POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » DZIAŁY AUTORSKIE » Utwory zebrane » Elżbieta » Czupurkowy azymut
Czupurkowy azymut
Autor Wiadomość
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2012-07-31, 17:21   Czupurkowy azymut

Czupurkowy azymut


...Przez przeszkloną ścianę widać duży półokrąg zieleni. Gęsta, świeża, pachnąca wczesną jeszcze wiosną, sypiąca w oczy złotym pyłem, osiadająca na parapetach okien i deskach tarasu tysiącami muszek i większych owadów, które najpierw krążą w powietrzu w nieustannym i wydawałoby się bezmyślnym tańcu. One same wiedzą, czemu krążą, co je wzbija w powietrze, co karci, gdy w końcu spadają bez ruchu, bez życia całymi chmarami.

...Drzewa, jeszcze nie tak dawno nagie, co rano pokazują kolejne, nowe zwoje zieleni, szaty drapujące się wokół gałęzi, zacieśniające widnokrąg. To, co się do tej pory wydawało na wyciągnięcie ręki, chowa się w zielonym gąszczu, w migotliwym cieniu, za zasłonami, którymi czasem porusza wiatr. Tak będzie do jesieni.

Nad rozsuwanym oknem na duży taras pojawiło się zgrabne gniazdko. Ukleiły je z mchu, błota i drobno posiekanych, jak sałata, liści jaskółki, czupurki, jak je nazywam na własny użytek, niewielkie brunatno-białe zawadiackie ptaszki, które sobie tylko znanym sposobem zapamiętały azymut sprzed roku, zakodowały wskazówki lotu i wróciły do naszego domu.

...„Jest taki dom w Janella, w lesie, ma duże okno, nad oknem jest wygodna, sucha półka, leci się, leci się, aż się doleci...”

...Gdy zauważyłam ich coraz częstszą obecność w pobliżu domu i zaczęłam podejrzewać, że się wprowadzają, na eksmisję już było za późno, gniazdko było gotowe. Teraz pozostało tylko obserwować i czekać aż pojawią się jajeczka, bo żal było niszczyć tak misterną robotę.

...Czupurki – jak i inne ptaki, może za wyjątkiem szpaków, które aroganckie myślą, że im wszystko wolno, że i tak ludzie nie zauważą ich gierek – to mądre lataczki. Czasem tylko, wypadające im z dziobków zdobyczne kawałki mchu, poszycia leśnego, czy liści, zdradzały, że coś się dzieje nad oknem. Gdyby nie to, trudno byłoby się domyślić, że trwa tam gorączkowy pośpiech i że budowlańcy latają, jak z przysłowiowym piórkiem, żeby zdążyć z ukończeniem mieszkania przed dniem zniesienia jajeczek. Szyby również nie zdradzały przyszłych lokatorów, były czyste, nie było na nich żadnych śladów wypadków. Deski tarasu pod placem budowy także.

- Czy pozwolimy im na mieszkanie u nas? – któregoś dnia zapytałam męża, gdy już się upewniłam, że czupurki się budują.
- Zaglądałaś? Jak wygląda gniazdko? – spytał.
- Wygląda na gotowe – odparłam.
- To może niech zostaną? – odpowiedział.
A niech...
I zostały.

...Gniazdko było gotowe. Czupurki latały do i z, siadywały na balustradzie tarasu, o czymś zawzięcie dawały sobie znać, morsowały ogonkami, stroszyły brunatne czapeczki, gdy tylko pojawiały się inne ptaszki, złościły się i wyganiały wszystkie mniejsze od siebie, zachowując jednakże bezpieczną odległość od większych, z respektem i niecierpliwością, czekając aż odlecą.

...Polowały na muszki, i inne ptasie smakołyki. Do karmników nie zaglądały, nie są wegetarianami.

...Przy dwóch karmnikach, przymocowanych do balustrady tarasu, panuje ciągły ruch. Od rana do wieczora trwa tam nieustanna walka, przepychanka mająca swoje zasady: mniejsze ptaki muszą ustępować większym, ta hierarchia ustalona od dawna jest prosta, łatwa do zrozumienia, bez zawikłań i niuansów.

...Większe ptaki nawet nie starają się wyganiać mniejszych, nie tracą na to energii, po prostu nonszalancko przylatują i te mniejsze natychmiast odlatują, w pośpiechu i - jeśli zdążą - łapiąc w dziobki jakąś wysuszoną zdobycz. Czekają później na gałęziach pobliskich buków, dębów, klonów, aż do chwili, kiedy te większe nasycą się, wchłoną nasionka, ziarenka słoneczników, rozrzucą, co im nie smakuje i odlecą w inne rejony lasu, nad rzekę. Wtedy mniejsze wracają. I tak w kółko. Ptasia karuzela, kolorowa, rozszczebiotana. Eleganckie dzięcioły, niebiesko-białe bluejay’e, brązowo-białe wronki, czerwone kardynały ze swoimi niepozornymi małżonkami, płochliwe ciemno-niebieskie ptaszki, żółte fincze pojawiające się małymi stadkami, czerwono-brązowe ptaszki, których nazwy jeszcze nie sprawdziłam, dużo, dużo innych, ornitologia zaokienna, która lata, furkocze, prześciguje się w walce o lepsze smaki, rozrzuca, lub z niechęcią wyrzuca wszystko to, za czym nie przepada, a gdy poziom zapasów w pojemniku karmnika obniża się do zera, to wyjada resztki aż do białego drewna podłogi karmnika.

...Odkąd czupurki wprowadziły się na dobre do swojego gniazdka, mniejsze ptaki, karmiące się nasionkami z karmników, muszą się bardzo pilnować. Czupurki są bezwzględne w ochranianiu swego terytorium. Wyznaczają „no fly zone” i nie da się tego zmienić. Atakują wszystkie mniejsze ptaszki, gdy te niczego nie podejrzewając przylatują do pożywienia. O tej porze roku mało jest nasion, orzeszków, za mało gotowego pokarmu dla wielu skrzydlaczków, dlatego karmniki są przez nie oblegane z entuzjazmem i widoczną radością.

...Przy każdej wizycie obcych, czupurki pikują na inne ptaki z balustrady, z gałęzi starego dębu, z dalszych drzew, atakują, a jeśli siedzą spokojnie, to też nie siedzą bezczynnie, bo ciągle obserwują, kto dolatuje do jedzenia. Dziobią swoje ofiary z zadziwiającą agresją, jeżeli wziąć pod uwagę ich wielkość, aż te inne, mniejsze i zapewne głodne, odlatują w popłochu od karmników.


...Kilka razy dostawiałam drabinę, żeby zajrzeć do - gotowego już od jakiegoś czasu - gniazdka. Czułam wtedy na sobie spojrzenia czupurków, ukrytych gdzieś w pobliżu na gałęziach. Malutkie gniazdko jednak długo było puste. W końcu, przy którejś inspekcji, zobaczyłam pięć malutkich jajeczek. Pięć! W takim małym, jednopokojowym gniazdku pięć jajeczek! Pięć głodnych dziobów w niedalekiej przyszłości.

...Przyszłość przyszła dzisiaj. Wykluły się. Gdy „zajrzałam” obiektywem aparatu do gniazdka, na jednym z pisklaczków był jeszcze przyklejony kawałek skorupki, jak biała czapeczka. Pisklaczki, ciemno-różowe brzydalki, przytulone gołymi ciałkami do siebie, wyglądają jak dziwaczny zlepek miniaturowych zalążków skrzydeł, dziobów.

...Teraz dopiero się będzie działo!

cdn ... :)

ˆ Elżbieta
piątego dnia maja 2010 roku



Link do zdjęcia pisklaków:
http://postscriptum.net.pl/viewtopic.php?t=10787
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » DZIAŁY AUTORSKIE » Utwory zebrane » Elżbieta » Czupurkowy azymut


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo