Wołam, wołam gdzie stoi Twój dom. Gdzie mogę się wypłakać. Na każdy temat, być poetą.
Gdyby tak nauczyli mnie pisać, ach, gdybym był marionetką w ich dłoniach. Mogliby nazywać mnie nawet suką, w ciele faceta który składa romantyczne kawałki. Gotów jestem poświęcić się dla sztuki, subtelnie szlifować język, frazy. Zapomnieć o miłości, emocjach i żyć, żyć po cichu, na skraju ubóstwa. Być jednym z nich, plotkować,wybierać to co świeże, przynajmniej starać się być w centrum. Przed świtem piać z zachwytu. Cudowny dar,lekką ręką pisać wiersze, wkręcać czytelnika w świat, umierać i budzić się na nowo. Być facetem po przejściach, po kilku latach zmienić położenie, czas i losy bohatera. Uśmiechać się, bez powodu popełniać samobójstwo. Być w tym naprawdę mocnym.
Wczoraj wypiłem za dużo i miałem wrażenie że to koniec.Jeśli tam naprawdę coś jest, to powinienem zobaczyć światło, dostać jakiś czytelny sygnał.
Więc wmawiam sobie śmierć, tak jak to robię w tekstach, podobno to tylko jeden z tych odlotów który przytrafia się młodym. Trzydzieści minut później chciałem zrozumieć kim jest grafoman, lecz tak ciężko mówić o sobie.
...hmm, jakby tu... to - moim nieskromnym zdaniem - nie jest opowiadanie, Damiano
Ale, poczekaj, może Ci co się znają szepną słówko.
serdeczności
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E