Tym razem postanowił dotrzymać słowa. Obiecywał to sobie od chwili, kiedy szef przeniósł go do działu usług osobistych.
Spojrzał w okno i podrapał się pod skrzydełkiem. Chwila była odpowiednia. Kwitły wiśniowe drzewa, świeża zieleń rozpylała pomyślność, a ludzie po kątach marzyli, żeby w tym roku wiosna się nie skończyła.
Generalnie miał dość latania i strzelania z łuku, jak popadnie. Wszyscy się potem dziwili, co tych ludzi mogło połączyć?
- Miłość! Połączyła ich miłość! – szeptali ci, którzy więcej rozumieli.
Za to on dobrze wiedział. Łączył ludzi, jak leci strzała i tyle. Żadne tam naciągane rozważania, żadne idee, głębokie przemyślenia. Ot, chwila radości, dobrego samopoczucia, nastroju i już. Nagle w ludzi coś trafiało, wpadali po uszy, ich rozum gdzieś się zawieruszał.
E-milek przejechał dłonią po skrzydełku, jakby chciał sprawdzić stan pierza.
- Tak, tak – zamruczał pod nosem - to doskonały moment. Może nie w sensie emocjonalnym, ale logicznym.
Był w świetnym nastroju, kiedy zasiadał do komputera. Wszystko wcześniej przemyślał, przeanalizował, a w planie przewidział również założenie bloga w celu archiwizowania dzieła życia. Wystarczyło dopracować szczegóły, wybrać szablony i odpalić z robotą.
Do projektu wytypował ślicznotkę z parteru i pana Miecia od lawety. Co z tego, że brzydal? Za to ma serce, jak dzwon, i zarabia. Dziewczyna była bardzo seksowna i szczerze mówiąc sam miał na nią ochotę, ale mus to mus. Czuł jakiś wewnętrzny nakaz, nieodmiennie kojarzący się z morską pianą, który mówił mu, że musi sprostać podjętej misji.
Komputer piknął z aprobatą i E-milek rozpoczął działania, a wszystkie swoje czynności skrzętnie zapisywał.
Nazajutrz czuł się wspaniale, wydawało mu się nawet, że trochę urósł przez noc. Niecierpliwie zajrzał do komentarzy. Było ich kilka:
- O rany! Masz spoko bloga.
- Życzę powodzenia
- Hej, nawet niezły jesteś!
- Zajrzyj do mnie na notkę, pa.
Ucieszył się ogromnie. Objął wzruszonym spojrzeniem ekran monitora i poczuł spory ładunek motywacji do dalszej pracy.
Tego dnia pracował nad specjalnym wzmacniaczem do komunikatora ślicznotki, żeby w odpowiedniej chwili, natychmiast musiała się poddać nadzwyczajnej sile, która emanować będzie z ekranu. Oczywiście, wszystko skrzętnie i dokładnie opisał.
Rano znów zajrzał do komentarzy. Było kilka nowych. Niektóre w podobnym tonie, jak wczoraj, inne o niecierpliwym brzmieniu :
- E-milu, co dalej? Kurde!
Jednak jeden trochę dziwny:
- A dlaczego wybrałeś tę małą sukę, a nie moją córcię, Mariolkę?
Od okna powiał wiatr, jakiś tajemniczy wewnętrzny przeciąg potargał mu włosy, ale E-milek nie zamierzał robić przerwy. Pracował pełną parą, dmuchał w emocje i jak zwykle pisał o tym, co robi.
Zdziwił się nieco, kiedy ponownie zajrzał do komentarzy. Czytał na ekranie:
- Słyszałem o czymś podobnym, ale jak się to skończyło! Tragedia!
- E-milu , co ty wiesz o miłości? Źle się do tego zabrałeś. Jak chcesz, napisz do mnie, to ci powiem, co i jak.
- Słuchaj no, popaprańcu, a dlaczego para damsko-męska? Znów jakaś cholerna dyskryminacja orientacji?
Zdumiony E-milek zmarszczył brwi, ale nie przerywał. Na ekranie pojawił się kolejny komentarz:
- Hi,hi, do szkoły się nie chodziło, lektur nie czytało, co za głupotki, szablonik śliczny, kocham cię.
Nie zrozumiał dobrze, ale już czytał następny:
-To jakaś ściema. Za kogo ty się uważasz? Za Amora? Znam takie typy, co sobie jaja robią z innych. Ludzie, on nawet nie ma swojego IP, sprawdzałem.
E-milek zaiskrzył skrzydełkami, przybrał zatroskany wyraz twarzy, potem z rezygnacją wzruszył ramionami i czytał :
- He, he, to "zwykly, tani proszek". Już się przejadł.
- Bezsprzecznie jest to mizerny i na poziomie nastolatki blogasek. Jak nie potrafisz, nie pchaj się na afisz!
E-milek zamknął oczy. Odliczył do dziesięciu. Na wszelki wypadek odliczanie powtórzył. Strzepnął skrzydełka, położył rękę na myszce, znalazł napis i kliknął „skasuj bloga”. Ogólnie miał bowiem obawy, że zacznie mu drżeć ręka i już nigdy nie zdoła naciągnąć cięciwy łuku, zaś miłość zniknie z padołu świata. No, bo zawsze, kiedy przymierzy się do strzału, znajdzie się ktoś, kto mu to wybije z głowy, albowiem uzasadni, że źle robi.
Prawdę mówiąc, E-milek dobrze wiedział, że nawet gdyby miłości nie było na świecie, to należałoby ją wymyślić. W końcu był przecież fachowcem.
Westchnął przeciągle i przyszło mu do głowy, że przecież tej wiosny świat zaczął się nową nadzieją. Pomyślał o samotnej ślicznotce na parterze, o jej psyche i zdziwił się, że oprócz pożądania, poczuł dziwny ucisk w gardle. Coś, jak nadmiar piany. Wściekle spienionej, morskiej piany.
Powiem nieskromnie, że rzeczywiście mam lekkie pióro. Łatwo mi się pisze zarówno pisma urzędowe, notatki, wypracowania (już nie piszę, bo syn na I roku studiów ), jak i listy, posty, sms-y, opowiadania – jeśli już mam na nie pomysł.
Właściwie żaden rodzaj tekstu nie sprawia mi trudności.
Jednak łatwość pisania, to nie wszystko, co jest potrzebne do jako-takiej prozy. Trzeba jeszcze mieć fajny pomysł, fantazję i mieć coś do powiedzenia (coś niegłupiego, a mądrego raczej) i umieć to przekazać czytelnikom.
E-milek, to zabawne opowiadanko do uśmiechu. Takie ćwiczonko trochę. Stare, bo z 2004.
Leciutko, odrobinę nawiązałam w nim do mitu o Psyche, Amorze i Afrodycie (ta morska piana).
Ale nie ma tu głębszej treści (choć nie miało być głupio ) Miało być sympatycznie i zabawnie.
A skoro pytacie o dalszy ciąg, to znaczy, że nie udało mi się zakończenie, bo chyba uważacie, że go brakuje, że tekst się prosi o zakończenie.
Pomyślę, co z tym nie tak.