Pamiętam, jezioro pachniało jesienią a za naszymi plecami liście, otulały coraz zimniejszą ziemię. Siedzieliśmy, patrząc jak stada ptaków, w pośpiechu przebierają skrzydłami. Zmiana czasu, miejsca, środowiska. Wiele spraw, przechodzi na przeciwny tor. Zderza się z ideałami, koliduje z tym, w co przez tyle lat wierzyliśmy. Ulegamy światu, pokusom i mimo przeczących słów, stajemy po stronie większości.
Już nie czekamy, jak spadająca gwiazda, przy której można wypowiedzieć życzenie, spełni je. To co tworzymy, cel do którego chcemy dotrzeć, zależy wyłącznie od nas samych.
Kim była?
Łagodniejszą formą mnie. Subtelność, z jaką wypowiadała słowa, w momencie kiedy ja złościłem się i krzyczałem, doprowadzała do łez. Trzeba płakać.
Obmywać świat, z całej niedoskonałości, bólu i wzruszenia. Ale nigdy, nie nazwałem tego przyszłością. Supeł, związany w momencie bycia razem, stanowił o teraźniejszości. Prędzej czy później, musiał puścić.
Z przyjemnością się czyta może zmieniłabym zdanie
Już nie czekamy, jak spadająca gwiazda, przy której można wypowiedzieć życzenie, spełni je- nie wiem coś w nim mi przeszkadza- miłość nie umiera- choć może wyblaknąć jak owe malowidła- pozdrawiam
_________________ Istnieje wiele hałasów, ale tylko jedna cisza.