy nam w głowie krótkim - piwo wypij
wtedy nikt nie powie że zbyt mało barw