"Zanim spadnie deszcz" to film produkcji macedońsko–francusko–brytyjskiej z 1994 roku, w reżyserii i na podstawie scenariusza Milcho Manchevskiego, którego akcja toczy się w Macedonii, gdy wybuchają pierwsze konflikty etniczne między Serbami i Albańczykami. Jest to główny wątek filmu, spiętego klamrą: pierwsza scena jest zarazem sceną końcową. Ale to, co następuje pomiędzy (zanim spadnie ów tytułowy deszcz) to nie tylko opowieść o tym, co dzieje się, gdy brat podnosi rękę na brata, gdy ludzie zaczynają czynić podziały i widzą wrogów we własnym sąsiedzie. To także opowieść o trudnych relacjach międzyludzkich, o miłości i poszukiwaniu siebie, swojego miejsca. Film został podzielony na trzy osobne historie (akty), które jednak wiążą się ze sobą, a drogi poszczególnych bohaterów przecinają się prędzej czy później, wpływając nieodwołalnie na ich los. "Słowa", "Osoby" oraz "Obrazy" zapadją głęboko. Nic dziwnego, że film został uhonorowany nagrodą Złotego Lwa w Wenecji, a także nominowany do Oscara w kategorii "najlepszy film nieanglojęzyczny". Mimo bolesnej tematyki, ma w sobie wiele piękna. Nie mogę wyzbyć się pewnych scen, dialogów - wciąż siedzą mi w głowie. Do tego magia bałkańskich dźwięków, autorstwa zespołu Anastasia ( http://postscriptum.net.p...p=226918#226918 ). To film inny niż wszystko, co dotąd oglądałam...
I jeszcze motto, słowa Mešy Selimovića, pisarza jugosłowiańskiego tworzącego w języku serbsko-chorwackim: "Ptaki, wrzeszcząc, uciekają po czarnym niebie, ludzie milczą, a moja krew boli od czekania." Jakże dotkliwe i oczywiste stają się te słowa, gdy już się zna zakończenie.