POSTscriptum Strona Główna  
  POSTscriptum
FAQ  FAQ   Szukaj  Szukaj   Użytkownicy  Użytkownicy   Grupy  Grupy
 
Rejestracja  ::  Zaloguj Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
 

Odpowiedz do tematu POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Pod Cycem
Pod Cycem
Autor Wiadomość
Hardy 


Dołączył: 08 Gru 2015
Posty: 2130
Wysłany: 2016-04-18, 21:32   Pod Cycem

Minutę drogi od mojej szkoły i sąsiadującego Technikum Mechanicznego znajdowała się znana w całym mieście knajpka „Zacisze”. Mało kto pamiętał, jak oficjalnie się nazywała, mimo że szyld dumnie prezentował się na zewnątrz. Natomiast każdy miejscowy, zapytany gdzie jest knajpa „Pod Cycem”, niechybnie wskazałby właściwy kierunek. Sławną w całym mieście nazwę zawdzięczała podobno kelnerce, która przed laty obsługiwała klientów w tym lokalu. Natura nie poskąpiła jej kształtów, a zwłaszcza wyjątkowo obfitego biustu. Kobieta wiedziała, jak wykorzystać ten spadek po rodzicielce dla ściągania do knajpki jak największej rzeszy klientów. Popularna nazwa nie wzięła się jednak wyłącznie z ponętnych piersi kelnerki. Miała ona jeszcze jeden dar – była wyjątkowo silna fizycznie, jak na niewiastę. Dopiero połączenie i wykorzystanie tych dwóch darów biologii w jednej osobie zaowocowało skokiem jakościowym przy obsługiwaniu klientów; oczywiście klientów płci męskiej. Panie, nie wiadomo z jakiego powodu, omijały lokal, który potrafił stworzyć miłą atmosferę, a nawet prawie że nieba przychylić konsumentom spragnionym nie tylko złocistego napoju z białą pianką, ale i dodatkowych, estetycznych wrażeń.
Kelnerka ta, bez której lokal byłby zwyczajną speluną, a nie miejscem szczególnym, do którego z całego miasta ściągały tłumy żądnych wrażeń mężczyzn, potrafiła wziąć w każdą dłoń po trzy półlitrowe szklane kufle z piwem. Za dodatkową opłatą potrafiła unieść i siódmy kufel, trzymając go między ściśniętymi dwiema półkulami żywego, ponętnego i falującego w rytm jej kroków biustu. To było coś, to był podobno widok, który zachwyciłby nawet artystę, zwłaszcza malarza ciał kobiecych. Cóż dopiero zwykłego zjadacza chleba, tak młodego, jak i mocno starszego. W ten sposób w ludowej ojczyźnie to nie „ideał sięgnął bruku”, tylko lud pracujący mógł masowo uczestniczyć w konsumowaniu wysokiej kultury. Sztuka „zawędrowała pod strzechy”, realizując jeden z podstawowych postulatów ideologów, wypowiadających się w imieniu wyzyskiwanych poprzednich pokoleń ludzi pracy – kultura dostępna dla wszystkich, a nie tylko dla bogatych! Obcowanie z artystycznym pokazem z tak wysokiej półki powodowało, że młodsi marzyli o szybkim dorośnięciu i osobistym zapoznaniu się z walorami oferowanymi przez odmienną płeć, a starsi mogli powspominać, przypomnieć sobie „jak to drzewiej miło było”.
Kiedy kelnerka donosiła złocisty napój do stolika, kufle trzymane w rękach stawiała na blacie, a ten siódmy przechylała, nachylając swoje buchające witalnością życia ciało nad klientem, który zapłacił za pokaz. Trzymał on w rękach pusty kufel, do którego małą strużką spływało piwo spomiędzy piersi kelnerki. Nie było takiego malkontenta, który by narzekał na brak wrażeń wizualnych. Nagrodą dla obsługiwanego klienta, a zarazem widza, który opłacił spektakl, był fakt, że siedział w pierwszym rzędzie tak blisko sceny, że bliżej już nie można było. Miał doskonały widok, nikt z pozostałych widzów mu nie zasłaniał.
To był teatr, w którym nawet całkowicie głuchy mógł uczestniczyć bez najmniejszego uszczerbku w całościowym odbiorze granej przez kelnerkę sztuki. Sztuki jednego aktora. Wystarczyło mieć dobry wzrok lub niezaparowane okulary na nosie.
Nie było więc nic dziwnego w tym, że amatorów zakupu „siódmego kufla” nigdy nie brakowało. Podobno przez lata pracy kelnerki nikt z klientów nie zgłosił najmniejszej pretensji co do poziomu gry aktorskiej w spektaklu. Przeciwnie, opinie wyrażano w samych superlatywach. Gdyby wśród miejscowych widzów przeprowadzono ankietę – „Kto lepiej potrafi grać na scenie? Jakaś aktorka warszawska, czy nasza?” – wynik byłby jednoznaczny i jednomyślny. Co do tego nikt nie miał wątpliwości. Talent, talent się liczy, a nie ukończenie jakichś teatralnych szkół. Zawodowa aktorka może być tylko dobrym rzemieślnikiem w swoim zawodzie. Nasza zaś była po prostu Artystką. Przez duże „A”!
Moim kolegom ze szkoły nie było dane uczestniczyć w tych spektaklach z prozaicznego powodu – w tym czasie kelnerka już nie pracowała. Legenda jednak nie umierała, była przekazywana kolejnym pokoleniom bywalców lokalu, czasem dla poprawienia smaku doprawiana szczyptą pikantnych szczegółów. I ta legenda wciąż żyje.
Koledzy więc, z racji zbyt późnego urodzenia, nie zdążyli być widzami występów kelnerki na deskach naszego miejscowego „teatru jednego aktora”. Nie przeszkadzało to niektórym z nich korzystać czasem, zwłaszcza w upalne dni majowo-czerwcowe, z okazji do schłodzenia organizmu pienistym, chłodnym trunkiem. Idealnie do tego nadawała się najdłuższa przerwa lekcyjna.
W czasie tej pauzy szkolnej dorośli klienci w knajpce nie byli obsługiwani. Nie było ważne, czy któryś ze spragnionych uczniów się pojawił, czy nie. O tej porze gotowość bojowa wśród załogi lokalu była ustawiona pod szkoły. „Teraz podajemy tylko panom uczniom” – taki komunikat z ust barmanki skutecznie uciszał zbyt natrętnych gości. Wyjątkowo niesubordynowani klienci byli delikatnie upominani przez stałych, miejscowych bywalców. Ponieważ ulica nie miała inteligenckiego charakteru i cieszyła się nieco specyficzną sławą, tacy początkowo upierdliwi konsumenci woleli wtedy szybko dostosować się do miejscowych zwyczajów i poczekać. Nie śpieszyło im się przecież, w przeciwieństwie do „panów uczniów”. Tradycja to tradycja, trzeba ją szanować, a nie podważać przez byle chciejstwo byle kogo.
Ta tradycja w zaraniach jej powstania, jak i w czasie teraźniejszym, miała prozaiczną przyczynę – duża przerwa lekcyjna miała swoje ściśle określone granice czasowe. Dla „panów uczniów” czas może nie był jeszcze pieniądzem, ale na pewno zmuszał do niemarnowania ani minuty. Obsługa lokalu „Pod Cycem” wiedziała o tym dobrze i w praktyce realizowała hasło „frontem do klienta”. Klient pracujący już czy jeszcze uczący się, to nie miało dla niej znaczenia. Barmanka i kelnerki przestrzegały jednak prawa i podstawą do obsłużenia młodo wyglądającego gościa był okazany im dowód osobisty. W ten to sposób wprowadzały w życie jedną z fundamentalnych zasad demokracji: „wszyscy ludzie są równi”. Równi niezależnie od wykształcenia, zawodu, płci, rasy czy... uczęszczania jeszcze do szkoły. Dorosły obywatel to dorosły, ma więc wszelkie przynależne mu prawa. Możliwe, że nawet nie wiedziały o tym, iż były prekursorkami przyszłych zmian demokratycznych w Polsce, w czasach kiedy demokracja miała jeszcze przymiotnik „socjalistyczna”.
Niestety, o tej tradycji i skłonnościach niektórych podopiecznych do gaszenia pragnienia złocistym, a zakazanym dla uczniów napojem, wiedziała również pedagogiczna kadra z obu sąsiadujących szkół. Nauczyciele, dyżurujący na długiej przerwie, od czasu do czasu urządzali polowania, wpadając niespodziewanie „Pod Cyc”. Dla trafionych ofiar nie było pobłażania; ciężko odpokutowywali miłą chwilę wytchnienia od wyczerpujących zajęć szkolnych. Dlatego spragnieni uczniowie starali się ograniczać ryzyko wpadki, wybierając przerwy, na których dyżur pełnił profesor Dzik. Nie był on już zdolny do szybkiego marszu i nawet cichego podkradania się z boku tak, aby nie być widocznym przez przejrzyste szyby baru. Jego sapiący oddech było słychać z daleka przy otwartych oknach, co wystarczało, aby gromadka uczniów zdążyła salwować się ucieczką przez drzwi lokalu w przeciwnym kierunku, zasłaniając tylko rękoma twarze przed rozpoznaniem.
Chociaż... raz prawie udało mu się polowanie z zasadzki. Grupka kolegów z piątej, już ostatniej klasy, tak namiętnie o czymś dyskutowała, że zapomniała o bożym świecie. Kiedy usłyszeli sapanie Dzika, było już za późno – zdążył dojść do wejścia i zablokować je swoim pokaźnych rozmiarów brzuszyskiem.
– Chodu! Dzik! – wrzasnął kolega, który pierwszy go zauważył. Odruchowo zasłonił ręką twarz i, przewracając krzesło, odwrócił się, zerwał firankę i wskoczył na parapet otwartego okna. Wyskoczył na zewnątrz a za nim pozostali zwolennicy złocistego trunku.
– Stać! Stać! Z której jesteście szkoły?! – niosło się za nimi pokrzykiwanie profesora. Jeszcze czego! Takim głupim nikt nie był, aby posłuchać wezwania.
Uratowały ich te okna knajpki, otwarte na oścież w upalny dzień – wyskoczyli przez nie w ostatnim momencie. Dzik nie zdążył też żadnego z uczniów rozpoznać. To było dla nich być albo nie być – za tak drastyczne złamanie regulaminu szkolnego groziło im niedopuszczenie do matury. Jedyną stratą, jaką ponieśli, w stosunku do grożącej im kary nic nieznaczącą, była konieczność finansowej zrzutki na odkupienie firanek w barze.
 
 
wojna światów
[Usunięty]

Wysłany: 2016-07-09, 01:41   

Cóż, tytuł mnie nieco odstraszył :D Pierwsza część tekstu raczej dla męskiej części czytelników ;) Ta o prekursorkach przyszłych zmian demokratycznych w Polsce już bardziej neutralna. No i wszak pojawił się profesor Dzik! Znany ze stron tegorocznej Antologii POSTscriptum :)
 
 
Hardy 


Dołączył: 08 Gru 2015
Posty: 2130
Wysłany: 2016-07-10, 08:21   

Dlaczego "tytuł odstraszył"? Przecież to nieodłączna część kobiecej anatomii, a więc natury. Natury się wstydzić albo omijać dużym łukiem? Zwłaszcza "tak ponętnej"? ;) Odstraszać może zło, kłamstwo, hipokryzja. Ale nie piękno natury! :)

Natomiast w ramach równouprawnienia płci uważam, że "wszystko jest dla dla ludzi", bez podziału na zastrzeżone sfery. Jestem za zniesieniem barier hipokryzji i złego wychowania, które tyle krzywd i szkód przynosiło przez wieki, zwłaszcza kobietom. Prawda? :)

A profesor Dzik... a profesor Dzik to była instytucja! :)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
POSTscriptum Strona Główna » PISANE PROZĄ » Różne gatunki prozy » Pod Cycem


Kontakt:

w sprawach merytorycznych:
Amandalea: amandalea@interia.pl, Leszek Wlazło: niepoeta2@wp.pl

w sprawach techniczno-merytorycznych:
Łukasz Pfeffer (luk19952): lukasz@pfeffer.com.pl


Pfeffer.com.pl - Zaistniej w internecie
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template created by Dustin Baccetti modified by Nieoficjalny support phpBB2 by Przemo