POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Bierz przykład z brata!
Bierz przykład z brata!
Autor Wiadomość
Hardy 


Dołączył: 08 Gru 2015
Posty: 2130
Wysłany: 2016-02-12, 15:47   Bierz przykład z brata!

(-) Wykąpany i odświeżony, wraz z tatą i rodzeństwem siadłem przy stole. Na nim, oprócz postawionych talerzy, leżała... moja dymna świeca. Ta pierwsza, która schowana była w walizce. A jednak wieści z kolonii dotarły! Usiadłem, jakbym nic dziwnego nie zauważył. Starałem się nie dostrzegać uśmieszków starszych z rodzeństwa, brata i siostry. Młodsza była jeszcze za mała, aby coś rozumieć.

– Co to jest? – nazbyt spokojnie zapytała mama.

– To? Jakaś... ee... no, świeca. Taka, co dym daje. – Starałem się, aby głos mi nie zadrżał. Kiedy mama zaczyna mówić bez emocji, to nie jest dobra wróżba.

– Tyle to już wiem od taty. Skąd ją masz? Nie sprzedają ich w sklepie. Ma je tylko wojsko.

– A, to pamiątka z kolonii. Znalazłem ją na polu za płotem. Tam wiele ich było. Pewnie ci żołnierze z jednostki obok je pogubili. Wziąłem więc jedną na pamiątkę.

– Na pamiątkę? Leżała na polu? I leżała tak całkiem nowiutka, nawet nie zmoczona przez deszcz, niezabrudzona? – Nawet ktoś z wrodzonym niedosłuchem wyczułby ironię w głosie mamy. A ja nie narzekałem na słuch. – Nie opowiadaj bajek, dobrze? Wiesz, że to wojskowe? Nie dla dzieci. Ile ich miałeś?

– Noo, tę jedną. I jeszcze dwie, ee... trzy, ale zostawiłem je na kolonii. To znaczy, kierownik kolonii nam wczoraj pozabierał.

– Aha, pozabierał. To miałeś jeszcze dwie czy trzy?

– No trzy.

– Nie mówi się no. Dlaczego nie oddałeś też tej czwartej?

– Mamusiu, przecież to tylko świeca! – Teraz do mnie dotarło, jaka awantura by wybuchła, gdyby któryś z nas przywiózł „taki mały pistolecik, nawet zepsuty” i jakiś rodzic znalazłby go. A my nie rozumieliśmy, czemu na kolonii znajomy komandos tak się wtedy wściekł...

– Świeca, tylko świeca. Nie jedna, a cztery. Po co je brałeś?! – Mama podniosła głos o ton wyżej.

– Noo... wziąłem. Leżały, to wziąłem. Na polu przecież by się zmarnowały.

– Mówiłam, że nie mówi się no. Leżały, to mogły i dalej leżeć. A najlepiej gdybyś zgłosił do wychowawcy. Nie twoje były. Do czego ci one, co? No dobrze, jedz już. A świecę tata zabiera.

W końcu mama dała mi spokój. Nareszcie. Wyraźnie dzisiaj musiała się wygadać. Nie chciałem zbytnio brnąć w kłamstwa, przyznałem się więc do tego, o czym rodzice i tak już wiedzieli. Im więcej pytań, tym łatwiej można przypadkiem za dużo powiedzieć. Nie zaryzykowałem też, aby zwrócić mamie uwagę, że sama mówi „no”. Niepewną sytuację musiałem łagodzić, a nie zaostrzać.

Przysunąłem do siebie talerz z zupą i zacząłem jeść. Udawałem, że nie słyszę chichotów starszego rodzeństwa. Tata też się półgębkiem uśmiechał, ale nic nie mówił. Mama tylko westchnęła, ale dla mnie ważne było, że przestała wypytywać. Wzięła świecę dymną ze stołu, pogroziła mi palcem i oddała ją bez słowa ojcu. Usiadła przy mnie i znowu zapytała:

– A ile zaoszczędziłeś z kieszonkowego, które dałam na kolonie?

– Troszkę mi zostało. Dostałem tylko dwadzieścia złotych. – To był dla mnie bezpieczny temat. Nie tylko nie pożyczyłem od nikogo pieniędzy, ale nawet wszystkich własnych nie wydałem. A z tylu przyjemności musiałem zrezygnować. Co to jest dwadzieścia złociszy na miesiąc kolonii, kiedy najtańsza czekolada kosztuje dziewiętnaście? Kino było tańsze, czasem i za pięć-sześć złotych można było wejść. Ale na film akurat ani razu nie poszliśmy.

– Tylko? Na miesiąc dostajecie dziesięć. Miałeś więc aż dwa razy więcej.

– Ale to były kolonie! Trochę słodyczy kupowałem. Ale jeszcze mi zostało! Dwa pięćdziesiąt.

– Dwa pięćdziesiąt. Andrzej był też na kolonii i przywiózł z powrotem czterdzieści złotych. A dostał tyle samo.

– Ale Andrzej jest starszy. I pewnie znowu strugał łódki albo bociany i sprzedawał.

Czy mama ciągle musi mi stawiać brata za wzór? On jest on, a ja jestem ja.

– No widzisz. Strugał z kory łódki, ptaszki i koledzy kupowali. Grosz do grosza i będzie mógł włożyć na książeczkę SKO* w szkole. A ty?

– Mamusiu, przecież wolę rysować niż strugać. A rysunków nie sprzedam.

– Nie możesz brać przykładu z brata? Jak wyświetlał w domu bajki, to zbierałeś po złotówce od dzieciaków.

– Bo Andrzej mnie postawił na kasie. Ale sam bym nie stanął.

– Ucz się od brata. W życiu trzeba umieć sobie radzić.

– Tak, mamusiu. Poradzę sobie.

– No dobrze już. Jedz tę zupę, bo wystygnie.

Mama wreszcie dała mi spokój, przestała zadawać kolejne pytania. Dlaczego kobiety ciągle pytają? A to, a tamto, a siamto. Byłem na kolonii, przyjechałem zdrowy, to co mam jeszcze opowiadać? Nie jestem przecież dziewczynką, która paple bez opamiętania, chociaż dzisiaj mnie trochę poniosło. Ale to było wyjątkowo, każdemu może się zdarzyć. Mamę wzięło na wspominki i przypadkiem za dużo powiedziałem...

Zjadłem zupę w pośpiechu. Ciągle absorbowała mnie myśl, że muszę jak najszybciej wybiec na podwórko. Jeszcze ktoś przypadkiem trafi na moją schowaną świecę i ją ukradnie! Muszę jak najszybciej...

– Mamusiu, bardzo smaczna zupa. Cały miesiąc o niej marzyłem. Mogę teraz na chwilkę wyskoczyć na podwórko, przywitać się z kolegami?

– A co cię tak gna, co? Jeszcze nie zjadłeś drugiego dania.

– Już się najadłem. Aż za dużo zjadłem, wyskoczę na chwileczkę i zaraz wrócę.

– Kopytka ze skwarkami przygotowałam, ze smażoną cebulką. Twoje ulubione. Co tak nagle chcesz wyjść na podwórko? Nawet kopytek nie chcesz wpierw zjeść? – Mama spojrzała na mnie podejrzliwie.

Wolałem już nie ryzykować dalszych dopytywań:

– Tak tylko, chciałem po prostu przywitać się z kolegami. Ale jak są kopytka, to oni mogą poczekać. Kopytka zawsze zmieszczę.

Chyba uspokoiłem mamę. Zjadłem pyszne drugie danie, starając się zbytnio nie śpieszyć, chociaż ciągle kołatała mi po głowie myśl: „Czy nikt nie ukradnie mojej świecy?!”. Wreszcie dokończyłem posiłek, wzułem sandały i wyszedłem z mieszkania. Na schodach mało już nóg nie połamałem, zbiegając po nich w pośpiechu. Skręciłem za dom, dobiegłem do śmietnika, zaglądnąłem za pojemnik... jest! Świeca leżała na ziemi, czekając cierpliwie na swojego właściciela. Uff. Już uspokojony, owinąłem ją w starą gazetę i, z miną niewiniątka, oglądając niewidziane od miesiąca zakątki podwórka, ukryłem świecę w dużo bezpieczniejszym miejscu. Mogłem teraz spokojnie poczekać na resztę kolonijnej drużyny, dowiedzieć się, ile uratowaliśmy z przywiezionego zapasu. (-)

*SKO - Szkolna Kasa Oszczędności. Kiedyś takie "cuś" było. Książeczki oszczędnościowe przechowywała wychowawczyni klasy. Uczyło to dzieci oszczędności od najmłodszych lat.
 
 
wojna światów
[Usunięty]

Wysłany: 2016-08-25, 21:50   

Hardy napisał/a:
Wykąpany i odświeżony, wraz z tatą i rodzeństwem siadłem przy stole.
przed "siadłem" przecinek - "wraz z tatą i rodzeństwem" jest wtrąceniem


Przeczytałam z uśmiechem. Fajne wspomnienie z czasów dzieciństwa :)


Hardy napisał/a:
Dlaczego kobiety ciągle pytają? A to, a tamto, a siamto. Byłem na kolonii, przyjechałem zdrowy, to co mam jeszcze opowiadać?
Tak, typowo męski punkt widzenia :D
 
 
Hardy 


Dołączył: 08 Gru 2015
Posty: 2130
Wysłany: 2016-08-25, 23:50   

Akurat tu się nie zgodzę. To nie jest wtrącenie. Gdybym postawił przecinek, oznaczałby, że "wykąpałem się i odświeżyłem wraz z tatą i rodzeństwem" ;)

To opowiadanie już się zmaterializowało, w maju 2016, w postaci książki "Młodości szczęśliwa".

Oczywiście, że "Dlaczego kobiety ciągle pytają? A to, a tamto, a siamto. Byłem na kolonii, przyjechałem zdrowy, to co mam jeszcze opowiadać?" jest typowo męskim punktem widzenia. Przecież nie byłem małą dziewczynką, tylko chłopcem. Dla zaspokojenia li tylko gustów dziewczynek i ich nieustającej chęci plotkowania nie miałem zamiaru zachowywania się jak one... chociaż wtedy akurat za dużo paplałem.
Ale to był wyjątek od reguły, na potrzeby konstrukcji książki. Możesz mi uwierzyć na słowo ;)
 
 
wojna światów
[Usunięty]

Wysłany: 2016-08-26, 00:02   

Hardy napisał/a:
Akurat tu się nie zgodzę. To nie jest wtrącenie. Gdybym postawił przecinek, oznaczałby, że "wykąpałem się i odświeżyłem wraz z tatą i rodzeństwem"
Może i racja...


Hardy napisał/a:
dziewczynek i ich nieustającej chęci plotkowania
Nie wszystkie dziewczynki plotkują ;)
Mnie trochę już lat temu kolega zarzucił, że prawie nic nie mówię :rotfl:
Toteż oczekiwania mężczyzn są różne, jak widać :hyhy: Albo może: tak źle, tak niedobrze. Najlepiej wypośrodkować i mówić z umiarem :) A przy tym umieć słuchać, co dziś nie jest wcale takie powszechne.
 
 
wojna światów
[Usunięty]

Wysłany: 2016-08-26, 00:10   

Hardy napisał/a:
To opowiadanie już się zmaterializowało, w maju 2016, w postaci książki "Młodości szczęśliwa".
Będzie trzeba poszukać :)
 
 
Hardy 


Dołączył: 08 Gru 2015
Posty: 2130
Wysłany: 2016-08-26, 00:14   

wojna światów napisał/a:
Hardy napisał/a:
dziewczynek i ich nieustającej chęci plotkowania
Nie wszystkie dziewczynki plotkują ;)
Najlepiej wypośrodkować i mówić z umiarem :) A przy tym umieć słuchać, co dziś nie jest wcale takie powszechne.


Dokładnie tak i ja postępuję :) Zasada "złotego środka" Arystotelesa jest moją zasadą :)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Bierz przykład z brata!


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo