POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Proza poetycka » Iskry
Iskry
Autor Wiadomość
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2013-06-28, 20:14   Iskry

Iskry


Letnie noce przyjaźnią się z gwiazdami. Zbliżają do siebie gwiazdozbiory, zodiaki z odległych niebios i powtarzają mity o stworzeniu, o początkach i końcach.


Dach domu jest niewygodny. Twarda powierzchnia chropowatych dachówek przysypana pozostałościami po gałązkach i kwiatach pobliskich drzew, jakich nie zmyły ostatnie ulewy, wgryza się w ciało. Stara kołdra pomaga zwyciężyć niewygodę i ułożyć się na plecach. Czas również na czas ułożenia dnia. Wygładzenia chaosu.


Tu jestem ja a tam wy - gwiazdozbiory nazwane i bezimienne. Kreślone palcem w rysunki ptaków, jaszczurek i sylwetek wystrojonych dam. Zabawa jakiej towarzyszy ciepła noc, przyćmionym światłem i nieobecnością księżyca.

Tu jestem ja i tu jest moja samotność, zagubienie na lotnisku dachu przed północą. Noc strzelająca w niebo iskrami pestek. Niewinny pstryk palców rodzi nowe gwiazdy, mąci się granatowa woda nade mną. Ryby konstelacji podpływają na jaśniejszych chmurach i piją mleko prosto z drogi. Tu jestem ja i moja podróż w studnię myśli. Moja próba wyłowienia sensu z labiryntu zdarzeń.

Tu jestem ja a obok skończony dzień, oddychający teraz lasem, parną łąką, niewidoczną w ciemności, wznoszoną ławicami świetlików. Pojawiają się i nikną, niby sygnały krótkotrwałych romansów, miłostek na jedną noc, zapamiętanych na zawsze jak grzech, którego zmyć nie sposób, co zostaje pod skórą świecącym pyłem.

Tu jestem ja i dzień, w jaki rozdarło się ogromne drzewo. Pękło w chwili, gdy ulica zachodniała w zmęczonym słońcu. Konary opadły na linie elektryczne, wyzwalając snop iskier z transformatora stojącego w pobliżu. W powietrze popłynął swąd spalenizny i nagle z domów jak za dotknięciem różdżki pojawiły się grupki gapiów. Abra-kadabra chwili. Ulica, wcześniej pusta, wyroiła się ciekawością, zatrzymała obawą, strachem, że może być gorzej, że będzie pożar, że dom runie, zapadnie się dach pod ciężarem gałęzi. I zobaczyłam drugi wybuch, kulę iskier i gestykulację odsuwających się od sceny gapiów.

Przypomniałam sobie inne, pękające orzechowe drzewo.


Jakie jest prawdopodobieństwo bycia świadkiem rozłamania się drzewa? W spokojny, bezwietrzny dzień, poddający się w zwolnionym tempie chłodnemu wieczorowi. Mogło przecież wybrać inny moment, pod naszą, moją nieobecność. Czas przecież się nie kończy, ma tyle możliwości.

Tu jestem ja i dach z rozpiętym niebem z pinezkami gwiazd. Tu jestem ja i niepewne próby zrozumienia przypadkowości zdarzeń. Losu, który na drodze postawił przede mną następne pękające drzewo. Jak tamten orzech, też latem, rozłupujący się z hukiem na moich, naszych oczach. Rana pęknięcia była zabliźniana późniejszymi deszczami, śniegiem, leczącymi manewrami zębów i łapek wiewiórek. Orzech rośnie do tej pory i przypomina.


Czy i tym razem reżyser czekał na moje pojawienie się na parkingu? Czy to był sygnał, by pociągnąć za sznurki albo nacisnąć guzik ‘akcja’? Koordynacja zdarzenia zapewne wymagała udziału niezliczonych statystów, między innymi niewidocznych, jeszcze w tamtej chwili, gwiazd.

Mogliśmy przecież dłużej siedzieć na skajowych ławkach w restauracji Nitaja Thai przy miseczkach z białym ryżem, szczodrze przyprawionych gałką muszkatu daniach, wysokich szklankach koktajlu z mango, pod bacznym okiem kelnera i drewnianych rzeźb tancerek, które dawno przypłynęły jakimś statkiem do obcego im kraju. Wyrzeźbione wprawnymi rękami artysty o nazwisku, które trudno zapamiętać, ba wymówić - patrzyły malowanymi, migdałowymi oczyma z drewna. Spoglądały przed siebie ze stoickim spokojem, przeświadczeniem, że są potrzebne, z nikłym uśmiechem, że wiedzą coś, czego ja, my jeszcze nie wiemy. Ich drewniane dłonie, dawno temu zastygły złożone w geście podziękowania i szacunku i nie mogły nic powiedzieć, pokazać, zatrzymać.
Rzeźbiarz nakazał im jedno: trwać nieporuszenie w drewnianej duszy, poddanego dłutom drewna.

Wyrzeźbione kobiety o migdałowych oczach przysłuchiwały się naszej rozmowie o londyńskich muzeach, o planach wakacyjnych, o polskich krewnych, o szafach, które trzeba opróżnić, o nagrodach za długoletnią pracę i sposobach przechowywania ślubnych sukni – bez naszej wiedzy świadomie odliczały każde słowo, dodawały do czasu przeznaczonego na odczekanie, przeciągały gesty i odpowiedzi, prowadziły asocjacje do asocjacji. Wszystko po to, żeby reżyser zdążył.

A może wszystko stało się przez ten kawałek wyżowego nieba, jaki przywitał nas za drzwiami restauracji Nitaja Thai, kiedy wyrzeźbione tancerki ze złożonymi dłońmi, skłoniły się i posłały za nami ostatni nikły uśmiech. I może ten skrawek błękitu zmusił mnie do uwiecznienia go na jedynym kadrze. Był jak oczy, kiedy ulotni się wilgotna zasłona, tuż po wyjściu z sauny, albo z upalnego dnia. Te, nad nami, w otoczce drobnych obłoków w trójwymiarze, podkreślane światłem złotej godziny zachodzącego słońca. Pewnie te kilka sekund było potrzebne statystom, żeby przygotować do końca szczegóły widowiska, jakie miało się rozegrać kilkanaście ulic dalej.

Albo kelner, to kelner w Nitaja Thai był jednym ze spiskowców. Opóźniał podanie kolacji, żeby statyści od drzewa ze wszystkim zdążyli. I korpulentna właścicielka i jej mąż, oni też asystowali, szykując dania dodawali do nich minuty, sekundy, krewetki, małże, ośmiornice, curry, mango, papaję, cytrynową trawę, czas potrzebny do realizacji scenariusza.


Wydarzenia następowały, działy się, żeby mnie zatrzymać, jeszcze raz zatrzymać przy drzewach, rozłupujących się na moich oczach, jakbym to ja, moja obecność łamała je z niepowstrzymaną siłą przeznaczenia. I tylko po to, żeby mi było żal, że tak się dzieje, że żyją, rosną, pięknieją a jednak kiedyś muszą się poddać i że będę miała udział w tym kiedyś.

Tylko dlaczego - wykrzykiwałam w duchu – dlaczego przy mnie, czemu przede mną? Czy ma to jakieś znaczenie? Jakiekolwiek znaczenie? Czy też dzieje się tak wyłącznie po to, bym się zatrzymała w biegu, zrozumiała, że nic ode mnie nie zależy, że scenariusz i tak się zamieni w spektakl, w premierę bez końca, czasem z niepożądanym bisem rozłupujących się drzew?

Czy mam tym zdarzeniom przypisać znaczenie? Wagę, przepowiednię? Sens? Czego? Zrozumieć więcej, jaśniej, spojrzeć w głąb albo w górę, jak teraz w gwiazdozbiory nienazwane, bezimienne, czując pod plecami twardy dach mojego codziennego nieba i myśląc o bezsensie pękniętych drzew?


elżbieta
28 VI 2013
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
norobob 
Robert Szary Czytelnik


Wiek: 62
Dołączył: 12 Sty 2010
Posty: 1162
Skąd: W-wa
Wysłany: 2013-06-28, 21:53   

Oczy się kleją
a oderwać się nie można

Bzyczenie krwiopijców nie pozwala
usiąść na tarasie
Dach niezdatny do leżenia, a chmury
zasłaniają skutecznie, by nie spapugować

Ale wrócę
Kiedyś
 
 
Marek 
Z. Marek Piechocki


Wiek: 79
Dołączył: 19 Paź 2007
Posty: 15294
Wysłany: 2013-06-28, 22:02   

:padam:
 
 
Lidka 

Dołączyła: 11 Lis 2012
Posty: 6378
Wysłany: 2013-06-28, 23:05   

z kolejki przyjąć to ze trzy razy
najpierw od środka ku końcowi
w przeciwstawnym, z centrum do początku
i jak to być winno na początku zostawiłam na finis
ab initio do końca
;)

koronnym ornamentem są iskrzące ogniki
rewelacyjnie muszą wyglądać "na dachu nocy bez księżyca"
pojawiają się one w najrozmaitszych miejscach i przybierają różne formy
niektóre są przerażające, jak choćby
"Konary opadły na linie elektryczne, wyzwalając snop iskier z transformatora"
kolejne niosące bezmiar przestrachu "pękające drzewa"
i "tamten orzech (...) rozłupujący się z hukiem na moich, naszych oczach"

epizod z restauracją Nitaja Thai
opóźniający w posługiwaniu kelner i drewniane tancerki

nie mogę pojąć, czy to dzieje się naprawdę
czy tylko scenariusz wymyślnego reżysera

trzy końcowe akapity
to tragedia rozgrywająca się we wnętrzu
boleść niemoc zastanowienie
larum na mnogość wydarzeń, na ich znaczenie

to są moje chaotyczne myśli spisane na gorąco przy czytaniu
nie umiem spuentować

Elżbieto :serce:
niezwykły słowny obraz
unikalne metafory, symbole
stworzyłaś nastrój nieprawdopodobnej dramaturgii
:padam:
 
 
Elżbieta 
E.M.B.A.


Wiek: 27
Dołączyła: 21 Sty 2008
Posty: 18479
Wysłany: 2013-06-29, 18:54   

norobob napisał/a:
Oczy się kleją
a oderwać się nie można

Bzyczenie krwiopijców nie pozwala
usiąść na tarasie
Dach niezdatny do leżenia, a chmury
zasłaniają skutecznie, by nie spapugować

Ale wrócę
Kiedyś

Podziękowanie za czytanie mimo kleju w oczach ;)
i wracaj w Kiedyś
serdecznie
e
_________________
przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
ˆ E

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Proza poetycka » Iskry


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo