POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » DZIAŁY AUTORSKIE » Utwory zebrane » Elżbieta » Czy pani nie zgubiła jakichś krów?
Czy pani nie zgubiła jakichś krów?
Autor Wiadomość
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2012-07-31, 16:54   Czy pani nie zgubiła jakichś krów?

Czy pani nie zgubiła jakichś krów?




...Szukajcie a znajdziecie - się mówi. Proście a dostaniecie, też się twierdzi. Ile razy jednak dostajemy coś, o co nie prosiliśmy, albo znajdujemy, czego nie szukaliśmy. Ile razy gubimy coś, co wydawało się, że jest nie do stracenia, a jednak znika w łapskach czarnej dziury od rzeczy zgubionych.

...Nie mogę odżałować pewnej bransoletki, którą kupiłam w 89 roku w 'nowej' Polsce. Srebrna, ciężka na tyle, by czuć ciepło nagrzewającego się od nadgarstka metalu, pięknie otulająca drobnymi ziarnami kłosu pszenicy. Kupiłam ją gdzieś w Warszawie w Polsrebro, prawdopodobnie już nie istniejącym. I zginęła, gdzieś musiała się odpiąć, odczepić, albo ja sama ją położyłam w jakimś miejscu, podczas jakiejś wyprawy. Miała być symbolem tej innej, 'nowej' Polski, do której, tamtego roku po raz pierwszy od wyjazdu "na zawsze", przyleciałam.

...Pamiętam, tym razem znalezisko, jakie pomogło mi kupić materiał na sukienkę ślubną. W dawnej Polsce, gdy bieda, lub eufemistycznie zwane: skromne warunki życia, wysyłały mnie na zarobek w czasie wakacji. Kiedy moje koleżanki ze studiów jeździły do uzdrowisk, kurortów, ja zmieniałam pościel, wjeżdzałam odkurzaczem pod szafki, czyściłam toalety, lub - ale to już po awansie - roznosiłam kawę-herbatę-kolę, ciastka tortowe. Przed ślubem jednak wakacyjne dorabianie nie wchodziło w grę, zwyczajnie: nie ta pora roku.

...Znalezisko sterczało w płytkiej kałuży, topniejącego śniegu, w białej jeszcze kopercie. Podniosłam ją i okazało się, że tak naprawdę to były prawie trzy kawałki koperty. Złożona na pół i naddarta. W środku, bagatela... pięćdziesiąt dolarów w banknotach. Przedartych.

...Pani w kasie w Pewexie z uwagą wysłuchała mojej fantastycznej opowieści o porządkach w szufladzie i przedartej przez niedopatrzenie kopercie, w której były banknoty. Podałam je już posklejane przeźroczystą taśmą, pytając czy je przyjmie. Wzięła je ode mnie i odeszła w czeluść zaplecza a ja wtedy zastanawiałam się, czy nie lepiej będzie wyjść stamtąd, bo może Oni wiedzą, że to znalezione i wiedzą skąd i może lepiej zaniechać i wymknąć się po angielsku.

...Pani z kasy wróciła i zakomunikowała, że kierownik orzekł, że przyjmie. Kupiłam kremowy materiał na cywilny.

...Albo takie zgubienie staniczka, co wydaje się rzeczą mało prawdopodobną a jednak możliwą. Tym razem już nie tak biedna, jak w czasach studenckich i teraz przyjmująca życiowe smakołyki jako konsumentka ze zgniłego Zachodu, rozkoszowałam się słońcem i parnymi wieczorami nad Zatoką Meksykańską. Staniczek był śliczny, prawie nowiutki, raz założony, bo w tropikach właściwie zbyteczny na co dzień, czekający na mnie na wieszaku w łazience, o jakiej, nawiasem mówiąc, mogłam tylko marzyć. Skromnie schowany pod hotelowym szlafrokiem, czekał w towarzystwie dessous aż skończę prysznic, bo przed długą podróżą do domu chciałam zmyć resztki soli i piasku z ostatniego spaceru po plaży.

...Bagażowy zapukał do drzwi wcześniej, niż go oczekiwaliśmy. W pośpiechu i zamieszaniu ubrałam się inaczej niż planowałam. Staniczek cieplutko okryty hotelowym śnieżnobiałym szlafrokiem został nad Zatoką. No i sobie myślę, że jakaś młoda meksykańska pokojówka dostała nieoczekiwany prezent. Albo ten ważny skądinąd, w umiarkowanym lub chłodnym klimacie, szczegół garderoby damskiej wylądował najpierw w biurze rzeczy zgubionoznalezionych a następnie w koszu na rzeczy bezużyteczne.

...Ludzie gubią różne rzeczy, tego nie da się uniknąć. Rzeczy jest wiele, dużo za wiele i stąd gubienie. Ale, takie jest życie, rzeczywistość. Sami się przecież gubimy, znajdujemy czasami.


...Wczoraj jesień znowu wróciła słońcem i zapachem ciepłych, suchych liści. Gdy zeszłam na dół, żeby rozpakować rzeczy z walizki, na małym betonowym patio z tyłu domu zauważyłam wiewiórkę, która skakała z miejsca na miejsce. Była bardzo blisko rozsuwanych szklanych drzwi na patio więc pomyślałam, że szkoda tracić takiej fotookazji i pobiegłam na górę po aparat. Obfotografowałam rudawe stworzonko ze wszystkich stron. Nawet mnie nie zauważyła, albo ignorowała, bo zajadała się nasionami klonu, które zaścieliły patio po deszczu i wiatrach poprzedniego dnia. Miała dziwny ogonek, obszarpany, prawie połowa była bez futerka. Wyglądało to śmiesznie, ale poza tym wiewiórka była zdrowa, zadowolona, a głodna!!! Oczy! piękne, prześliczne. Łapki! też sprytne.

...W końcu, wyskubawszy co się dało z nasionek leżących blisko domu, pobiegła w stronę zbocza i zniknęła mi z oczu. W kierunku, w jakim pobiegła kątem oka zauważyłam dziwny ciemny kształt. Pomyślałam, co to może...

...Łoooo! Bizon! W Janelli podczas naszej nieobecności zamieszkały w lesie bizony! Możliwe? Raczej nie, ale, ale niedaleko jest rezerwat przyrody i tam są bizony i może akurat przeskoczywszy ogrodzenie dowędrowały tutaj. Mogły wędrować prawie suchym korytem rzeki. Drugie spojrzenie... Drugi bizon, tym razem nie czarny, czy ciemnobrunatny a kasztanowy. Trzeci, czwarty, piąty...

...Krowy! Mamy pięć krów. Może nawet cztery i byka. Byki są nieobliczalne, widziałam na filmach, w życiu nie, ale kto wie, może teraz będzie okazja. Kto szuka znajduje... byka w dolince w Janella, albo bizona, bo niby czemu bizony mają mieć uniformy, taki sam zawsze i wszędzie kolor. Przecież w dzisiejszych czasach, przy tych wszystkich domniemanych zmianach klimatycznych.

- Go! Go! Go away!!! Idź! Idź! Idź sobie!!!
...Zaczęłam krzyczeć do bizonokrów, nadal tak naprawdę wolałam, żeby to były bizony, zawsze to bardziej romantycznie a na pewno jak z westernu. Spojrzały w górę, w stronę domu, ale specjalnie się mną nie przejęły. Wróciły do obgryzania młodych kasztanów i innych drzewek i roślinek w dolince.

...Jednego byłam pewna, że jeśli to krowy, to tutejsze i muszę krzyczeć do nich po angielsku. Zaczęłam rzucać w ich stronę większymi kawałkami gałęzi, grudami ziemi, po ostatnich przemieszczeniach gruntu podczas sadzenia krzaków. A one jakby nigdy nic, jadły, żuły, spoglądały w moją stronę i jadły, i sobie spacerowały jak po pastwisku, swoim.

- Mamy krowy - pomyślałam. - Krowy i może byka. Tylko, czy my chcemy mieć krowy? Chyba raczej nie.
Na wszelki wypadek przetekstowałam do męża, który wcześniej tekstował z zapytaniem, czy byłam po wstrzymaną pocztę na poczcie. Napisałam w odpowiedzi zwięźle i na temat:
Byłam i mamy krowy.

...obok mają koty, mają też czarnego konia. Naprzeciwko nic, a obok naprzeciwko owce, a dalej jest duże pastwisko i krowy. Wydedukowałam, przebiegając w pamięci topografię okolic Janelli, że to z tego pastwiska. Przy drodze jest tam duża obora i czasem widzę kręcących się po podjeździe ludzi. Może to ich zguby?

...Wsiadłam do auta, bo pieszo to trochę daleko i pojechałam w stronę pastwiska. Na szczęście pod oborą stał samochód a boczne drzwi do obory były otwarte.
Zapukałam w ścianę obory, krzycząc:
- Anybody home? Jest tam kto?

...W środku zobaczyłam kobietę i młodego mężczyznę.
- Are you missing any cows? Czy pani nie zgubiła jakichś krów?

...Wyrzuciłam z siebie i natychmiast zdałam sobie sprawę z absurdu sytuacji. Zupełnie jakbym to nie ja tam była, nie ja w otoczeniu krowiego zapachu, nie ja w środku obory, w której stały młode cielaki i przyglądały mi się z zaciekawieniem. Miałam wrażenie, że to wszystko to sen.

...Kobieta podeszła do mnie, wyszłyśmy z obory. Wytłumaczyłam, że krowy są w lesie, w dolince i że obawiam się, że podejdą do domu i że może to jej, bo innych w okolicy nie widziałam.

- I am so sorry, yes, I think these are my cows. They were bored and started to look for something to do. I am really sorry. We will be right over. Jakże mi przykro, myślę że to moje krowy. Były pewnie znudzone, szukały czegoś do roboty. Naprawdę mi przykro. Zaraz tam przyjedziemy.

...Bardzo miła, dobrze że w ogóle była w oborze, pomyślałam. Podziękowałam, wytłumaczyłam gdzie mieszkam.
- Second property from here, in the forest. Druga posesja stąd, w lesie.

...I wsiadłam do auta, żeby jak najszybciej wrócić do domu, sprawdzić co robią już nie moje bizonokrowy. A one najspokojniej w świecie nadal stąpały statecznie po dolince.

...Po kilku minutach przyjechała ich właścicielka. Znów przepraszała i zeszła w dolinkę, żeby przeprowadzić zguby na pastwisko.

...Gdyby nie fakt, że przed wyjazdem do obory zrobiłam - oczywiście - kilka zdjęć bizonokrów, to pewnie nikt by mi nie uwierzył. A tak mam dokumentację.

- Czy pani nie zgubiła jakichś krów?

...A już byłam przekonana, że zgubienie białego staniczka w jeszcze bielsze kropki, to było wyjątkowo interesujące zgubienie.



ˆ Elżbieta
pierwszego dnia listopada 2011 roku
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
X'Boy
[Usunięty]

Wysłany: 2012-07-31, 19:57   

Świat postrzegamy subiektywnie,poprzez własne przeżycia.

Myślę,że krowy już nie jeden raz,wędrowały sobie po okolicy Janella.
Właścicielka,chyba nie bardzo się przejmowała,tym faktem.

Natomiast,tak to już jest,że gdy stracimy coś,w naszej ocenie cennego dla nas samych.
Wówczas trochę boli.

Ciekawe opowiadanie,dobrze napisane.

Płynne przejścia przez zdarzenia,tworzą atmosferę.

Będę tutaj częstszym gościem.

:)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » DZIAŁY AUTORSKIE » Utwory zebrane » Elżbieta » Czy pani nie zgubiła jakichś krów?


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo