ja leczyłam swoje poranienia i w kościele i u psychologa, nie udało się, chyba już do końca życia, tak zostanie
Są i inne sposoby!
To zależy od czego one, te poranienia.
A jak już sama wiesz ani kościół ani psycholog nie pomogą. Ani bliscy, ani przyjaciele...
W nas samych jest ta siła, która leczy. Trzeba tylko do niej znaleźć klucz, sposób otwarcia się na siebie. Pierwszym krokiem jest samotność. Bycie samemu ze sobą. Rozmowa ze sobą, pisanie dla siebie, BYCIE dla siebie! Powiedzenie sobie JA - najpierw, dopiero później inni. Przykazanie - kochaj bliźniego swego jak siebie samego pokazuje nam właśnie tę drogę. Jeśli się nie kocha siebie, nie chce dla siebie dobrze, to nie potrafi się być "dobrym" dla innych. Ale najpierw właśnie JA. Mój uśmiech, moje wolne chwile, mój czas dla siebie, moje ksiązki, moje wiersze, moje pójście do kawiarni.... itd.
Ale się rozgadałem. Jak przekupka na tragu...
bo za chwile ktoś to z premedytacją niszczy-i to osoby, którym zaufałam.
Tak, to prawda. Tak sie dzieje. Trzeba być ponad to! Jak to mówi dzisiaj młodzież - "olać". Dobro i prawda zawsze wygrywa. A "dziady" zawsze zostaną "dziadami" - ich arogancja, zapatrzenie w siebie, asertywne ego w końcu zostanie zauważone i będą odsunięci... zostaną z boku! Owszem, czasem trwa to bardzo długo - wianuszek "wyznawców" nie dopuszcza do odsunięć... ale to już inna sprawa.
http://postscriptum.net.p...aac724b5#160930
Cudownie mi było spędzić czas z Twoim pisaniem, dziękuję
To ja dziękuję.
Takie komentarze mobilizują do pisania ciągu dalszego.
Chyba się zabiorę. Bo póki co to strach mnie obleciał, że nie podołam postawionemu sobie wyzwaniu.
Ukłony i dobre myśli Tobie!
ps
na poranienia, jest sposób - jakby co - i żaden świat zewnętrzny ani inni, nie są w stanie dotknąć.
problem tkwi w tym, że może to nie wzbudzić sympatii u reszty; ale czy to konieczne, żeby nas wszyscy lubili?
_________________
Zbyt smutku by to powiedzieć.
Drzewa oszukują
Tymczasem w blasku tylko idą wody.
Tylko ziemia jest twarda.
... Dolewam kawy. Ciekawe. Nie sypie cukru, ale miesza łyżeczką dłuższy czas. Patrzy zamyślony na wywołany mieszaniem niewielki lej w kubku.
Mówi mi o leżącym piórze na biurku. Pliku pustych kartek.
Dopija kawę. Wstaje z trudem, bierze kule. Idzie do siebie.
pisz, dopisz, opisz
warto
nie będę interpretować, podpowiadać, podkreślać
takie pisanie dzieje się samo, zresztą Ty najlepiej wiesz
szósta rano, piąta, czy siódma... ostrość spojrzenia na wróble i okruszki
z tego tworzy się przypadkowe wszechświaty ---pozornie zależne serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Najciekawsze są dialogi prowadzane w naszym umyśle, gdy jesteśmy sami. Są sprawy, które jeszcze rok temu były najważniejsze, dawały radość , czasem nadzieję, pozwalały kwitnąc od nowa - a dzisiaj; są nieistotnym epizodem, historią, a może jedyną chwilą dzięki której żyjemy i mamy siłę, która zmusza do wstania, jedzenia i pracy, czyniąc z nas niepoprawnych optymistów, że może kiedyś... znowu coś się zdarzy...
Marku, bliskie mi, to Twoje pisanie.
Więc, moi drodzy, jest już napisana całość - w sumie 11 kartek A-4 - wersja dłuża, 9 - wersja krótsza 9(bez rozpisywania się o muzyce - a wiecie, jak lubię).
Niestety, na razie nie mogę Wam pokazać. chciałbym posłać na konkurs. Sprawdzić się po raz pierwszy "w szrankach". No, zobaczę...
Później oczywiście zamieszczę całość.
Niestety, na razie nie mogę Wam pokazać. chciałbym posłać na konkurs. Sprawdzić się po raz pierwszy "w szrankach". No, zobaczę...
Później oczywiście zamieszczę całość.
Liczę na to Mareczku, że udostępnisz do czytania
a w konkursie, życzę aby jurorzy dostrzegli wartość tekstów