może tak usiądę któregoś wieczoru
sięgnę do pamięci zasłoniętej cieniem...
chociaż jedno spełnię wśród wielu wyborów
kamyczki z podwórka na szkiełka zamienię
może to i lepiej że mam w sercu debet
po kieszeniach błędy i parę agonii
koszerne tęsknoty okraszane chlebem
raz w ciszy raz w jakiejś obłędnej symfonii
opiszę te lata wiernie pod dyktando
pogrzeby wesela jak minęły gładko
pielgrzymki do serca z wytartą kolędą
kilkadziesiąt wzlotów czterysta upadków
po deszczach zawiejach i drogach zbyt śliskich
przewrotnych nadziejach rozmytych wołaniem
skrywając uśmiechy szepniesz przy kieliszku
a wiecie że kiedyś jadłem z nią śniadanie
Interesujący i przyjemny w odbiorze wiersz. Płynnie mi się go czyta, ale w pierwszym wersie ostatniej strofy zgubił mi się rytm. Jeśli nie miałabyś nic przeciwko, zaproponowałbym dodanie łącznika: po deszczach zawiejach i drogach zbyt śliskich - i teraz wszystko by mi pięknie zagrało
Wiersz rymowany to swoiste uporządkowanie myśli, wręcz matematyczne. Łatwiej w nim zobaczyć odstępstwa od reguł niz w wierszu wolnym. Dlatego jeśli popatrzymy na strofy trzecią i czwartą to od razu widać odstępstwa od formy dwóch pierwszych.
W pierszych dwóch mamy rymy dokładne pięknie dobrane i brzmiące.
W trzeciej mamy chaos bo te niby rymy nie brzmią, a dodatkowo mamy tu chyba mimowolne powiązanie dźwięczne: dyktando-gładko czyli typowy asonans, ale w układzie sąsiadującym, a nie przeplatanym jak w poprzednich strofach.
W czwartej pierwsza para nie brzmi by powrócić w ostatniej do ładnie dobranego rymu dokładnego.
Przepraszam za zajęcie się formą, ale chciałem zwrócić uwagę na pewne popełniane moim zdaniem błędy i w przyszłości bardziej zajmę się pięknem wyrażanych myśli i talentem, który niewątpliwie posiadasz.