POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Pośpiech
Pośpiech
Autor Wiadomość
zielony motylek 
pasjonatka


Wiek: 37
Dołączyła: 21 Paź 2007
Posty: 116
Skąd: busko/kraków
Wysłany: 2008-02-21, 15:00   Pośpiech

Pośpiech


„Człowiek jest odpowiedzialny za to, czym jest.”
J.P. Sartre



_____________________________________***


Chłodny wiatr zdawał się studzić ciepły, zimowy poranek. Zresztą nic nie wskazywało na środek lutego. Sara dopiero, co wstała i jak zwykle z kubkiem gorącej herbaty zasiadła do komputera. W jej głowie dokonywał się istny rytuał: Firefox, łyk herbaty, onet, poczta, ostentacyjny ruch łyżeczką, login, hasło i oczekiwanie połączone z rozgrzewającą mocą żurawiny z miętą.
- Znowu masa spamu. Królestwo i konia dla tego, kto zlikwiduje reklamy. Ale co my tu mamy… - jej uwagę przykuł mail od nieznajomej osoby.
Początkowo Sara wahała się, czy otworzyć wiadomość, ale temat „przeczytaj, to dla mnie ważne” zaintrygował ją. Wystarczył jeden ruch myszką i:

„Witaj,
Dziękuję, że czytasz tę wiadomość. Długo zbierałem się, aby do Ciebie napisać. Chciałbym z Tobą porozmawiać, bo w mailu nie zamieszczę tego, co nurtuje moje myśli. Nie wiem, kiedy odczytasz tę wiadomość, dlatego od dzisiaj codziennie o 17:00 będę czekał na Ciebie w Cafe Zakątek. Wiem, że to głupie, ale proszę przyjdź…
S.”


Dziewczyna milczała przez chwilę, ściskając w dłoniach kubek w czerwone maki.
- O matko! Kto to może być i czego ode mnie chce? Jak ja mam tu spokojnie iść na zajęcia?


_____________________________________***


Godziny południowe to dla Cafe Swing Bar czas największego ruchu. Zmęczeni studenci przychodzą tam zregenerować siły do dalszej pracy na wysokich obrotach.
- Dziewczyny, jest sprawa. Dostałam maila z propozycją spotkania.
- Sara szalejesz! Powiedz, o kogo chodzi? Znamy go? – Zaczęła wypytywać Alicja z cukiernicą w rękach.
- Problem w tym, że nie wiem, kim jest ten ktoś. Chce się ze mną spotkać o 17:00 w Zakątku.
- Normalnie kosmos! – Wykrzyknęła Paulina – Idź, zobaczysz przynajmniej, kto to. Niczego nie ryzykujesz. Najwyżej uciekniesz – dodała przez śmiech, o mało nie rozlewając latte.
- Ja bym poszła, to przecież takie niesamowite. Historia jak z jakiejś książki: tajemniczy wielbiciel, kwiaty, liściki… mirr… magia. Trzeba przyznać, ma chłop pomysły – odparła Małgosia.
- Nie rozumiecie, że się boję. To chyba trochę dziwne, nie? – Zaczęła drążyć temat Sara. – Dzisiaj i tak nie dam rady, mam ćwiczenia na drugim końcu miasta.
- Ale jak to mówił nasz ćwiczeniowiec: „Jest ryzyko, jest zabawa” – dorzuciła swoje trzy grosze Agnieszka.


_____________________________________***


Zaczynało ciemnieć. Gołębie jak na złość plątały się pod nogami Sary.
- Powybijam wszystkie – myślała skręcając na św. Anny. – Zresztą, co ja u diabła robię. To już trzeci dzień po odebraniu wiadomości. Na pewno go nie będzie.
Chciała przedłużyć ten marsz, ale nogi doskonale znały drogę i pomimo starań Sara znalazła się na Grodzkiej. Serce waliło jej niemiłosiernie jakby chciało wyskoczyć z misternej konstrukcji żeber. Weszła na plac przed lokalem i zamarła…
- Dzień dobry. Cieszę się, że pani się zdecydowała. Domyślam się, że jest pani zdziwiona. Ja również. Nie przypuszczałem, że się spotkamy. Nie w takich okolicznościach. Wejdźmy – i płynnym ruchem dłoni wskazał wejście do Cafe Zakątek.
Otworzył drzwi. Sara weszła niepewnie, była jeszcze oszołomiona.
- Boże ćwiczeniowiec od matematyki – próbowała sobie poukładać myśli. - Zaraz padnę. Powinnam stąd wyjść jak najprędzej. Gdzie są drzwi? – Ale matematyk w tym samym czasie pomagał jej ściągnąć płaszcz.
Zajęli miejsce w zacisznym kąciku nieopodal starej maszyny do pisania. Byli lekko speszeni, milcząc spoglądali na siebie z niedowierzaniem. Niezręczną sytuację przerwała kelnerka przynosząc karty i pytając o zamówienie.
- Czego się pani napije? Może kawy?
- Kawę pijam jedynie na Wydziale Chemii. Tam jest najlepsza. Wezmę „wiśnie w rumie”.
- To ja również poproszę – dodał. Kelnerka odeszła. – Ale tam naturalnie nie moglibyśmy się spotkać.
- No tak – Sara uśmiechnęła się. – Jasne. Przecież jest starszy o siedem lat, uczył mnie, jest doktorem, ma żonę. Boże, w co ja się pakuję – rozmyślała patrząc na jego dłonie.
- Jak sobie pani radzi?
- Dobrze, ale chyba nie o to chciał mnie pan zapytać.
- Wasza grupa była niezwykła. Przywiązałem się do was, można powiedzieć, że nawet zżyłem – nagle zamilkł. Wyciszył się i jakby walcząc z samym sobą szepnął – myślałem o pani.
Sarę wmurowało w krzesło. Siedziała osłupiała. Nie wierzyła, że usłyszała przed chwilą to, co usłyszała. Podkochiwała się w ćwiczeniowcu, ale która studentka tego nie doświadczyła. Co prawda obserwowała go z Małgosią na zajęciach. Myślały, że on na Sarę patrzy, ale tak inaczej. Tak jak mężczyzna patrzy na kobietę. A teraz okazuje się, że w istocie tak właśnie było.
- Słucham? – Wykrztusiła wreszcie.
- Może wyjdziemy na świeże powietrze? Spacer zrobi nam obojgu dobrze. Wyjaśnię to pani zaraz. Proszę się nie bać.


_____________________________________***


Wiatr bawił się długimi, brązowymi włosami Sary. Wisła była czarna zupełnie jak smoła. Tylko blask tu i ówdzie rozmieszczonych lamp zdradzał istotę miejsca. Sebastian szedł w skupieniu, wyraźnie zbierał się w sobie.
- Czy miałaś kiedyś takie wrażenie, że się z czymś albo w jakiejś sprawie pospieszyłaś?
- Nie rozumiem.
- Wydaje mi się, że wie pani, o co mi chodzi. Ja to teraz czuję, to rozminięcie z przeznaczeniem. Mam do siebie wyrzut. Chciałem mieć wszystko od zaraz, bo wszystko się układało: doktorat, praca, pozycja, sukcesy, rodzina. A teraz pali mnie w środku – tutaj przyłożył dłoń do serca. - Idę tuż obok ciebie, choć to nie jest etyczne ani moralne. Ale dopiero przy tobie czuję się sobą. Czuję prawdę w sobie.
- Człowiek jest zwierzęciem absurdalnym. Tego nauczyły mnie opowiadania Sartre’a. Nie do końca rozumiemy, co robimy, ale robimy to… A potem, kiedy wreszcie pojmiemy istotę życia, nie możemy nic zrobić. Bo wcześniej się pospieszyliśmy.
- O tak, pospieszyłem się. Dzisiaj wiem, że powinienem był czekać. Albo gdybym, chociaż poznał cię wcześniej.
- Po co mi pan to mówi?
- Pani też to czuje. Widzę to w pani oczach. Wyczytałem to też pomiędzy pani zapisami na tablicy, ruchami w ławce.
- Nawet, jeśli to prawda, to.. To pan ma żonę i…- z oburzenia nie była w stanie skończyć zdania. - Ja powinnam już wracać – i pospiesznym krokiem ruszyła w kierunku przystanku autobusowego. W oddali słyszała jeszcze jego słowa – Chciałbym cię jeszcze zobaczyć.


_____________________________________***


Gosia siedziała wygodnie w fotelu, pogrążona w lekturze. Dzwonek do drzwi przerwał jej kontemplację. Zmarszczyła czoło.
- Ciekawe, kogo licho niesie? – Zastanawiała się, z niezadowoleniem zbliżając się do drzwi.
- Małgoś, zrobiłam głupstwo! – Wybełkotała Sara ze łzami w oczach. – Przytul mnie, bo zaraz zwariuję.
- Co się stało? Chodź, zaparzę ci melisę. Cała się trzęsiesz.
Usiadły w kuchni. Małgosia nastawiła wodę. Pogłaskała przyjaciółkę po głowie i próbowała namówić ją do zwierzeń.
- To był on, to był Sebastian…
- Zaraz, zaraz… Nasz matematyk? To on był tym gościem od maila? – Z niedowierzaniem wypytywała Gosia.
- Tak. On żałuje, że ma żonę. Powiedział mi to. A ja stałam i czułam się jakby moje ciało rozszarpywały dzikie zwierzęta. Rozumiesz, co to znaczy? Ja… On… On wie, że ja czuję to samo. Że boli mnie rozminięcie w czasie i przestrzeni. Myślałam, że mi przeszło, ale kiedy patrzyłam na niego, kiedy tak stał i to mówił, czułam się najszczęśliwszą kobietą na świecie a zarazem najbardziej nieszczęśliwą. To potworne uczcie. Ta cała sytuacja.
- Ciii… uspokój się – Małgosia przytuliła zapłakaną Sarę. – Jutro wstanie nowy dzień. Jutro wszystko się ułoży. Zobaczysz.


_____________________________________***


Mrok ogarnął Kraków. W mieszkaniu było prawie zupełnie cicho. Jedynie odgłosy lejącej się wody w łazience burzyły ten błogi stan. Sebastian leżał w białej pościeli, bawił się obrączką. Zsuwał ją, oglądał przez chwilę, po czym z powrotem nakładał na palec. Brunetka weszła do pokoju, położyła się przy nim.
- Ja cię chyba nie kocham – powiedział to spokojnie jakby wypowiadał jakieś matematyczne prawo.
- Nie żartuj sobie o tej porze. Jestem zmęczona.
- Poznałem pewną kobietę. Nie bój się, nie zdradziłem cię. Po porostu czuję, że to ona powinna teraz przy mnie leżeć. Wydaje mi się, ze to ona jest moją miłością. Jedyną i prawdziwą. Nie zostawię cię, ale już nigdy nie będzie tak jak przedtem. Nie potrafiłbym cię okłamywać pocałunkami, że jest w porządku. Bo nie jest. Zasługujesz na prawdę i tylko dlatego ci o tym powiedziałem. A teraz śpij.
Odwrócił się na drugi bok, ale nie mógł zasnąć. Słyszał odgłosy miasta. Słyszał jej szloch.


_____________________________________***


Ciężkie krople deszczu spływały po parasolce. Sara od pewnego czasu zaczęła wybierać się na długie spacery wzdłuż rzeki. Starała się wszystko przemyśleć, przeanalizować. Chciała, żeby było tak jak przedtem, zanim tu przyjechała. Woda ją uspokajała. Usiadła na ławce i patrzyła na zabieganych ludzi. Ktoś dosiadł się do niej, ale nie zwróciła na to uwagi.
- Dlaczego mnie unikasz? – Usłyszała znajomy, dźwięczny głos. Głos Sebastiana. – Pisałem do ciebie tyle razy, ale nie odpowiadałaś.
- Bo to najlepsze rozwiązanie dla sytuacji takiej jak nasza – odparła – dla sytuacji beznadziejnej. My nie możemy być razem. Nie rozumiesz tego? Na pewno nie tak jakbyśmy tego oboje chcieli. A ja nie chcę być tą drugą.
- Wiem. Nigdy tego od ciebie nie oczekiwałem. Chciałbym tylko na ciebie patrzeć. Wtedy jest mi łatwiej wracać do pracy, do mieszkania – przybliżył się i odgarnął kosmyk włosów z jej twarzy.
Popatrzył jej w oczy, dostrzegł w nich siebie. To było silniejsze od nich obojga, od wszystkiego. Przez kilka chwil ich usta złączył pocałunek. Tak prawdziwy i czysty, że patrząc na nich, można było pomyśleć, że jest niezbędny do życia. Zupełnie jak powietrze. Niestety minął tak jak przemija wszystko.
- Ciebie jednego kocham – wyszeptała Sara.
- Nie powinnaś tego mówić.
- Przepraszam. Teraz, teraz powinnam odejść.
Sebastian patrzył jak wstaje z ławki, nie zatrzymywał jej. Śledził wzrokiem każdy jej krok aż znikła w oddali. Został sam. On sam i Wisła.
_________________
"poezja podobna jest do kupca
szukającego pięknych pereł
który gdy znalazł jedną perłę drogocenną
poszedł sprzedał wszystko co miał i kupił ją"
Piotr Macierzyński - ***ma rację Gombrowicz
 
 
 
Leszek Wlazło 


Wiek: 69
Dołączył: 18 Paź 2007
Posty: 19039
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2008-02-23, 20:37   

Motylku pięknie i zwiewnie napisane i ... tak po prostu, prawdziwie. Lekkim słowem ujęłaś trudną miłość. Wciągnęło mnie i zrodziło niedosyt, chęć poznania ciągu dalszego. :)
 
 
amandalea 
Lidia Kowalczyk


Wiek: 64
Dołączyła: 17 Paź 2007
Posty: 21336
Wysłany: 2008-02-23, 21:35   

......wciągająco.......
 
 
ella_hagar 


Dołączyła: 20 Maj 2008
Posty: 225
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-05-23, 21:40   

Ładnie.
Plus ładne motto i ładnie o tym, że : "kiedy wreszcie pojmiemy istotę życia, nie możemy nic zrobić. Bo wcześniej się pospieszyliśmy. "

Ale przede wszystkim jest ŚWIETNIE NAPISANE
Gratuluję.

Kłaniam sie pogodnie Motylku.
_________________

 
 
Grey
[Usunięty]

Wysłany: 2008-07-21, 14:48   

Ot, żeby się czegoś (dla zasady) czepić:

Wydaje mi się, że
"Spacer dobrze nam obojgu zrobi" oddałoby opisywaną sytuację, podczas gdy

"Spacer zrobi nam obojgu dobrze" może brzmieć cokolwiek obscenicznie... :rotfl:
 
 
ella_hagar 


Dołączyła: 20 Maj 2008
Posty: 225
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-07-21, 16:04   

Kolego Szary :) Oj, ma się te skojarzenia, co? ;)
_________________

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Pośpiech


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo