On lat dziesięć, marzy by w przyszłości złożyć samolot, którym poleci na koła podbiegunowe
żeby się pośmiać, chociaż jeden raz mieć ku temu powód, dla zabawy, żeby się pośmiać
na sali jest ich więcej, znają magiczne słowa (nie boli, nie boli)
ale tylko on czyta z ręki za butelkę coca coli light. Tylko on boi się że koniec świata nastąpi w czasie gdy będzie spał. Tamtego dnia gdy było już wiadomo, nie ma innej drogi, bo Bóg zawsze stawia sobie ambitne cele. On postanowił udawać Cumulusy. Następnego ranka wszystko zmieniło się w dosłowność. Już nigdy nie bolało.