może całkiem niepotrzebnie składam szelem
palę galban i onychę na twoje przyjście
nie jestem bezpieczna pod drzewem figowym
a ciche pacierze zamiast szybować
łajdaczą się z czartami na rogu ulicy
może modląc się o białość snu
sprawiam przyjemność noszącemu światło
a skłonnością do gadulstwa i braku czynów
już wynudziłam kosmicznego kłamcę
od dawna złośliwie sączy mi w uszy
że czeka mnie droga do haranu
gdzie z kamieniem pod ciężką głową
wyśnię drabinę sięgającą nieba
_________________ kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty